Majdanu i Budapesztu w Warszawie nie będzie
Piątek, 21 listopada 2014 (06:27)To, co obserwujemy wokół wyborów samorządowych, jest oczywiście hańbą Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Państwowej Komisji Wyborczej i medialnego mainstreamu.
Sposób, w jaki PO – PSL zarządza państwem, jest porażką sensu stricto. Bałagan, chaos, ignorancja, niekompetencja – cztery filary, na których opiera się cała klika PO – PSL.
Władza, łącznie z prezydentem Bronisławem Komorowskim, ponosi całą odpowiedzialność za nieprzygotowanie wyborów samorządowych. Usłużne media mainstreamowe ponoszą pełną odpowiedzialność za podsycanie konfliktu i sączenie jadu wrogości w społeczeństwo polskie. Proceder ten trwający od siedmiu lat musiał prowadzić w konsekwencji do takich wydarzeń. Nie ulega także wątpliwości, że winni kompromitacji, upokorzenia Polski na arenie międzynarodowej powinni zostać wyrzuceni z pracy i skazani prawomocnymi wyrokami.
Ponadto koalicja PO – PSL, premier rządu Ewa Kopacz, prezydent Komorowski powinni ze wstydu podać się grupowo do dymisji. Powtórzę: są w pełni odpowiedzialni za aktualny kryzys państwa. Co innego jednak robienie ulicznej rozróby z tego powodu. Oto narodowcy i poseł Wipler zamarzyli sobie o Budapeszcie i Majdanie w Warszawie.
Anarchia i rozróba, do których wspomniane towarzystwo dąży, to poważne naruszenie zasad i nadużycie demokracji. Nie przepadam za wszelkimi objawami anarchii, sprzeciwiam się wszelkiej przemocy, łamaniu prawa, a wyprawa na PKW nosi tego znamiona. Nie wspominając już nawet tego, że to jakaś makabryczna groteska. Nawet jeśli nasze państwo jest w kryzysie, nawet jeżeli demokracja jest w powijakach, nie można rozwiązywać tego typu zajść i sytuacji na poziomie mizernej rozróby z wyrywaniem drzwi (poseł Wipler lubi je wyważać). Nie jesteśmy oczywiście naiwni. Przecież nie o dobro Polski awanturnikom chodzi, tylko o ugranie swoich kilku procent poparcia. Takie naruszanie zasad demokracji może się komuś spodobać, frustratów powyborczych jest w końcu sporo.
Sytuacja jest i tak na tyle poważna, że trzeba raczej wyciszać nastroje, przeprowadzić miarodajne i wiarygodne śledztwo, zrobić audyt, kontrolę, nawet powtórzyć wybory, ale nie gasi się pożaru, polewając go benzyną. Czy mało nam, że koalicja PO – PSL depcze co chwila zasady państwa demokratycznego, jakim, wierzę, wciąż jesteśmy? PKW pogwałciła zasadnicze podstawy transparentności, nie kontroluje, nie panuje nad dynamicznymi wydarzeniami. Anarchiści z tak zwanej prawicy (którzy nie różnią się wiele od lewackich anarchistów tyle, że czytają inne książki), a którzy wtargnęli do budynku PKW, dali tylko okazję komisyjnej gerontokracji, żeby sobie mogła odpocząć i powiedzieć Polakom: – Przerywamy pracę, w takich warunkach nie można działać. Prawicowi awanturnicy, którzy wtargnęli do środka budynku, właśnie otworzyli „komisarzom” furtkę do salwowania się ucieczką.
Powtórzę jeszcze raz. Mamy demokrację. Państwo posiada mechanizmy, aby w sposób demokratyczny wyjść z tego kryzysu politycznego. Nie potrzeba nam aktywistów tej proweniencji, którzy grają o swoje pięć procent kosztem obywateli. I tak już sporo nas ta tragifarsa kosztowała, żeby teraz jeszcze dolewać oliwy do ognia. Brakuje tylko chuliganów z kominiarkami, zamieszek, walk ulicznych i zadym. Mam nadzieję, że prawdziwi patrioci nie podejmą tej intrygi grubymi nićmi szytej (a policja właściwie zareguje i, delikatnie mówiąc, wyprowadzi towarzystwo z pomieszczenia i odprowadzi do bardziej odpowiedniego pomieszczania. Do celi). Słowa w nawiasie pisałem na gorąco, jeszcze przed interwencją policji, która wreszcie zareagowała i wyciągnęła okupantów z siedziby PKW.
Na koniec krótka uwaga. Coś mi się zdaje, że pan Wipler lubuje się w nocnych awanturkach, chociaż potrafi też pokazać bardziej salonowe oblicze. W poniedziałek nawiedzał w studiu red. Tomasza Lisa, dziś chce wyprowadzać ludzi na ulice i wzywa posiłki do okupowania demokratycznych instytucji. Groteska. Nie ten format, nie ta osobowość przywódcza, nie ten lider. Majdanu i Budapesztu w Warszawie nie będzie.
Dr Tomasz M. Korczyński