• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Od marzenia do łosia

Poniedziałek, 1 października 2012 (06:00)

Z Jakubem Skrzypkiem i Kazimierzem Nowakowskim, konstruktorami PZL Mielec, budowniczymi modelu legendarnego bombowca PZL 37 Łoś, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak doszło do odtworzenia łosia?

Jakub Skrzypek: - To więcej niż pomysł, to marzenie stworzenia czegoś, co kiedyś istniało, ale nikt z większości żyjących nie mógł już tego zobaczyć. Wielu pasjonatów i historyków lotnictwa próbowało sobie wyobrazić ten samolot. Jest dużo literatury na temat łosia, ale niestety nie zachowała się ani dokumentacja konstrukcyjna, ani choćby jeden oryginalny egzemplarz samolotu. Dwa lata temu wraz z kolegą podczas wspólnej podróży zdecydowaliśmy, że podejmiemy próbę zaprojektowania geometrii samolotu oraz koncepcji nośnej i jeśli to się powiedzie, poprosimy o wsparcie w realizacji projektu zarząd PZL Mielec. I tak się zaczęło.

Co było największą trudnością w rekonstrukcji samolotu?

J.S.: - Największym problemem był brak spójnej dokumentacji konstrukcyjnej, wiele różniących się od siebie planów modelarskich. Wyzwaniem był także brak możliwości digitalizacji części modelu z oryginalnymi częściami, co utrudniało ich precyzyjne skalowanie. Warto podkreślić, że model wykonaliśmy bez wykorzystania przyrządów montażowych, stosowanych zwykle przy budowie samolotu.

Czym replika różni się od oryginału, poza tym, że nie wzbije się w powietrze?

Kazimierz Nowakowski: - Najważniejszym celem, jaki sobie postawiliśmy, tworząc ten model, było oddanie kunsztu przedwojennych konstruktorów i możliwie wierne odwzorowanie sylwetki tego potężnego bombowca. Wierzymy, że to się udało. Na pewno są różnice w detalach, jednak każdy, kto próbuje porównywać nasz model z oryginałem, powinien pamiętać, że przedwojenny łoś miał kilkanaście wersji, różnych pod względem zastosowanych silników, kolektorów itp.

Jakie materiały posłużyły do odtworzenia samolotu?

K.N.: - Model powstał z "lotniczego recyklingu", w dużej mierze zbudowaliśmy go z materiałów złomowanych, z tzw. odzysku. Ich zaadaptowanie do konstrukcji łosia często stanowiło dla nas spore wyzwanie. Ponadto wiele części bombowca trzeba było zrobić ręcznie.

Ile osób brało udział w pracach?

K.N.: - W realizację projektu oprócz nas zaangażowanych było kilkudziesięciu pracowników PZL Mielec. Samo opracowanie projektu zajęło nam ponad pół roku. Od pierwszego szkicu konstrukcji do ostatniej kropli farby na poszyciu samolotu upłynęły dwa lata.

Możemy się spodziewać kolejnych rekonstrukcji "polskich skrzydeł"?

J.S.: - Nie chcę zapeszać, ale myślimy już o odtworzeniu kolejnego historycznego samolotu polskiej produkcji, którego podobnie jak łosia nie można już nigdzie zobaczyć w oryginale. Zaczęliśmy już projektowanie, ale więcej szczegółów na razie nie zdradzimy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki