• Środa, 6 maja 2026

    imieniny: Filipa, Jakuba, Judyty

Władza bez legitymizacji?

Piątek, 21 listopada 2014 (11:31)

Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem polityki z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, rozmawia Marta Milczarska

Wczoraj wieczorem do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej wdarła się grupa protestujących osób. Skąd biorą się tak dramatyczne i przekraczające granice prawa akty społeczeństwa?

− Po prostu ludzie czują, że demokracja jest zagrożona. O ile wcześniej klasa polityczna była postrzegana jako skompromitowania, o tyle teraz skompromitowany i ośmieszony został cały system demokratycznych wyborów.

Tym samym wskaźniki mówiące o podmiotowości obywatelskiej w Polsce, czyli poziomu naszego poczucia, że mamy wpływ na reprezentację polityczną, niepokojąco spadają. W demokracji nie może być tak, że podważane są procedury systemu demokratycznego, gdyż wiarygodność państwa demokratycznego warunkowana jest prawidłowością i transparentnością systemu wyborczego. Niestety, to, że od kilku dni wciąż nie znamy oficjalnych wyników wyborów, spowodowało, że został podważony główny element budowania zaufania społecznego do władzy samorządowej.

Zauważmy, że procedury przeprowadzania wyborów i liczenia głosów powinny być całkowicie jasne i transparentne, by nie budziły żadnych wątpliwości. Nie dziwmy się zatem, że wobec informacji o problemach technicznych, wykrytych lukach systemu czy ogromnych rozbieżnościach wyników częściowych z badaniami exit poll, rośnie niepokój w społeczeństwie. Wszelkie standardy demokratycznych wyborów zostały złamane.

Wspomniał Pan o ogromnych rozbieżnościach. W niedzielę sondaż Ipsosu podał, że wygrało Prawo i Sprawiedliwość, teraz dochodzą do nas informacje, że w niektórych województwach wygrało Polskie Stronnictwo Ludowe, notowane przez Ipsos na trzecim miejscu...

− Jako socjolog jestem mocno zdezorientowany. W badaniach sondażowych krytyczny błąd statystyczny wynosi ok. 3 procent. W poszczególnych ośrodkach sondażowych wyniki mogą się nieznacznie wahać ze względu na różne metody badań: schematem doboru próby sondażowej czy siecią ankieterską, ale badania typu exit poll należą do najbardziej wiarygodnych, gdyż nie bazują one na deklaracji, ale na konkretnym oświadczeniu po oddaniu głosu.

Nie są to badania oparte na życzeniach, intencjach czy chęci poparcia, lecz na stwierdzeniu aktu zagłosowania. Jeśli wyniki częściowe tak znacząco różnią się od badania exit poll, to budzi bardzo duże wątpliwości. Jako metodolog i socjolog, który zajmuje się takimi badaniami, odczuwam duży dyskomfort, żeby nie powiedzieć niepokój.

Tak samo zaniepokojone wiarygodnością tych wyborów jest społeczeństwo, dlatego też rodzi się coraz większa frustracja. Jakie będą konsekwencje takiej sytuacji?

− Wracając do wczorajszych zajść w siedzibie PKW, chciałbym zauważyć, iż był to akt odosobniony, który był wyrazem tej frustracji i niepokoju społecznego.

Groźniejszym skutkiem tego braku wiarygodności będzie coś innego. A mianowicie − brak zaufania do nowo wybranych władz samorządowych. Te samorządy już na starcie zostały pozbawione legitymizacji władzy. Nie chodzi o to, że będzie dochodzić do wielkich manifestacji czy protestów, ale raczej o kwestionowanie mandatu tej władzy w społecznościach lokalnych. Możemy się spodziewać, że za każdym razem przy podejmowaniu ważnych decyzji na poziomie samorządu, będzie wyciągany argument, że władza została zdobyta w sposób nieuczciwy.

To będzie powodowało paraliż w radach powiatu, sejmikach, a może nawet nastąpi wysyp wniosków o odwołanie poszczególnych włodarzy. Władza pozbawiona legitymizacji, czyli wiarygodnych wyborów, jest nieskuteczna.  To kryzys demokracji. Dlaczego? Gdyż pod kątem realizacji procedur, na których oparta jest demokracja, Polska jawi się jako kraj dopiero wdrażający system demokratyczny i system wyborczy.

Głosy powinny zostać przeliczone na nowo, aby społeczeństwo miało poczucie transparentności wyborów?

− Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji, gdyż do opinii publicznej poszedł już jasny sygnał, że są nieprawidłowości w liczeniu głosów w niemal każdym województwie.

Nie wydaje się zatem dobrym rozwiązaniem powtórzenie procedury liczenia poszczególnych głosów. Z drugiej strony, powtórzenie wyborów samorządowych będzie ogromnym wydatkiem, na który nas nie stać. Niezależnie od tego, kto się poda do dymisji, to w społeczeństwie pozostanie poczucie niesprawiedliwości i pytania o sprawne działanie systemu demokracji w Polsce.

Ośmieszone zostały instytucje, które miały nam gwarantować przeprowadzenie uczciwych i demokratycznych wyborów. To niesie za sobą nieodwracalne skutki.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska