Tbilisi zdobyte
Piątek, 14 listopada 2014 (21:26)Przed meczem w Tbilisi Polacy prowadzili w tabeli grupy D, z siedmioma punktami na koncie. Gruzini mieli ich zaledwie trzy, za zwycięstwo nad amatorami z Gibraltaru. Mimo to Biało-Czerwoni wcale nie czuli się murowanymi faworytami. Owszem, zapowiadali walkę o pełną pulę, ale o rywalach wypowiadali się z szacunkiem.
Pierwsza połowa potwierdziła, że o punkty wcale nie musi być łatwo. Owszem, Polacy przeważali, mieli więcej z gry, ale zmuszeni do ataku pozycyjnego jakoś specjalnie nie potrafili udokumentować swojej wyższości. Co więcej, żywiołowo, nieco przy tym chaotycznie poczynający sobie gospodarze kilka razy mocniej zapuścili się w pobliże naszego pola karnego i bywały momenty, w których Polacy dali się ogrywać i pod bramką Wojciecha Szczęsnego robiło się gorąco. Bramkarz Arsenalu ani razu nie musiał jednak interweniować, wszystkie strzały Gruzinów mijały słupek lub poprzeczkę w mniejszej bądź większej odległości. Zwykle – w większej.
W pierwszych 45 minutach Biało-Czerwoni stworzyli sobie cztery sytuacje, które mogli i powinni zamienić na gole. Najpierw w 17. minucie Arkadiusz Milik zaskakująco uderzył lewą nogą z ostrego kąta, a piłka trafiła w spojenie słupka z poprzeczką. Przejął ją Kamil Grosicki i... trafił w słupek. W 31. minucie Robert Lewandowski pięknie wypatrzył Łukasza Piszczka, ten efektownie zwiódł obrońcę, przełożył sobie piłkę na lewą nogę, lecz strzelił tuż nad poprzeczką. Wreszcie chwilę przed przerwą znów w znakomitej sytuacji znalazł się Grosicki, próbował szczęścia sprytnym, technicznym uderzeniem, ale się przeliczył. Piłka poszybowała obok celu. W pierwszej połowie gole zatem nie padły, mogliśmy za kilka akcji Polaków pochwalić, ale za kilka prostych, niepotrzebnych błędów należała im się solidna reprymenda.
Druga część rozpoczęła się świetnie. W 50. minucie przed szansą stanęli najpierw Grosicki, a potem Lewandowski, jednak obaj nie znaleźli sposobu na Giorgiego Lorię. Minutę później gol jednak padł. Z rzutu rożnego dośrodkował Sebastian Mila, a w polu karnym najwyżej wyskoczył Kamil Glik i głową pokonał gruzińskiego bramkarza. Od tej pory gra się uspokoiła.
Gospodarze próbowali coś zmienić, jednak brakowało im atutów. Nasi bronili się dość spokojnie, czekając na okazje do szybkiej kontry. W 71. minucie rzut wolny z lewej strony wykonywał Maciej Rybus, piłkę w polu karnym trącił Glik, dopadł do niej Grzegorz Krychowiak i ulokował w siatce. Było 2:0 i w tym momencie stało się jasne, że naszych nie spotka żadne krzywda. Dwie minuty później rywali dobił Mila, i to był gol, na którego warto było czekać. Po koronkowej akcji Milik wycofał do pomocnika Śląska Wrocław, a ten zza pola karnego przepięknym technicznym strzałem umieścił piłkę w „okienku”.
Gruzini się już nie podnieśli, a nasi mieli kolejne okazje, by zadać ciosy. Szansy nie wykorzystał Rybus, w poprzeczkę trafił Milik. Wreszcie w doliczonym czasie gry jeden z przeciwników zablokował strzał Lewandowskiego, piłka trafiła do Milika, a ten ustalił wynik na 4:0.
Polacy zrobili zatem, co do nich należało, a może nawet więcej, bo tak efektownej wygranej niewielu się spodziewało. Gra nie zawsze wyglądała idealnie, szczególnie do przerwy, ale po niej kilka razy pokazali się z dobrej strony, no i strzelili aż cztery bramki. 10 punktów po czterech meczach to dorobek świetny, dający naszym znakomitą pozycję wyjściową przed wiosennymi bojami o awans.
Gruzja – Polska 0:4 (0:0). Bramki: Kamil Glik (51. – głową), Grzegorz Krychowiak (70.), Sebastian Mila (73.), Arkadiusz Milik (90.+2). Sędzia: Paolo Tagliavento (Włochy). Polska: Wojciech Szczęsny – Łukasz Piszczek, Łukasz Szukała, Kamil Glik, Artur Jędrzejczyk – Kamil Grosicki (69. Maciej Rybus), Grzegorz Krychowiak, Krzysztof Mączyński (66. Tomasz Jodłowiec), Sebastian Mila (86. Karol Linetty) – Arkadiusz Milik, Robert Lewandowski.
Piotr Skrobisz