• Środa, 6 maja 2026

    imieniny: Filipa, Jakuba, Judyty

Drenaż mózgów lewicy

Wtorek, 11 listopada 2014 (17:48)

W sobotę grupka zamaskowanych anarchistów i lewaków przeszła sobie ulicami stolicy, dopuszczając się licznych godnych pożałowania prowokacji. Szarpaniny i bójki z policją nie zostały jednakże odnotowane ani przez samą policję, ani przez media głównego nurtu.

Antysystemowa gromadka, która kontestuje zasadność istnienia państwa, groteskowo podważa sens trwania narodu, deprecjonuje poświęcenie i ofiarę walki o niepodległość milionów Polaków i promuje przy tym dewiacje wszelkiej maści (zwane modnie związkami nieheteronormatywnymi), prezentowana jest jako owieczka wśród wilków nacjonalizmu, niezdolna do agresji, bardzo spolegliwa i strwożona groźnymi siłami nadchodzącego faszyzmu.

Przestrzeni i prawa do wyrażenia lewackich przekonań nie wolno pod żadnym pozorem naruszać, anarchiści są promowani, stawiani jako wzór do naśladowania, finansowani i chronieni. Chociaż de facto ich bojówki i zrzeszenia powinny zostać już dawno zdelegalizowane, ponieważ ex definitione sprzeciwiają się idei państwa, jego strukturom i prawom. Skoro tak, powinny być konsekwentne i działać na obszarze „strasznego i represyjnego” państwa w podziemiu i nielegalnie, a nie być suto dożywiane z publicznych pieniędzy.

Przyzwyczailiśmy się jednak do tej patologicznej niekonsekwencji i hipokryzji lewicy, która głosi wzniosłe idee, a które kompletnie nie korespondują z „aktywnym czynem kolektywu”, czyli z obszarem praxis, a brzmi on mniej więcej tak: kapitał wciąż jest głównym celem antykapitalistycznego ruchu młodych z nowej lewicy, idee i prawa uciskanych mniejszości są potrzebne, żeby zarabiać na sojowe burgery, biznes to biznes i jakiś pomysł trzeba mieć.

Na usprawiedliwienie lewaków trzeba dodać, że nie jest to przez nich w pełni uświadamiane. Powierzchowna lektura dzieł marksistów czyni poważne spustoszenia w ich zwichrzonej organizacji percepcyjnej. Co jeszcze śmieszniejsze, jak niegdyś niemieccy naziści próbowali podłożyć pod swoją prymitywną ideologię rasy paranaukową podbudowę, tak teraz nowa lewica korzysta z quasi-intelektualnego zaplecza „różowych” uczelni wyższych. Bojówki lewaków wystartowały ze swoim marszykiem (kilkaset osób genderkomando) spod Uniwersytetu Warszawskiego. Nie dziwię się. To z tego miejsca wypływa dziś zatrute źródło antynaukowego obciachu, jakim jest ideologia gender (pod osłoną queer studies, gender-sudies i innych złudzeń), kompromitująca naukę i powagę uczelni wyższej.

Przy okazji, termin „komando” jest groźne i może antycypować terrorystyczne zapędy bojówek lewackich. Słowo to będzie już się zawsze kojarzyć z przestępczymi gangami niemieckich bandytów z Rote Armee Fraktion (RAF), które także były niezwykle „otwarte” i „tolerancyjne”.

Nowa lewica ma swoje źródło w antyhumanizmie i bazuje na ideologii przemocy, którą czerpie wprost i garściami z grafomańskich dziełek Lenina, Trockiego, Mao Zedonga i Gramsciego, ale jednak ze źródła zatrutego i niebezpiecznego, szczególnie jeżeli dorwie się do niego półinteligent, który aspiruje do bycia intelektualistą nowej epoki wyzwolenia, tolerancji, równości, braterstwa, całych tych bardzo wąsko i płytko rozumianych sloganów i frazesów mogących produkować totalitaryzmy, jak pokazała historia ludzkości wielokrotnie. Za często w każdym razie.

Jednak mainstream opanowany przez „elity” lewej i liberalnej strony sceny politycznej jak w fabryce snu pracuje wytrwale, aby ugruntowywać i urabiać opinię publiczną, że ta bezbronna młodzież nie jest groźna, przeciwnie, jest bardzo uciskana. I tak patrioci maszerujący w obronie godności naszej Ojczyzny, codziennie bezpardonowo okradanej przez klasę polityczną, są ukazywani jako przestępcy, a każdy, kto się odważy ich bronić, jest atakowany. Dodatkowo policja, zupełnie jak za czasów dyktatury Wojciecha Jaruzelskiego, zastrasza młodych Polaków, żeby przypadkiem nie wybrali się na Marsz Niepodległości.

Na naszych oczach dochodzi do coraz większych patologii. Na szczęście młodzi Polacy wyraźnie dostrzegają fałsz ideologów kłamstwa, inżynierów lewackiego, homoseksualnego raju na ziemi i masowo wezmą udział w okazaniu swej miłości Polsce. Nie tylko poprzez uczestnictwo w marszu i nie tylko 11 listopada.

Dr Tomasz M. Korczyński