Kapłan ratuje życie
Poniedziałek, 17 listopada 2014 (18:32)Ojciec Bernard Kinvi ze zgromadzenia kamilianów posługuje w ogarniętej wojną Republice Środkowoafrykańskiej. Całą swoją energię poświęca na pomoc każdemu potrzebującemu, bez względu na wyznanie. Życie zawdzięcza mu ponad tysiąc muzułmanów.
Ojciec Bernard Kinvi jest pochodzącym z Togo katolickim księdzem ze zgromadzenia kamilianów. Na co dzień posługuje w ogarniętą wojną Republice Środkowoafrykańskiej. Całą swoją energię poświęca na pomoc każdemu potrzebującemu, bez względu na wyznanie. Schronienie w jego misji w Bossemptele znajdują zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie.
Wojna domowa w Republice Środkowoafrykańskiej wybuchła w marcu 2013 roku. Rebelię wzniecili muzułmanie zgromadzeni w zbrojnym ugrupowaniu Seleka, które dokonało zamachu stanu. W wyniku przewrotu lider muzułmanów Michel Djotodia został prezydentem. Wojna szybko przybrała charakter religijny.
Kiedy muzułmanie z Seleki dotarli do Bossemptele, w mieście wybuchły walki. Jak podaje „The Independent”, ksiądz Kinvi udzielał pomocy kobietom, dzieciom, ale także rannym żołnierzom obydwu stron.
Muzułmanie często dokonywali bestialskich mordów na chrześcijanach i wyznawcach religii plemiennych. Gdy milicja Antybalak odbiła z rąk Seleki miasto księdza Kinvi, rozpoczęły się działania odwetowe. Postanowiono „oczyścić” okolicę z muzułmanów. Dochodziło do zastraszeń i zabójstw. Milicjanci bardzo często byli pod wpływem alkoholu i narkotyków. Mimo to ksiądz starał się ratować z ich rąk wiele istnień. Codziennie przekonywał milicjantów, aby zaniechali zbrodni, tym samym narażając własne życie.
– Bardzo się bałem. Ale złożyłem ślub, że będę pomagał potrzebującym, nawet jeśli moje życie było zagrożone. Nie było lekko. Ale musiałem trzymać się tego, co ślubowałem. Nie miałem innego wyboru, niż zostać i pomagać dalej – powiedział „The Independent” ksiądz Kinvi.
To dzięki niemu i innym kamilianom udało się uratować około tysiąca muzułmanów z Bossemptele i okolic. Po udzieleniu im schronienia i pomocy księża pomogli im przedostać się do Kamerunu.
Jego bohaterstwo nigdy nie wyszłoby na jaw, gdyby nie przedstawiciele Human Rights Watch (HRW) śledzący przebieg konfliktu. Ksiądzu zostanie wręczona nagroda od organizacji za „niezachwianą odwagę i poświęcenie”.
Rafał Stefaniuk