• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Przemówił zza grobu

Niedziela, 16 listopada 2014 (16:17)

Po ataku amerykańskich myśliwców na kolumnę wojsk Państwa Islamskiego, okrzyknięty i uznany już za zabitego, samozwańczy kalif Państwa Islamskiego przemówił. I to dość buńczucznie. 13 listopada br. opublikowano przemówienie wodza IS, „kalifa” Abu Bakr al-Bagdadiego, który zachęcał wszystkich muzułmanów do erupcji wulkanicznej, która zaleje cały świat i pochłonie „Żydów, krzyżowców, apostatów i inne diabły”. Ciekawe, że Bagdadi zaatakował także Arabię Saudyjską, której liderów nazwał głową węża.

Ta pełna demagogii i przechwałek wiadomość do świata islamu ma być dowodem na to, że „kalif” żyje i jest w dobrej kondycji. Nagranie przywódcy bandy islamskiej trwa 17 minut. Lider IS nie odnosi się wprawdzie bezpośrednio do ataku amerykańskiego, ale skupia na nowym aliansie z siłami fundamentalistycznymi działającymi w Jemenie, Egipcie, Algierii, Libii, które to porozumienie zostało nawiązane już po nalocie. Bagdadi naśmiewa się także z decyzji prezydenta Baracka Obamy o wysłaniu 1,5 tys. żołnierzy na teren okupowany przez islamistów. Przesłanie jest jadowite i wyzywające, lider bandytów zapewnia, że „państwo islamskie ma się dobrze”, że USA i sojusznicy amerykańskiej koalicji są „przerażeni, słabi i bezsilni. Marsz islamu nie zatrzyma się, będzie się rozwijać zgodnie z wolą Boga”, zapewnia.

„Wulkany dżihadu” muszą wybuchnąć, szczególnie w Arabii Saudyjskiej, która jest ogniskiem choroby. Nic, zdaniem Bagdadiego, nie uchroni Salula (to z kolei pejoratywne określenie na reżim saudyjski).

Posługując się apokaliptyczną retoryką, al-Bagdadi mówi, że „wkrótce Żydzi i krzyżowcy będą zmuszeni zejść na ziemię i wysłać swoje siły lądowe na śmierć i zniszczenie”. I inne propagandowe slogany, które przyciągają młodych ludzi pod sztandary dzihadystów. Islamiści przyciągają ich swoją bezkarną brutalnością i przemocą, zbrodniami, które filmują i wrzucają do sieci. Do kalifatu ściągają także obywatele krajów europejskich, afrykańskich, a nawet z Rosji. W „kalifacie” znajdzie się miejsce dla każdego, kto chce wypełniać wolę proroka i jego miecza. Przy okazji na terenie okupowanym przez zbrodniarzy od samego początku obowiązują kary hudud, czyli koraniczne kary, takie jak kamieniowanie, ścinanie, biczowanie, odcinanie członków. Ponadto szerzy się gwałt na dzieciach i kobietach (niewiernych) oraz handel żywym towarem (niewiernych). A wszystko w imię islamu.

Tymczasem z Zachodu popłynęła „krzepiąca” informacja. Oto przywódcy Państwa Islamskiego, którzy dopuszczali się zbrodni przeciwko ludzkości na terenach przez siebie okupowanych (i to na masową skalę), mają być określeni mianem zbrodniarzy i ścigani międzynarodowym listem gończym wydanym przez Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK). Przyznam, że czekałem na tę decyzję ONZ, chociaż mało efektywną, ale przynajmniej symboliczną. Sądzę jednak, że zbrodniarzy mało obeszła ta okcydentalna pogróżka. Podobnie jak swego czasu sankcje Zachodu nałożone na dyktatora Rosji. I dyktator, i islamiści robią dalej swoje. Tracąc kontrolę nad rzeczywistością, chcą panować nad światem. Małym światem zbrodniarzy, oczywiście kosztem pokoju i bezpieczeństwa nas wszystkich.

Dr Tomasz M. Korczyński