• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Rolnicy mniej ważni niż zwierzęta łowne

Poniedziałek, 1 października 2012 (12:42)

Rolnicy, którzy utracili uprawę w wyniku szkód wyrządzonych przez zwierzynę łowną, w większości przypadków mogą liczyć na minimalne odszkodowania, nawet jeśli utracili całą uprawę. Konstrukcja ustawowa własności zwierząt dzikich, w szczególności gatunków łownych - zawarta w ustawie Prawo łowieckie - jest niedostosowana do obecnej sytuacji i dyskryminuje rolników.

- Dzisiaj za kilka gatunków płacą koła łowieckie, jednak rosnąca w ostatnich latach liczebność zwierząt łownych wskazuje na konieczność przywołania Skarbu Państwa do  partycypacji w coraz większych odszkodowaniach. Przecież to polityka Państwa w zakresie ochrony przyrody, przyczynia się do wzrostu ilości dzikich zwierząt a więc także do wzrostu rozmiaru szkód – wyjaśnia sytuację w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Roman Włodarz, prezes Śląskiej Izby Rolniczej.

Za szkody wyrządzone w plonach i płodach rolnych tylko przez pięć gatunków zwierząt łownych: dzika, łosia, jelenia, sarnę i daniela odpowiadają i wypłacają odszkodowania Koła łowieckie dzierżawiące dany obszar, natomiast za szkody wyrządzone przez inne pięć gatunków zwierząt prawnie chronionych (bóbr, wilk, niedźwiedź, żubr i ryś) odszkodowania wypłaca skarb państwa, jednak wycena szkód jest  nierzadko dyskryminująca dla rolników gdyż pozostaje na poziomie głodowym i nie uwzględnia wszystkich kosztów jakie ponosi rolnik. - Tu warto wyjaśnić na przykładzie: jeżeli dziki zniszczą łąkę, odszkodowanie będzie uwzględniało zniszczone plony i przywrócenie łąki do stanu pierwotnego , ale nie uwzględnia ono odszkodowania za to, że łąka ta będzie przez trzy następne lata dochodzić do normalnego plonowania – wyjaśnia prezes Śląskiej Izby Rolniczej.

 - W naszej gminie był również inny bardzo skomplikowany przypadek, ponieważ w jednym z obwodów koło łowieckie było w fazie rozpadu i nie wywiązywało się w ogóle ze zgłoszeń – dodaje sekretarz gminy Potworów Tomasz Górka.

Ministerstwo Środowiska podkreśla, że nie ma żadnego wpływu na udzielenie pomocy poszkodowanym rolnikom. „Obowiązujące przepisy nie przewidują innych procedur zaspakajanie roszczeń związanych ze szkodami w uprawach i płodach rolnych. Nie wskazują też jakichkolwiek instytucji, w tym Ministerstwa Środowiska, zobowiązanych do zaspokojenia tego typu roszczeń” – wskazuje resort środowiska w przesłanym NaszemuDziennikowi.pl oświadczeniu.

Jeżeli więc poszkodowany rolnik nie zgadza się z wyceną sporządzoną przez Koło Łowieckie, nie może także liczyć na pomoc finansową ze strony resortu rolnictwa. Środowiska rolnicze od lat podnoszą sprawę koniecznych zmian w Prawie Łowieckim, jednak do tej pory udało się wprowadzić kilka zmian o charakterze kosmetycznym w ustawie prawo łowieckie i to tylko na poziomie rozporządzeń wykonawczych, które może wydać Minister Środowiska.

-  To Sejm może i powinien zmienić Prawo Łowieckie, jednak, z punktu widzenia rolników i Kół Łowieckich, generalnie chodzi kto i ile będzie płacił za szkody – podkreśla Roman Włodarz, prezes Śląskiej Izby Rolniczej.

- Jeżeli rolnik z wyceną strat sporządzoną przez Koło Łowieckie nie zgadza się może spróbować arbitrażu powołanej przez gminę specjalnej komisji  złożonej z przedstawicieli centrum doradztwa rolniczego, Izby Rolniczej i pracowników gminy, która ma za zadanie wypracować jakąś formę ugody. jeżeli jednak któraś ze stron nie zaakceptuje tej ugody może wystąpić na drogę sądową. Z praktyki jednak wiemy, że rolnicy bardzo rzadko występują na drogę sądową by dochodzić należności w wyniku poniesionych strat.  W naszej gminie kilkanaście lat temu był ostatni taki przypadek że trzech rolników wystąpiło na drogę prawną i te sprawy wygrało. Byli oni mocno zdeterminowani ponieważ mieli bardzo duże straty w uprawie kukurydzy. Natomiast teraz kiedy rozmawiamy z rolnikami oni niestety dają za wygraną – podkreślił Tomasz Górka.

- To jest tylko fragment tematu szkód wyrządzanych przez dzikie zwierzęta, ponieważ niemniej wielkim problemem są straty wyrządzone przez zwierzęta dzikie, za które nikt nie odpowiada czyli m.in. kormorany, norki, wydry, bobry, gęsi dzikie itd., które niszczą pola, łąki, stawy i lasy – poinformował Roman Włodarz. Jak dodał jest wiele innych problemów z związanych ze szkodami powstałymi na skutek działania zwierzyny łownej. 

- Jest jeszcze wiele innych problemów społecznych z populacjami dzikich zwierząt, które, zdaje się, już wymknęły się spod kontroli i to w sytuacji konstytucyjnej zasady prowadzenia polityki zrównoważonego rozwoju – mówi Włodarz. 

-Konieczna jest już dyskusja ogólnopolska nad skuteczną - a nie populistyczną - polityką ochrony przyrody i ochrony zwierząt, ponieważ w wielu przypadkach doszliśmy już do absurdu: mamy najwyższe w historii stany niektórych gatunków zwierząt dzikich , które jeszcze się powiększają a straty w rolnictwie i w leśnictwie z tego tytułu rosną lawinowo. Do społeczeństwa docierają zaś tylko informacje o poprawiającej się sytuacji ekologicznej i o nawoływaniach różnych organizacji ekologicznych konieczności zintensyfikowania tzw. nieograniczonej ochrony środowiska, w zupełnym oderwaniu od realnej gospodarki i ekonomiki - dodaje.

W opinii prezesa Śląskiej Izby rolniczej dopóki nie będzie zmiany w ustawie Prawo Łowieckie, "dopóty nic się nie zmieni, a rolnicy będą sami zmagać się z Kołami Łowieckimi, które z oczywistych względów starają się jak najmniej tych odszkodowań wypłacać".

Marta Milczarska