• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Odzyskujmy nasz dom

Poniedziałek, 1 października 2012 (06:01)

Z JE ks. abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko-kamieńskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Papieskie pielgrzymki, dni odchodzenia bł. Jana Pawła II do Domu Ojca, czas po katastrofie smoleńskiej... Czy ten dar jedności, jaki można było odczuć w sobotę na marszu w Warszawie, to też nasz narodowy Wieczernik?

- Czy można mówić o jakimś nowym Wieczerniku dla Polski? Jeśli już, to raczej na razie mówiłbym o pewnym zaproszeniu nas do Wieczernika. To zaproszenie dla Narodu objawia się w otwarciu nowych możliwości, nowej szansy na odzyskanie czegoś, za czym znów tęskni polska dusza - ojczyźnianego domu. Te tysiące ludzi przybyłych z różnych stron do stolicy na pewno dowodzą narastania potrzeby bezpiecznego i przyjaznego swoim gospodarzom domu, któremu na imię Polska. Dlatego te słowa "Obudź się, Polsko" są dobrym kluczem interpretacyjnym do sytuacji, w jakiej my, jako państwo i jako Naród, się znaleźliśmy. Brak realnej społecznej debaty, traktowanie pewnych grup społecznych jako mniej wartościowych, oraz faktyczne narzucanie rozwiązań, także prawnych, korzystnych jedynie dla niektórych grup czy środowisk, wskazuje na naruszenie pewnej formuły przynależnej suwerennemu Narodowi, w jakiej Rzeczpospolita powinna funkcjonować.

W jednym z komentarzy przed tą warszawską manifestacją padło stwierdzenie: "policzmy się". Jest w tym coś bardzo istotnego. Gdy przybył do nas Ojciec Święty w czasie pielgrzymki w 1979 r. i wołał w Warszawie: "Niech zstąpi Duch Twój...", to na samym początku myśmy się przede wszystkim, nawet sobie tego zbytnio nie uświadamiając, "liczyli". I zobaczyliśmy, ilu nas jest... A jednocześnie trwaliśmy na modlitwie. Wyciszonej, ale i radosnej. Na modlitwie nadziei. To dało wtedy nowe doświadczenie siły Narodu wierzącego. Chyba to był prawdziwy początek końca PRL. Nic jednak nie dzieje się dwa razy dokładnie tak samo. Teraz też ważne jest, że zobaczyliśmy, że jest nas wielu, ale o wiele ważniejsze będzie to, co zrobimy dalej.

Wszystkich na marszu połączyła obrona Telewizji Trwam. Ale ta sprawa stała się wspólnym mianownikiem dla szeregu innych.

- Walka o multipleks dla Telewizji Trwam to w pierwszym rzędzie oczywiście kwestia upomnienia się o tę konkretną sprawę, rzeczywiście istotną dla wolności mediów w Polsce. Jest to temat, który i czuje, i rozumie ogromna liczba ludzi. Świadczy o tym przecież te blisko 2,5 mln podpisów pod protestem do KRRiT. Także ta sobotnia manifestacja i sto kilkadziesiąt manifestacji wcześniejszych w różnych miastach Polski i poza granicami naszego państwa też o czymś nam mówią. To jest poza dyskusją. Ale widzimy, że te marsze w obronie katolickiej Telewizji to także impuls, który może oznaczać, iż dostrzegamy jako Polacy coś jeszcze innego, nie mniej dla nas ważnego. Bo my trochę przypominamy dziś rodzinę, która spotyka się we własnym domu i nie wie, jakim językiem ma rozmawiać, dlatego każdy jest trochę wystraszony. Chcemy być razem, ale jak się nie nauczymy wspólnego języka i nie zaufamy sobie na nowo, to nic nam z tego nie wyjdzie. Mam wrażenie, iż wołanie o wolne media staje się dziś taką szkołą nowego, wspólnego języka, a jednocześnie, że wolne, realnie dostępne dla Narodu media pozwolą posługiwać się tym wspólnym językiem. Chodzi tu o przyjęcie nie narzuconego, ale swobodnie, oddolnie zaakceptowanego pewnego zasobu wartości, a także o rozumienie pojęć, skuteczną komunikację społeczną, dzięki której jako Polacy znowu będziemy czuli się razem. Temu na pewno służą dobre media katolickie, bo z natury są otwarte na debatę w sprawach i ściśle teologicznych, i społecznych, i w sprawach szeroko rozumianej kultury. Nie należy lękać się mediów katolickich. Jak podkreślał w Polsce, zwracając się do młodzieży, Ojciec Święty Benedykt XVI, nie należy lękać się przyjąć Jezusa, gdyż On niczego nam nie odbiera, w niczym dobrym nas nie ogranicza, a wręcz przeciwnie, ubogaca nas Sobą. To z tej racji tak silnie w Polsce odczuwa się, że Kościół był zawsze z Narodem. Telewizja Trwam, Radio Maryja to dzisiejsza odpowiedź na szukanie przez Polaków pewnego wspólnego kodu, wspólnego języka społecznego. Bo w tym rozkrzyczanym, a często także agresywnym świecie trzeba się spotkać na jakimś gruncie w miarę bezpiecznym, także w wymiarze narodowym. Przecież chodzi tutaj o realną wymianę informacji i myśli pomiędzy ludźmi, którzy kochają Boga i ze względu na Boga szanują siebie oraz kochają swoją Ojczyznę i jej sprawy. Jeśli mamy być razem, jeśli mamy być wspólnotą, to musimy się znać, rozumieć, nauczyć także w tym pokoleniu czuć sprawy polskie. Można to nazywać wołaniem o wspólny język, ale innymi słowy oznacza to wołanie o debatę, o rzetelny dialog, o prawdę, o autentyczną komunikację słowa.

Jeden z uczestników marszu zapytany, dlaczego przyjechał do Warszawy, odpowiedział bardzo prosto: "Bo jestem Polakiem".

- To jest ta nasza wielka potrzeba: my, jako Polacy, lubimy się dobrze czuć w swoim domu. Także w swoim polskim domu. I ten nasz dom chętnie trzymamy otwarty dla gości pod warunkiem, że pozostaje domem, czyli jest przestrzenią bezpieczeństwa. Gdy jednak goście zaczynają się szarogęsić w naszym domu, czyli rzeczywistych domowników odsuwają do kąta albo wysyłają na zewnątrz, to taka sytuacja nie jest naturalna. To nie jest wolność. To oznacza brak realnej wolności wewnętrznej.

Niestety, dziś widzimy, jak nasze państwo sypie się niemal w każdej dziedzinie: służba zdrowia, prokuratura, sądownictwo, rynek pracy, mętnego nurtu media...

- A my, Polacy, chcemy tylko czuć się bezpiecznie w swoim ojczyźnianym domu i chcemy mieć wpływ na jego losy, czyli także na te obszary, o których pan wspomniał, bo to dopiero daje wszystkim stabilność, bezpieczeństwo. Przecież taki dom ma mocno stać przez wiele pokoleń, a nie jedną czy dwie kadencje takiego czy innego rządu. Obserwując różne polskie wydarzenia ostatnich lat, mam wrażenie, niestety, że my, Polacy, znowu musimy odzyskiwać nasz dom, by jako Naród poczuć się znów bardziej u siebie, poczuć się w Polsce jak u siebie. Chodzi o to, że w Polsce przybywa ludzi realnie czujących się wykluczonymi, odsuniętymi na margines, niejako odesłanymi do kąta polskich spraw. Ktoś jeszcze czasami spojrzy w ich stronę, szczególnie gdy głośniej się z tego kąta odezwą, ale nikt przy stole już się nimi na serio nie przejmuje. Gorzej, że w pewnych kwestiach nawet większość Narodu ma prawo tak się czuć. Szczególnie jest to widoczne w odniesieniu do tematów naszej narodowej historii, a w pewnych obszarach także realnej dumy z naszych dziejów, oraz odczuwania naszej godności narodowej. To dotyczy także naszej zrujnowanej gospodarki. Milczą dziś ci wszyscy, którzy tak lobbowali za prywatyzacją wielkich zakładów, bo to będzie gospodarczo korzystne. Dziś pozostały rdzewiejące złomowiska po wielu z tych zakładów oraz setki tysięcy bezrobotnych. A realnej dyskusji brak. Ostatnio nasilana jest także atmosfera agresji przeciwko aktywnym postawom wyrastającym z wierności Ewangelii i Krzyżowi Chrystusowemu, co już grozi jawną nietolerancją. To nie są zasady Rzeczypospolitej. Nie taki jest nasz dom.

W czasie tego sobotniego marszu poczuliśmy się przez te kilka godzin znowu jak w swoim domu...

- Dlatego policzmy się, poznajmy się, zobaczmy, ilu nas jest! I wtedy dostrzeżemy, jak wiele możemy dokonać...

Zawsze najgorsza jest bezczynność, zgadzanie się na miejsce w kącie...

- Bo to oznacza, że albo się jeszcze nie widzi swojej dramatycznej sytuacji, albo już się nie widzi szansy wyjścia z problemu. Ale tu byłbym za zachowaniem nadziei. Bezczynność na dłuższą metę nie jest w polskiej naturze. Polak zawsze szuka szansy! Byleby szukać jej w mądrości społecznych postaw. Gdy chodzi o Ojczyznę, Polak łatwo się nie podda. Już nie raz mówiło się nam, że jesteśmy jakby intruzami we własnym domu. Że czegoś nie rozumiemy, że komuś przeszkadzamy, że dla Polski będzie lepiej, gdy Naród nie będzie się wtrącał. Dlatego potrzebujemy nowego języka i nowej woli debaty narodowej, bo Naród nie przestał być w Polsce suwerenem. Z cierpliwą modlitwą i w zgodnym działaniu odzyskujmy więc, a potem umacniajmy nasz dom!

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński