Poczułem obecność bł. Karoliny
Wtorek, 18 listopada 2014 (16:29)Z Dariuszem Reguckim, scenarzystą i reżyserem filmu „Karolina”, rozmawia Małgorzata Pabis
Film „Karolina” nakręcony w roku jubileuszowym jej poświęconym, w stulecie jej śmierci, sprawia, że z wielu oczu płyną łzy. Czy w czasie kręcenia tego filmu były sceny, które Pana wzruszyły, przeraziły, dały do myślenia?
– Były takie momenty. Dam dwa przykłady – oba dotyczą Marleny, czyli aktorki, która grała Karolinę. Prosiłem ją i tłumaczyłem, że ona musi wejść w Karolinę, musi ją poczuć i mieć empatię do swojej postaci. Kiedy ona uciekała przez las, to była rzecz przerażająca. Kręciliśmy to w lekkim półmroku, a ja krzyczałem, wrzeszczałem na nią. Za nią biegł aktor z szablą. I mamy uchwycone dwa takie momenty, kiedy Marlena jest Karoliną na sto procent – czuje jej ból, jej strach, lęk. To było coś niesamowitego.
I drugi moment kiedy układaliśmy Marlenę na trzęsawisku. Leżała na specjalnie zbudowanym rusztowaniu. Bardzo trudna scena – wiele godzin kręciliśmy tylko to, jak ona leży, po pełnej charakteryzacji. To jest trudne leżeć w zimnie. Można było albo walczyć z zimnem, a wtedy człowiek cały dygocze, albo przychodzi taki moment po którymś z kolei dublu, gdy człowiek zaczyna czuć, że on jest tą Karoliną. I zaczyna odbierać ją całą sobą. To widać na twarzy, w mimice. To się widzi, kamera jest bezwzględna, obnaża tego człowieka. Był taki moment, kiedy ja widziałem Karolinę. I kiedy potem rozmawiałem z Marleną ona powiedziała, że ją czuła. To było widać i to jest coś niesamowitego.
Pan też poczuł – i to dość dotkliwe – obecność Karoliny...
– Praca nad tym filmem była naprawdę bardzo trudna. Nie mieliśmy możliwości robienia dodatkowych planów zdjęciowych. To nie wchodziło w rachubę z powodu ograniczonego budżetu. Pojawiły się także inne przeszkody – cały czas opóźnienia np. kłopoty na autostradzie, deszcz, wiatr, problemy ze sprzętem, zmęczenie ekipy. Wobec tych wszystkich kłopotów byłem bezradny. To zrodziło frustrację i taką wściekłość, że myślałem, że zwariuję. W pewnym momencie miałam nawet dzwonić do producenta, że przerywamy produkcję. Był taki opór materii, że wydawało się, że nie da się zrobić tego filmu.
I wtedy w sanktuarium w Zabawie trzasnąłem się tak głową w sufit, że spadłem na dół. Nikt tego nie widział, to było między mną a Nią – dostałem mocno po głowie od Karoliny. A potem jeszcze spadł na mnie reflektor z bardzo dużej wysokości, że straciłem na chwilę przytomność. Było trochę strachu, bo mogło się to różnie skończyć – 2,5 kg z dużej wysokości spadło i trzasnęło mnie w głowę. Pomyślałem sobie, że to były dwa momenty, kiedy dostałem od Karoliny, żebym się uspokoił. Robiłem bowiem Boży film, a zachowywałem się jak furiat, na pewno nie po Bożemu. Karolina więc musiała zastosować mocny oręż w stosunku do mnie.
I film udało się nakręcić. Ja jednak zapytam: dlaczego spośród ogromnego grona świętych i błogosławionych wybrał Pan Karolinę?
– Pomysł wyszedł ode mnie, choć nie znałem Karoliny. Szybko wyszukałem informacje o niej. Zobaczyłem, że sto lat temu młoda dziewczyna spod Tarnowa zginęła. Ale przecież wiele kobiet jest gwałconych, zabijanych. Zacząłem się zastanawiać, czym jej historia różni się od innych, że Kościół ogłosił ją błogosławioną?
Pytałem: co ta dziewczyna zrobiła, że jest patronką młodzieży? Czy tylko z racji wieku, bo miała wtedy 16 lat? To były pierwsze pytania, które zacząłem sobie zadawać. I zacząłem drążyć temat. Później zapytałem znajomego biskupa czy warto by było zrobić film o bł. Karolinie. Wtedy on odpowiedział: „Darku, kto teraz mówi o czystości. Rób ten film”.
To mi dodało trochę odwagi. Poszedłem więc do Rafaela, przedstawiłem pewien zarys, koncepcję filmu i zapadła decyzja, że rozpoczynamy nad nim pracę. Zdecydowaliśmy, że ma to być film fabularny. Powiedziałem, że chcę mieć dobrą obsadę. Nie było jednak pieniędzy. Zadeklarowałem więc, że napiszę scenariusz, muzykę, będę reżyserem, a wydawnictwo będzie szukać funduszy. To był szalony pomysł, ale od początku wiedziałem, że to będzie film kameralny, niskobudżetowy, tylko niezbędne minimum finansowania. I taką opcję realizacji filmu zaakceptowali aktorzy i cała ekipa realizacyjna.
Karolina pomagała?
Zanim jeszcze powstał scenariusz szczerze sobie z nią porozmawiałem. Mówiłem: „Bardzo Cię proszę, żebyś mi w tym wszystkim pomagała. Widzisz, że ja jestem osobą pyszną, a chciałbym zrealizować film, który ma oddać chwałę Pana Boga i który byłby jakąś pomocą dla ludzi”. Prosiłem więc Karolinę, by pomogła mi to zrealizować.
Kim dziś – po zakończeniu filmu – dla Pana jest Karolina?
Ja pisałem kilka słuchowisk np. o św. Ojcu Pio, bł. ks. Gorazdowskim, zrobiłem dwa filmy o Janie Pawle II, czy dokument o św. Joannie Beretcie Molli. I teraz przyszła bł. Karolina. Kim dla mnie jest? Osobą, która mnie zawstydza. Jestem osobą – jak każdy z twórców – trochę nadwrażliwą i pyszną. Wydaje mi się jednak, że ten balon pychy, który jest we mnie, został przez Karolinę skutecznie nakłuty, za co jestem jej bardzo wdzięczny.
To jest fantastyczne odkrywać błogosławioną, która z jednej strony daje nadzieję nieba, a z drugiej nic nie mówiąc, ale przez to że jest, stanowi barierę przed złem. Za to jestem jej wdzięczny. Ja z nią rozmawiam. Jestem ojcem – mam trzy córki i syna i też pozwalam sobie do niej westchnąć: „jesteś bliżej Pana Boga, to pomagaj!”.
Dziękuję za rozmowę.
Agnieszka Niewęgłowska