Wyborcy doceniają waleczność
Poniedziałek, 17 listopada 2014 (20:44)Z poseł Krystyną Pawłowicz (PIS) rozmawia Rafał Stefaniuk
Od zakończenia wyborów minęło już kilkanaście godzin, a my jeszcze nie znamy oficjalnych wyników. System liczenia głosów PKW według wcześniejszych zapowiedzi okazał się zawodny.
- Od czasu, gdy rządzi Platforma to mamy do czynienia z dziwnymi zjawiskami. One już zostały nazwane „cudami nad urną”. Bywały sytuacje, że z napływających głosów wynikało, że prowadzi Prawo i Sprawiedliwość lub jakikolwiek kandydat PiS, okazuje się, że w którymś momencie coś się zawiesza, coś się psuje i wygrywa ktoś inny. Państwowa Komisja Wyborcza jest totalnie skompromitowana. Różne osoby zgłaszały się do niej z prośbą o odpowiedź, jak działa ten system.
Ja również pytałam, gdzie znajdują się serwery i jak są zabezpieczone. Komisja Wyborcza próbuje tworzyć wrażenie, że to ona nadaje władzę. Ona nie daje władzy, ona jest tylko rachmistrzem. To co robią, jest absolutnie niewydolne. Tym powinni zajmować się ludzie, którzy są ekspertami od bezpieczeństwa informacji, bo wybory są sercem demokracji. Od dawna było wiadomo, że ten system nie działa. Od dawna było wiadomo, że serwery nie zdają egzaminu, więc skoro to dalej funkcjonuje, to ktoś się na to zgodził. A skoro się zgodził, to jest to celowe wprowadzanie zamieszania w Polsce.
Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski zapowiedział już kontrolę PKW w sprawie systemu informatycznego.
- Kontrola jest absolutnie potrzebna. Tylko ja bym chciała, żeby to nie zawężało się jedynie do NIK, a zostało rozszerzone o przedstawicieli opozycji i organizacji społecznych. Konieczne jest, żeby kontrola nie zawężała się jedynie do sprawy systemu liczenia głosów, a do wszystkich aspektów działań Komisji. To jest duże pole dla organizacji społecznych. Bez kontroli widzimy, że to padło. Tak więc przyczyny są. Tego w żaden sposób już nie zmienią i nie ukryją. Tutaj już ciężko będzie coś ukryć. Bez względu na kontrolę NIK ta Komisja powinna już odejść, gdyż jej działania tylko złoszczą Polaków.
Więc to, co się dzieje wokół ogłoszenia wyników wyborów, przekuje się na frekwencję w następnych wyborach?
Myślę, że Polacy są rozzłoszczeni, ale jeszcze bardziej się zmobilizują. To się przekłada na myślenie: „jeżeli tak postępują, to my im pokażemy”. Zwróćmy uwagę na to, że wybory parlamentarne i prezydenckie różnią się bardzo od samorządowych. W wyborach do samorządu głosujemy na ludzi, których znamy z ulicy.
W wyborach parlamentarnych dotykamy już władzy na wyższym szczeblu i głosujemy na ludzi z najwyższej polityki. Frekwencja się utrzyma, a może nawet będzie wyższa. Dołoży się do tego to, że walka będzie ostra. Platforma będzie chciała pokazać, że zwycięstwo PiS było przypadkiem. Na pewno będzie ostro. Kampania będzie brudna. Ale przez to więcej ludzi wciągnie się w nią i pójdzie do urn.
Zwycięstwo PiS zmieni samorządy?
- Jak się patrzy na mapę, to w połowie Polski zwyciężyło PiS. Nie wiem jeszcze w ilu samorządach będziemy rządzić samodzielnie, ale jest ich raczej niewiele. Kluczowe jest więc stworzenie koalicji. Jeżeli Platforma i PSL powtórzą sojusz z rządu i dalej będą nas bojkotować, to pozostanie nam jedynie bacznie ich obserwować, tylko z większą liczbą przedstawicieli w radach i sejmikach.
Konieczne wydaje się więc pytanie, od kogo Prawo i Sprawiedliwość zacznie budować koalicję?
- Zakładam, że PSL jednak wyciągnie wnioski i zdecyduje się na współpracę. Trend jest taki, że bardzo prawdopodobne jest, że Prawo i Sprawiedliwość zwycięży w wyborach parlamentarnych. PSL też to pewnie widzi i jak mi się wydaje, ludowcy zechcą zacieśnić współpracę z nami, aby później współuczestniczyć w rządzeniu krajem. Lepiej żeby do tego nie doszło, bo każdy układ z PSL jest układem, który nic nowego do polityki nie wnosi, a jedynie ma na celu zapewnienie im funkcji w obszarze rolnictwa i energetyki.
Co było kluczowe dla pierwszego od kilku lat zwycięstwa partii Jarosława Kaczyńskiego?
- Przy tej blokadzie medialnej kluczem do zwycięstwa w wyborach była nieprawdopodobna aktywność posłów. Bardzo się mobilizowaliśmy do pracy, szczególnie w końcówce kampanii. Jeździliśmy bardzo wiele po kraju. Codziennie odbywały się spotkania z wyborcami. Warto zwrócić uwagę też na uczciwość partii. To się przejawiło w wykluczeniu posłów Hofmana, Kamińskiego i Rogackiego.
Podjęto stanowczą decyzję. To doprowadziło do oczyszczenia partii i nie dało pożywki do wszelkich ataków na nią. To pomogło. Widać, że doceniono ciężką i etyczną pracę. Przy tym zaakcentowało się zmęczenie ludzi Platformą, która nie zrobiła nic ze swoich obietnic, a robiła to czego nie obiecywała. Myślę tu chociażby o zwiększeniu wieku emerytalnego. To zwycięstwo jest początkiem trendu, który zaowocuje sukcesami w wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
Ta ciężka praca będzie kontynuowana jeszcze przed II turą wyborów? Wydaje się, że przewaga kontrkandydatów Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie, Wrocławiu, czy Gdańsku jest bardzo duża.
- Przewaga jest duża, ale oni korzystają ze wszystkich możliwych środków, które daje sprawowanie funkcji. Przecież nie może Sasin iść otwierać metra! Nie może dokonać otwarcia jakiegokolwiek zdarzenia czy festiwalu, który naprędce zorganizują. On nie może porozwieszać w autobusach zdjęć metra, które i tak nie jest otwarte. Nie wszyscy wyborcy potrafią te rzeczy oddzielać. Platforma ma przewagę wynikającą ze sprawowania funkcji i przychylność mediów, ale my to nadrobimy kontaktem z ludźmi. Nie reklamami, nie za pomocą mediów, ale trzeba będzie włożyć ciężką pracę w tych miastach gdzie jeszcze możemy walczyć. Powalczymy, bo ludzie waleczność doceniają.