• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Początek skakania

Piątek, 21 listopada 2014 (15:49)

Jutro w niemieckim Klingenthal rozpocznie się kolejny sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich. Przedsmak wielkich emocji poznamy jednak już dziś, podczas wieczornych kwalifikacji, na starcie których stanie siedmiu reprezentantów Polski.

Klingenthal jest miejscem przez skoczków lubianym, ale kapryśnym. Choćby przed rokiem w rywalizację wmieszała się aura, kompletnie paraliżując jej przebieg. Udało się rozegrać tylko jedną serię, a szalejący z różnych stron wiatr pokonał wielu faworytów. Wśród nich znalazł się Kamil Stoch, który uplasował się poza czołową trzydziestką. Mimo to mieliśmy ogromne powody do radości, bo Polacy wypadli... świetnie. Najlepiej młody Krzysztof Biegun, który w loteryjnych zawodach okazał się najlepszy! Uzyskał 142,5 m i wyprzedził reprezentanta gospodarzy Andreasa Wellingera (132) oraz Słoweńca Jurija Tepeša (134,5). W czołowej dziesiątce znalazło się jeszcze trzech innych Biało-Czerwonych: Piotr Żyła był piąty, Maciej Kot szósty, natomiast Jan Ziobro dziewiąty.

Organizatorzy pierwszych w nowym sezonie konkursów przekonują, że teraz będzie inaczej, przynajmniej jeśli chodzi o wpływ pogody na wyniki. Meteorolodzy przewidują, że weekend minie raczej spokojnie, z lekkim mrozem i brakiem nie tylko opadów deszczu, ale i mocniejszego wiatru. Jeśli to się sprawdzi, będzie dobrze. – Skocznia w Klingenthal jest ogólnie przyjazna zawodnikom. To jeden z tych obiektów, na których – o ile panują korzystne, czyli sprawiedliwe, warunki – można pokazać pełnię swych umiejętności, a wygrywa po prostu najlepszy – przyznał Stoch. Organizatorzy zadbali też przezornie o to, by osłabić ewentualne podmuchy, o ile takowe się pojawią. Skoczków na rozbiegu chronią dwie kurtyny: jedna ma 80 metrów długości, druga 50, obie są wysokie na 22 metry. Rekordzistą obiektu w Klingenthal jest Niemiec Michael Uhrmann, który 2 lutego 2011 roku poszybował tam 146,5 metra.

Polacy inauguracyjnych zawodów oczekują z optymizmem. Trener Łukasz Kruczek zabrał ze sobą siedmiu zawodników, prócz Stocha – Żyłę, Ziobrę, Kota oraz Bartłomieja Kłuska, Dawida Kubackiego i Stefana Hulę. Z największymi nadziejami będziemy oczekiwać występu „Rakiety z Zębu”. Stoch przed rokiem zdobył Kryształową Kulę i marzy o jej obronie. – Nie mam problemów z motywacją, o co jestem często zagadywany. Nie wygrałem przecież jeszcze wszystkiego, wciąż mam cele, które mnie motywują do ciężkiej pracy. Poza tym cały czas kocham skoki – przyznał. Kruczek pytany przed sezonem o plany i cele nie mówił o konkretnych. Skupiał się na grupie. – Chcemy poprawić osiągnięcie z ubiegłego sezonu, czyli zdobyć łącznie więcej punktów w klasyfikacji generalnej – podkreślił. Oczywiście te punkty mają przynieść jak najwyższe miejsca w pucharowej karuzeli. W minionym rozdaniu Biało-Czerwoni wywalczyli 2840 pkt, o 643 więcej niż rok wcześniej. W ten sposób ustanowili swój rekord, który pobić będzie naprawdę ciężko. To jednak zadania z gatunku „do wykonania”, wszak nasi są obecnie jedną z wiodących sił w światowych skokach.

W tym sezonie odbędzie się 37 konkursów, w tym 5 drużynowych i 7 w lotach. Trzy odbędą się w naszym kraju. 15 stycznia kawalkada zjedzie do Wisły, a 17 i 18 stycznia pojawi się w Zakopanem. Zmagania zakończą się tradycyjnie w Planicy w dniach 20-22 marca. Tamtejsza Velikanka została właśnie zmodernizowana i jest już gotowa na przyjęcia sportowców.

Wśród nich zabraknie dwóch wielkich gwiazd skoków. Kariery zakończyli bowiem Martin Schmitt i Thomas Morgenstern. Niemiec, swego czasu główny rywal Adama Małysza, od lat próbował nawiązać do swoich najlepszych lat. Bezskutecznie. Czas mijał, on fruwał coraz słabiej. Wreszcie uznał, że nie ma sensu się męczyć i rozmieniać na drobne. Z kolei Austriak powiedział „pas” po dramatycznych wydarzeniach z ostatniego sezonu. Zanotował w nim dwa bardzo poważne upadki i – jak przyznał – zaczął na rozbiegu odczuwać strach. Stan w tej dyscyplinie sportu po prostu niedopuszczalny. Obaj byli zawodnikami wielkiego formatu, zdobywali Kryształowe Kule, wygrywali najważniejsze imprezy. Z pewnością ich nieobecność, przynajmniej na początku, będzie zauważalna, szczególnie „Morgiego”, który jeszcze w poprzednim sezonie walczył o najwyższe cele.

Piotr Skrobisz