Gruzini oczekują 50 tysięcy
Piątek, 14 listopada 2014 (15:05)W południe wciąż w sprzedaży było mnóstwo biletów (dokładnej liczby nikt nie był w stanie podać), ale panie w kasach miały wyjątkowo dużo pracy. Przy niektórych okienkach tworzyły się kolejki. Wejściówki nie są drogie, kosztują 5, 7 lub 10 lari, czyli w przeliczeniu 10, 14 lub 20 złotych. Ale ilu ostatecznie sympatyków futbolu zjawi się na trybunach, trudno przewidzieć.
– W latach 70. ten obiekt był drugi pod względem frekwencji w Europie, na mecze przychodziło po 70-80 tys. kibiców – powiedział jeden z miejscowych fanów starszego pokolenia, doskonale pamiętający polskich piłkarzy z tamtego okresu. – Deyna, Szarmach, Lato, Lubański, Nawałka... – wyliczał jednym tchem.
Stadion imienia Borysa Paiczadzego, jednego z najlepszych piłkarzy Gruzji w historii, otwarty został prawie 40 lat temu. Widać, że jest po remoncie (na jego terenie mieści się m.in. siłownia), widać również, że w przeszłości mieścił sporo więcej ludzi niż dziś, kiedy na trybunach może zasiąść ok. 58 tys. osób. Przerwy pomiędzy poszczególnymi rzędami siedzisk są tak ogromne, że można wygodnie wyprostować nogi, a i tak znajdzie się miejsce, aby przejechać wózkiem z dzieckiem.
Na co dzień z tego obiektu korzystają piłkarze Dinama, ale podczas spotkań ligowych świeci pustkami. Nie pomagają obniżki cen biletów ani wręcz wpuszczanie fanów za darmo. Lider gruzińskiej ekstraklasy nie przyciąga widzów, ale – co ciekawe – inaczej jest z kadrą, mimo że nie wiedzie się jej najlepiej od bardzo dawna. Oliwy do ognia dolała czwartkowa deklaracja trenera Temura Kecbai, który ogłosił, że spotkanie z Polską jest jego ostatnim i bez względu na wynik podaje się do dymisji. Z pewnością morale w zespole po takim oświadczeniu nie wzrosło.
Na trybunach nie zabraknie również polskich fanów. Rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski poinformował, że krajowa federacja otrzymała 500 biletów, ale kibice Biało-Czerwonych nabywają je również w kasach stadionu.
– W połowie listopada jest zdecydowanie mniej połączeń lotniczych, co przekłada się na trudniejsze dotarcie do Tbilisi. Wielogodzinne oczekiwanie na lotniskach w Kijowie, Rydze czy Mińsku nie każdemu musi odpowiadać. W sezonie turystycznym samoloty z Polski przylatują każdego dnia – dodał Ciemnołoński. W okolicach stadionu brakuje stoisk z gadżetami, na kilka godzin przed meczem nigdzie nie można kupić szalików czy czapeczek w barwach obu krajów. Nie ma problemu za to z przekąskami na ciepło, kanapki czy kawałki pizzy kosztują po 2-3 lari. Kilkaset metrów dalej, idąc w stronę dworca kolejowego, znajduje się wielohektarowy bazar, na którym roi się od różnego rodzaju owoców, serów, przypraw itd. Na pogodę nie można narzekać, jest ciepło, we wczesnych godzinach popołudniowych termometry wskazywały 12 stopni Celsjusza. Wieczorem będzie trochę chłodniej, lecz synoptycy nie przewidują opadów.
Polscy piłkarze, jeśli wygrają, zakończą jesienną część eliminacji Euro na pierwszej pozycji. Trener Adam Nawałka skład ogłosi tuż przed meczem, ale prawdopodobnie Biało-Czerwoni zagrają w ustawieniu: Wojciech Szczęsny – Łukasz Piszczek, Łukasz Szukała, Kamil Glik, Artur Jędrzejczyk – Maciej Rybus, Grzegorz Krychowiak, Sebastian Mila, Kamil Grosicki – Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik.
RS, PAP