PO w walce z Kościołem
Piątek, 14 listopada 2014 (19:09)Nowy spot wyborczy PO jest agresywny, arogancki i krzywdzący, ale możemy na nim także dostrzec w całej okazałości cynizm elit władzy, jaki zdobi ich uśmiechy. Główny przekaz ma za zadanie przedstawiać zatroskaną panią domu, która już nie chce kłótni i waśni wszczynanych przez politycznych chuliganów, ale chce pracować dla spraw dla Polaków najważniejszych. Spot ma pełnić przy tym funkcję socjalizacyjną. W swoim propagandowym przekazie wskazuje wyborcom, co jest naprawdę ważne, co istotne i kto może rozwiązać ich wszystkie problemy, czyli „nasza partia”, partia miłości i pokoju. I oczywiście jednocześnie wskazuje tych, którzy się ciągle kłócą, zajmują bzdurami, są awanturnikami. Tak jak gdyby za wszystkie problemy Polaków nie odpowiadała od siedmiu lat Platforma Obywatelska, ale opozycja, a ekipa rządząca Ewy Kopacz była nowym rządem, który zapewni teraz lepszy byt wszystkim. Zapewni, jak zawsze, lepszy byt sobie i swoim najbliższym współpracownikom. To pewne.
Wojnę religijną w Polsce rozpoczął prezydent Bronisław Komorowski, podsycał ją Donald Tusk, a kontynuuje Ewa Kopacz. W 2010 roku nie kto inny jak prezydent Komorowski dał znak do manewrów pod hasłem „Atakuj symbole religijne”. Cichaczem usunięto krzyż z przestrzeni publicznej. Na wezwanie prezydenckie dość szybko odpowiedzieli młodzi lewacy i libertyni, którzy, jak wszyscy dobrze pamiętają, pozwolili sobie w swojej wulgarności uprawiać bluźniercze bachanalia pod Pałacem Prezydenckim w sierpniu 2010 roku, chociaż kwiaty złożone na grobach (i same groby) ofiar pod Smoleńskiem były jeszcze świeże. Platforma Obywatelska długo testowała, w którym najdogodniejszym dla siebie momencie najlepiej zaatakować Kościół i chrześcijan w Polsce. Od kiedy przejęła władzę, nie było dogodnej okazji przez wiele lat. Niewątpliwie katastrofa smoleńska, która fizycznie i psychicznie osłabiła obóz politycznej konkurencji, zarówno PiS, SLD jak i PSL, stworzyła nowe możliwości w wypracowywaniu sobie drogi do władzy absolutnej, z których PO bezwzględnie skorzystała za pomocą taktyków, strategów i spin doktorów od public relations, wyśmienicie opłacanych z naszych podatków. Wojna rozgorzała z mocą. Od tego czasu możemy dostrzec i odczuć codzienną niemal agresję antykatolicką w mediach mainstreamowych. Chrystofobia, jaka jest szerzona z rozmysłem i precyzyjną regularnością, szokuje i wstrząsa. Władza posiłkuje się naukowcami, którzy wypisują dziwne listy otwarte do adresatów i nadawców tych listów zarazem, czyli władz państwowych, żeby nie słuchały Kościoła (tak jak gdyby kiedykolwiek słuchały; w końcu od dawna „przed księdzem nie klękają”), policja pacyfikuje młodych ludzi, którzy bronią symboli religijnych, katoliccy lekarze sumienia są dyskredytowani i zastraszani przez media głównego nurtu, dyrektor szpitala – zdeklarowany katolik jest zwalniany z pracy, ponieważ broni życia chorego dziecka, „niezawisłe” sądy skazują obrońców życia za obronę życia, lobby promujące metodę in vitro jest suto opłacane, wysokie stanowiska w państwie obejmują aborterzy, promotorzy ideologii gender, feministki i wojujący ateiści. Dla PO każdy głos się liczy. To walka o 1 proc., o ten jeden procent, który da jej zwycięstwo w kolejnych wyborach parlamentarnych. PO testuje także, jak daleko może się posunąć, jak przesunąć granicę metodą salami, krok po kroku, co jeszcze bezkarnie zainfekować, co zdemolować, aby budować tak zwane państwo świeckie, czyli strukturę bez właściwości, bez charakteru, bez wartości, bez Boga, bez zasad, bez patriotyzmu, bez odniesień do historii, symboli, wszystko w imię unijnych celów, z pominięciem polskiej racji stanu. Bruksela i Berlin dają dowody (przypadek Tuska, Bieńkowskiej, Buzka…), że może się to opłacić, wysokie stanowiska i duże pieniądze dla wybranej kasty eurokratów czekają, oczywiście pod warunkiem spełnienia kolejnych wytycznych. Trochę ich jeszcze zostało, zaczynając od pełnego demontażu rodziny poprzez legalizację związków partnerskich i homoukładów. Ustawa prawdopodobnie poczeka na nowe rozdanie powyborcze.
Jak ukazuje kolejna afera na wysokim szczeblu, która wstrząsnęła komisją europejską, apanaże pochodzą z podejrzanych źródeł, ale taka błahostka nie trwoży serc, bo to serca nieczułe, a ich właściciele mają poczucie bezkarności. W końcu udało się zatuszować i ukryć aferę taśmową.
Jednak atakowanie symboli i wartości chrześcijańskich oraz liderów Kościoła niesie swoje destrukcyjne żniwo. Pobicia i napady na kapłanów są od dwóch lat dość mocno zauważalne. Bluźniercze wystawy, antychrześcijańskie spektakle, deprawacja młodzieży w przedszkolach i szkołach, instalowanie symbolu sodomii w miejscu dla Polaków świętym, tworzenie atmosfery wrogości dla samoświadomych katolików, obrażanie i wyszydzanie telewidzów Telewizji Trwam i słuchaczy Radia Maryja, blokowanie wolnych i niezależnych mediów katolickich, bo jeszcze w nich Polacy mogą usłyszeć prawdę, a władza tej prawdy o sobie panicznie się boi, niszczenie miejsc świętych, profanacje – to wszystko nie jest rzadkością ani nie należy do incydentów, ale wskazuje na przemyślaną strategię walki z Kościołem. Nie dziwne, że przy budowie na co dzień takiej atmosfery narasta niechęć do Kościoła w społeczeństwie polskim, przede wszystkim wśród manipulowanych analfabetów religijnych, tych, którzy o Kościele nie mają żadnego pojęcia, bo zredukowali swoje chrześcijaństwo do corocznego zaśpiewania kolędy i zaniesienia święconki do kościoła. Takimi ignorantami łatwo zarządzać. Podsycanie konfliktu jest Platformie na rękę. Odwracanie uwagi od codziennych trosk Polaków sprawia, że ciągle jest w siodle władzy. Nieoficjalni koalicjanci z SLD robią także, co mogą, aby się przypodobać PO, a przy okazji ugrać swoje. To dzięki antykatolickiej postawie liberałów i postkomunistów z szeregu ich młodzieżówek może wychylić się młodzieniec, który publicznie zachęca, aby w pierwszy dzień wiosny „topić księdza w rzece”. Jak widać, męczeńska śmierć bł. ks. Jerzego Popiełuszki nie dość przejmuje nowoczesne pokolenie liberałów i lewaków, zwanych nową lewicą. Ponieważ manipulacja została opanowana niemal do perfekcji przez politykierów, zatem i Polacy podążają za ich narracją, stworzoną i doskonaloną przez siedem lat przez Tuska, który pozostawił po sobie istną stajnię Augiasza. Gdański antyklerykał otacza się ludźmi, których mogliśmy usłyszeć na nagraniach „Sowa i Przyjaciele”. Zanieczyszczenie moralne, jakże nagle brutalnie zdemaskowane przez aferę taśmową, bardzo trudno będzie uprzątnąć. W tym bałaganie główni sprawcy widzą korzyść dla siebie. To dlatego premier Ewa Kopacz może otwarcie prowokować i podsycać konflikt w przeddzień wyborów samorządowych. Usłużne media i tak „odpowiednio” przedstawią reakcję na tę prowokację, czyli jako histerię nadwrażliwych fundamentalistów katolickich.
A ponieważ krzyż i orzeł do tej ekipy niewątpliwie nie pasują, nagle możemy stanąć przed faktem dokonanym, gdy oficjalnym znakiem rządu PO – PSL będzie wycięta dynia, Halloween zastąpi 11 Listopada, a przed Pałacem Prezydenckim ustawiona zostanie czekoladowa tęcza.
Dlatego od wyborców, przede wszystkim samoświadomych patriotów i katolików, zależy teraz, czy patologia będzie się pogłębiać, czy pozwolą na dalsze poszerzanie pola walki i otwieranie wrót do kolejnych nieszczęść naszej Ojczyzny pod sztandarem Platformy Obywatelskiej.
Dr Tomasz M. Korczyński