To wartościowy film
Poniedziałek, 17 listopada 2014 (20:52)Z Marleną Burian, odtwórczynią roli Karoliny Kózkówny, rozmawia Małgorzata Pabis
Zanim wybrano aktorkę, która zagra bł. Karolinę, ogłoszono casting. Pani wzięła w nim udział. Marzyła Pani, by zagrać Karolinę?
- Nic podobnego. Nie znałam bł. Karoliny i nawet nie chciałam brać udziału w castingu. W moich marzeniach granie w filmie nigdy się nie pojawiło. Ja wolałam teatr. Do pójścia na casting namówiła mnie pani dyrektor ze szkoły, która poleciła wszystkim dziewczynom wziąć w nim udział.
W dniu castingu bardzo się śpieszyłam. Nie bardzo się starałam, zwyczajnie mi się nie chciało grać. Zresztą bardziej już myślałam o maturze niż o jakimś nowym wyzwaniu. Miałam także inne plany na ten dzień. Ciągle dzwonił mój telefon i byłam w ogóle nieskoncentrowana na grze. W tej sytuacji bardzo zdziwił mnie telefon i zaproszenie na kolejny etap. Wtedy zostało nas już tylko trzy. Dopiero wtedy zaczęło mnie interesować to, żeby wygrać. Otrzymałam scenariusz i poczułam potrzebę zagrania w tym filmie. Zaczęłam walczyć, a ja się niczego nie boję. Postanowiłam wygrać i wygrałam! Jak się później okazało, zwrócono na mnie uwagę, bo byłam jedną z tych, które od początku pokazywały, że im nie zależy...
Karoliny Pani nie znała...
- Wstyd się przyznać, ale tak. Pomału, czytając scenariusz, poznawałam jej osobę. Pojechałam do Zabawy, do Wał-Rudy, a Karolina stawała mi się coraz bliższa. Na szczęście nadrobiłam swoje zaległości w tym temacie i można powiedzieć, że zrobiłam dużo, żeby zbliżyć się do bł. Karoliny. Na razie jeszcze jakoś nie potrafię się modlić za jej wstawiennictwem, ale włożyłem ją w poczet swoich ulubionych i bliskich świętych.
Zresztą sam film okazał się niemałym wyzwaniem. Ja, początkująca aktorka, musiałam zagrać dwie różne postacie, dwie różne osoby kompletnie inne ode mnie.
Karolina żyła sto lat temu. Czy dziś może zachwycać młodą kobietę?
- O tak! Ona walczyła o swoje prawa. Myślę, że w takim pozytywnym wydaniu była – jak powiedzielibyśmy dziś – feministką. Ona walczyła o swoje wartości, o swoją godność. Walczyła także o to, żeby ludzie, jej rówieśnicy się z niej nie śmiali, że często chodzi do kościoła, że się modli. Myślę, że ona urodziła się właśnie po to, by umrzeć za wartości, którym służyła. By dzięki niej zostało wyproszonych u Boga wiele łask, by wielu ludzi inspirowało się jej życiem.
Dziś – w świecie, gdzie nie szanuje się czystości, gdzie media nasycone są erotyzmem, seksualnymi podtekstami, Karolina przypomina nam o godności kobiety, o tym, co najważniejsze. Dla mnie Karolina jest ideałem kobiety!
Łatwo było ją zagrać?
- Skąd! Musiałam nauczyć się myśleć jak ona, a dla niej najważniejszy był Bóg, rodzina.
Miałam kilka momentów, które były bardzo trudne. Najtrudniejszym była scena śmierci. Proszę sobie wyobrazić – ciemny, gęsty las, Kozak, który mnie goni i wreszcie zabija. W tym czasie kompletnie straciłam świadomość. Ja już nie grałam! Ja to przeżyłam. Bardzo się wczułam w tę rolę i bardzo się bałam, bardzo... Najtrudniej było opanować ciało, bo serce mocno mi biło i potem już po zdjęciach źle się czułam.
Druga trudna scena, to ta, kiedy już jestem martwa, kiedy Karolina leży zabita. Tu również odczuwałam trudność, a była ona związana z aspektem fizycznym – bardzo źle reaguję na zimno, a tam było bardzo zimno. Leżałam na ziemi i trudno mi było opanować drżenie ciała. A wiadomo, że nie mogłam się ruszać.
Karolina zmarła 100 lat temu. Czy dziś warto o niej mówić, czy młodzi ludzie będą chcieli zobaczyć film o niej?
- Jasne, że warto o niej mówić. Myślę, że nasz świat jest teraz pod pewnymi względami bardzo zepsuty. Widać to w niektórych obszarach np. w mediach. Moim zdaniem, właśnie takie filmy są dziś potrzebne, by ludzi, szczególnie młodych, uwrażliwiać na wartości. Trzeba zrobić wszystko, by bardziej zainteresowali się Kościołem, tym co ma do zaoferowania. Wtedy nasze życie, życie młodzieży, będzie bardziej wartościowe. Nie będzie się kręcić tylko i wyłącznie wokół internetu, wokół telewizji. Myślę, że to jest bardzo ważne. Namawiam, by każdy młody człowiek poszedł do kina, by przeżyć taką lekcję wartościowego życia.
Jak zareagowali Pani bliscy, kiedy dowiedzieli się, że gra Pani w filmie o bł. Karolinie?
- Wszyscy – rodzice, dziadkowie – bardzo się ucieszyli i nie mogli doczekać się premiery. Pochodzę z katolickiej rodziny, gdzie wiara pełni ważną rolę. Razem chodzimy do kościoła.
A Pani osobiście co dał ten film?
- Myślę, że umocnił moją wiarę. Karolina, jako ta, która jest błogosławiona, została w mojej głowie. Stała się dla mnie przykładem pracowitości, modlitwy, wzorem człowieka, który wierzy, który kocha i nawet jeśli traci życie to broni swoich ideałów.
Mam nadzieję, że młodzi ludzie, którzy obejrzą ten film poczują to samo. To bardzo wartościowy film. Mam nadzieję, że rozpocznie on serię dobrych filmów katolickich, na które tłumnie pójdą Polacy do kin.