Prorodzinność oczami pełnomocnika rządu
Wtorek, 18 listopada 2014 (19:38)Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania prof. Małgorzata Fuszara chce, aby ustawa o Karcie Dużej Rodziny została rozszerzona o tzw. związki partnerskie. W jej ocenie uwzględnienie w ramach ustawy tylko rodzin wielodzietnych jest przejawem dyskryminacji.
Karta Dużej Rodziny obowiązuje od czerwcu tego roku. Wprowadzenie jej jest uznawane za jeden z elementów szeroko rozumianej polityki rodzinnej rządu. Przysługuje ona rodzinom z przynajmniej trojgiem dzieci, bez względu na uzyskiwany dochód. Karta jest wydawana bezpłatnie. Dzięki karcie przysługuje system zniżek oraz dodatkowych uprawnień. W ramach Stałego Komitetu Rady Ministrów prowadzone są prace nad stworzeniem ustawy o Karcie.
Pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania prof. Małgorzata Fuszara chce, aby karta przysługiwała także osobom będących w tzw. związkach partnerskich. W jej ocenie, skoro Karta ma umożliwić zwiększenie szans rozwojowych i życiowych dzieci i młodzieży, to ograniczenie jej tylko do rodzin wielodzietnych powoduje „nieuzasadnione różnicowanie dzieci i młodzieży, a co za tym idzie - dyskryminację określonej grupy”.
Z twierdzeniem pełnomocnika rządu nie zgadza się mecenas Bartosz Kownacki. W jego ocenie, skierowanie Karty Dużej Rodziny tylko do rodzin wielodzietnych nie jest dyskryminacją, a przywilejem pomagającym w realizowaniu zadań małżeńskich i rodzinnych.
– Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej chroni i szczególną troską otacza rodzinę. W odejściu od sakramentalnego pojmowania małżeństwa, w rozumieniu cywilnym to jest swoisty rodzaj umowy. Z tego wynikają określone prawa, np. możliwość wspólnego rozliczania się. To nie jest kwestia dyskryminacji kogokolwiek. To jest danie pewnych przywilejów temu zachowaniu społecznemu, który jest popierany i akceptowany przez państwo. Celem państwa jest zachęcanie, aby związki były stałe – powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl mec. Kownacki.
Mec. Kownacki zauważa również, że rodzina w systemie prawnym jest szczególną formą życia społecznego posiadającą wiele obowiązków. To różni ją od związków partnerskich, których w żaden sposób nie można równać.
– Zawierając związek małżeński, osoba nakłada na siebie też obowiązki. Takim obowiązkiem jest np. konieczność opiekowania się drugą osobą. To się łączy z konsekwencjami prawnymi jak chociażby płaceniem alimentów. Dlaczego więc mamy związkom partnerskim dawać przywileje, skoro prawnie nie posiadają obowiązków? – zauważa.
Konieczne jest zwrócenie uwagi na fakt, że w polskim prawie nie znajdziemy pojęcia „związków partnerskich”. Jak widać, pełnomocnikowi rządu nie przeszkadza odwoływanie się do pojęć prawnych, które nie istnieją.
Rafał Stefaniuk