• Środa, 6 maja 2026

    imieniny: Filipa, Jakuba, Judyty

Marsz po przejęcie władzy

Poniedziałek, 17 listopada 2014 (18:24)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Te wybory na pewno przejdą do historii. Nie tylko dlatego, że wygrało je Prawo i Sprawiedliwość. Głównie przez problemy techniczne, z którymi zmaga się Państwowa Komisja Wyborcza.

– To skandal i wstyd nie tylko w skali kraju, bo cała ta kompromitująca sytuacja ośmiesza Polskę na arenie międzynarodowej. Jeszcze przed wyborami o tym, że system informatyczny może się nie sprawdzić i że mogą się pojawić problemy, informował szef PKW Stefan Jaworski, który sprawność tego systemu w czasie liczenia głosów opierał bardziej na nadziei niż na pewności i technicznych przesłankach. To nieprawdopodobne, bo przecież na modernizację tego systemu wydatkowano duże pieniądze publiczne. Cóż z tego, że teraz Platforma Obywatelska, chcąc ostudzić nastroje Polaków, zapowiada ustami prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego kontrolę tego systemu informatycznego oraz czy pracownicy Krajowego Biura Wyborczego budowali ten system w sposób zgodny z prawem i gospodarny. Nie może być tak, że co wybory, to  nowy system.

Prezes Jarosław Kaczyński już wczoraj alarmował, że liczba nieprawidłowości związanych z liczeniem głosów w wyborach wskazuje, że coś trzeba z tym zrobić…

– Obawy prezesa Kaczyńskiego są w pełni uzasadnione. Należy mieć obawy, co dzieje się w tzw. międzyczasie, czy np. nie dochodzi do nieprawidłowości chociażby podczas zapowiadanego ręcznego liczenia głosów, począwszy od gmin, powiatów, po województwa. Wydłużenie tego całego cyklu może stwarzać pole do manipulacji czy nieprawidłowości przy formułowaniu końcowych dokumentów. To musi niepokoić i rzeczywiście niepokoi. Osobiście odbieram te wszystkie zawirowania jako próbę i okazję do manipulacji przy wynikach wyborów, które w ostatecznym rozrachunku mogą nie odpowiadać rzeczywistym preferencjom wyborczym Polaków, którzy poszli do urn. To dziwne, że Ukraina potrafiła sobie poradzić z niedawnymi wyborami, a my nie jesteśmy w stanie. Niektórzy politycy PO szczycą się na arenie międzynarodowej osiągnięciami w dziedzinie demokracji, a jak przychodzi co do czego, to nawet na gruncie wewnętrznym nie potrafimy sobie poradzić, chociażby z liczeniem głosów. Wszelkie modyfikacje powinny się odbywać i być przetestowane przed wyborami. W dniu wyborów cały mechanizm ma być sprawny, czytelny, przejrzysty i działać niezawodnie. Na początku tego roku, kiedy byłem jeszcze posłem na Sejm RP, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych odbyło się spotkanie z szefem PKW.

Jako posłowie opozycji zgłaszaliśmy zastrzeżenia, padały pytania, gdzie są serwery i czy to prawda, że znajdują się na terenie Federacji Rosyjskiej. Przewodniczący PKW Stefan Jaworski unikał odpowiedzi na tak postawione pytanie, natomiast mówił, że ostatecznie będzie zmiana lokalizacji i serwery znajdą się w obiektach należących do Skarbu Państwa w okolicach Milanówka. Co się dalej działo, nie umiem powiedzieć, nie potrafię też sobie odpowiedzieć, czemu mają służyć te obecne nieprawidłowości. Jeśli są wynikiem czyjejś nieudolności, to takich „specjalistów” trzeba wyrzucić, bo Polska nie może być kompromitowana w oczach świata.

Co było kluczem do wygranej PiS w tych wyborach?

– Jesteśmy jedyną partią, która nie krzyczy i obiecuje wszystko bez żadnych konkretów, ale ma przygotowany program, począwszy od poziomu krajowego po województwa, powiaty oraz gminy. Do wyborów samorządowych szliśmy z programem i pod szyldem PiS, nie chowając się pod różnymi dziwnymi komitetami tworzonymi na potrzeby kampanii wyborczej. My nie mamy się czego wstydzić, bo przecież to nie PiS podniosło o 12 lat wiek emerytalny dla kobiet pracujących na roli, a pozostałym kobietom o 7 lat. To nie my doprowadziliśmy do katastrofalnego zadłużenia państwa, to nie nas dotykały afery, jak chociażby afera podkarpacka z maja ubiegłego roku z byłym już marszałkiem Karapytą, która doprowadziła do zmiany władzy w Sejmiku Województwa Podkarpackiego, do tzw. przewrotu majowego, kiedy po koalicji PO – PSL – SLD władzę przejęło PiS. Do niedzielnych wyborów szliśmy pod szyldem PiS, byliśmy jednoznaczni, czytelni i to stało u podstaw tego wyborczego sukcesu, bo nie ukrywam, że jest to sukces.

Według wciąż jeszcze cząstkowych danych PiS najlepsze wyniki osiągnęło w Małopolsce i na Podkarpaciu...

– To namacalny dowód, że polskie społeczeństwo ma już dość rządów PO i PSL. Przez ostatnie 7 lat mieszkańcy Podkarpacia najlepiej widzieli tę obłudę i doświadczyli na sobie, jak koalicja PO – PSL traktuje i zaniedbuje właśnie ten region Polski, region, gdzie ludzie kierują się zasadami patriotyzmu, gdzie wiara w Pana Boga i społeczna nauka Kościoła mają swoją wymowę nie tylko w słowach, ale także w postępowaniu. Natomiast afery społeczno-gospodarczo-obyczajowe, które są domeną koalicji, z pewnością zrobiły swoje. Myślę też, że o dość dobrym wyniku PSL na Podkarpaciu na poziomie 15 proc. zdecydował m.in. fakt, że kandydaci tego ugrupowania znajdowali się na pierwszej stronie skoroszytu wyborczego z poszczególnymi komitetami, co wbrew pozorom też nie jest bez znaczenia.

Mimo wielu spekulacji przedwyborczych efekt Ewy Kopacz nie zadziałał. Wynik dla PO byłby lepszy, gdyby na czele tej partii i polskiego rządu stał Donald Tusk?

– Nie sądzę. Wynik byłby taki sam. Wyborcy, którzy w obliczu nadchodzącej zimy nie mają za co kupić opału czy podręczników szkolnych dla swoich dzieci, którym brakuje na odzież i żywność nie patrzą, kto idzie, zresztą z potknięciami, po czerwonym dywanie – czy to premier Ewa Kopacz czy Donald Tusk – ale oceniają władzę przez pryzmat tego, jak im się żyje, a z tym jest źle. Ludzie pamiętają składane obietnice, które mają się nijak do smutnej dla wielu rzeczywistości. Polskie społeczeństwo jest mądre i nie dało się kolejny raz oszukać. Myślę, że Donald Tusk nie cieszy się z osiągniętego wyniku przez jego ugrupowanie, ale czy nad tym ubolewa…, też nie sądzę. Otrzymał intratne stanowisko w Brukseli, które gwarantuje mu spokojny byt i profity, i to jest teraz jego cel. Potwierdzeniem tego, że nie zależy mu na tym, co dzieje się w PO, mogą być chociażby słowa wypowiedziane pod adresem premier Kopacz po zaliczeniu kolejnych wpadek. Wówczas Donald Tusk doradzał swoim ludziom, że jeżeli nie podoba im się Ewa Kopacz jako premier, to powinni ją zmienić. Nie jestem pewien, czy sprawa politycznego losu PO czy co gorsza losu naszej Ojczyzny w ogóle interesuje Donalda Tuska. Zresztą mam wątpliwości, czy sprawy Polski tak naprawdę kiedykolwiek go interesowały.  

Ten wynik wyborczy to początek marszu PiS po przejęcie władzy w Polsce w przyszłym roku?  

– Tak. Wcale nie ukrywamy, że jest to pierwszy etap i z tym, choć niechętnie, musi się zgodzić także PO. Przypomnę, że jeszcze kilka tygodni temu PO wietrzyła klęskę PiS, a wybory samorządowe miały być płaszczyzną odniesienia czy też trampoliną do przyszłorocznych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Tymczasem to PiS zdobywa pole i zmierza po wygraną. Mamy program i ludzi, którzy chcą i będą realizować przemiany w Polsce z myślą o społeczeństwie, a nie o partykularnych interesach partyjnych i kolesiowskich układach, co obecnie niestety mamy okazję obserwować.   

Sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski, komentując wczoraj wynik wyborów, nie wykluczył lokalnej współpracy z PiS. Wcześniej w kampanii takiej współpracy nie wykluczał też Leszek Miller. Czy i jaka jest zdolność koalicyjna PiS?

– Na pewno PiS nie pójdzie na współpracę z ludźmi, którzy doprowadzili Polskę, społeczeństwo i gospodarkę do stanu zapaści, jaki obecnie mamy. Jeśli zaś chodzi o SLD, to widać, że spuścił jeszcze bardziej głowę, bo poparcie na poziomie poniżej 9 proc. na pewno nie jest spełnieniem ani planów, ani tym bardziej ambicji politycznych liderów tej formacji. PiS może i będzie współpracować z ludźmi, którym dobro Polski leży na sercu, a nie tylko na ustach czy na plakatach wyborczych.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki