Frustracja społeczna rośnie
Czwartek, 20 listopada 2014 (12:05)Z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Marta Milczarska
Państwowa Komisja Wyborcza wciąż nie podała pełnych danych dotyczących wyników wyborów samorządowych. Jakie mogą być konsekwencje takiej opieszałości i zaniechań odpowiedzialnych za przeprowadzanie demokratycznych wyborów?
– Takie działania, a może raczej brak działań powoduje przede wszystkim frustrację społeczeństwa. Kilka dni po przeprowadzonych wyborach nie wiemy, jaki jest ich wynik, co jakiś czas jesteśmy bombardowani zupełnie sprzecznymi komunikatami dotyczącymi wygranego, dochodzą do tego informacje o lukach w systemie PKW. To rodzi poczucie niesprawiedliwości, a nawet nieuczciwości ze strony organów państwa. Konsekwencje ostatnich wydarzeń będą nieodwracalne: zniechęcenie Polaków do uczestniczenia w wyborach, co w przyszłości będzie skutkowało obniżoną frekwencją.
Wczoraj do dymisji podał się szef Krajowego Biura Wyborczego Kazimierz Czaplicki...
– W społecznym odczuciu dymisje osób odpowiedzialnych za taki stan rzeczy są czymś naturalnym i koniecznym. Śmiem twierdzić, że ta dymisja jest wręcz za późna. Zbyt długo byliśmy karmieni nic niewartymi komunikatami. Wobec tak ogromnych nieprawidłowości szef PKW od razu powinien podać się do dymisji. Zauważmy, że PKW miało bardzo dużo czasu, aby przygotować sprawny system do przeprowadzenia wyborów, i mimo wszystko tak się nie stało. Dymisja szefa KBW Kazimierza Czaplickiego to naturalna konsekwencja i wzięcie odpowiedzialności za zaistniałą sytuację.
Wcześniej wszelkie formy obywatelskiej aktywności jak społeczne inicjatywy ustawodawcze były skutecznie odrzucane przez rządzących. Teraz okazuje się, że system przeprowadzania wyborów nie działa. System demokracji w Polsce nie działa?
– Taka sytuacja rzutuje na działanie całego państwa i społeczeństwa. Pomimo że PKW jest niezależnym, autonomicznym organem, to nie działa ona w próżni, lecz w konkretnym systemie, który nie działa sprawnie. Im dłużej czekamy na ogłoszenie wyników wyborów, tym rodzą się coraz poważniejsze wątpliwości co do ich wiarogodności. Jako społeczeństwo czujemy się coraz bardziej niepewni, a nawet oszukani. Taka sytuacja pokazuje, że państwo nie zdaje egzaminu z demokracji, co więcej, może stwarzać zagrożenie dla jego stabilności i bezpieczeństwa. Zauważmy także, że luki w systemie wyborczym mogą stwarzać pole do działania dla służb innych państw. To budzi wątpliwości co do naszego bezpieczeństwa.
O czym świadczy fakt, że na Pomorzu aż 20 proc. głosów było nieważnych?
– Nie tylko niesprawny system liczenia głosów, ale także brak kampanii informacyjnej o tym, jak głosować, świadczy, że wybory zostały źle przygotowane. Aż 20 proc. nieważnych głosów może być wynikiem zbyt skomplikowanych kart do głosowania i to powinno być wcześniej zweryfikowane. Niestety tak wysoki odsetek nieważnych głosów przywołuje na myśl, że mogło dojść także do celowych działań fałszowania kart do głosowania.
Jarosław Kaczyński i Leszek Miller zaapelowali o skrócenie kadencji samorządów wybranych 16 listopada i przeprowadzenie nowych wyborów. To dobry pomysł?
– Te zapowiedzi to przede wszystkim zagranie polityczne. Obie te partie stawiają się w roli obrońców demokratycznych wyborów. O ile SLD taka sytuacja jest na rękę, ponieważ ta partia jest największym przegranym, o tyle Prawo i Sprawiedliwość jako wygrany może stracić – z powodu mniejszej frekwencji – część głosów. Tymczasem PiS mimo to chce walczyć o to, by wybory były przeprowadzone w sposób niebudzący żadnych wątpliwości. Może właśnie ta determinacja Jarosława Kaczyńskiego przełoży się na wzrost poparcia dla jego partii.