W Birmie po staremu
Poniedziałek, 10 listopada 2014 (17:18)Aung Kyaw Naing, niezależny dziennikarz, aktywista został zamordowany. Ciało zabitego dziennikarza nosiło ślady tortur. Tropy zbrodni prowadzą wprost do armii. Nie znaleziono dotąd bezpośredniej przyczyny zgonu, ponieważ ciało jest zdeformowane. Pominę opis z autopsji, ale jest on szokujący. Aung Kyaw Naing, znany lepiej jako Par Gyi został pochowany na cmentarzu Kyaikmayaw w stanie Mond (południowo-wschodnia Birma), ale na życzenie jego żony Ma Thandar, ciało zamordowanego zostało ekshumowane i poddane obdukcji.
„Nie mogłam dostrzec śladów po kuli, ponieważ całe ciało było zmasakrowane, kości, żebra i zęby zostały połamane, nosiło wiele śladów po zadanych torturach”, relacjonowała mediom Ma Thandar. Formalny przedstawiciel rodziny, prawnik Robert San Aung powiedział, że Par Gyi zginął najprawdopodobniej w wyniku zadanych mu tortur.
Od 2011 roku w Birmie (Myanmar jest nazwą nadaną przez reżim i dla Birmańczyków jest hańbą używanie tej nazwy) trwa powolny proces emancypacji po 25 latach zniewolenia i brutalnej dyktatury wojskowej. Kolejny raz mamy dowody na to, że „demokracja birmańska” jest fikcją.
We wrześniu br. Aung Kyaw Naing został aresztowany przez armię, podczas gdy relacjonował on starcia pomiędzy żołnierzami Karenów i wojskiem reżimu w stanie Mon. W ubiegłym tygodniu żona zamordowanego została oficjalnie powiadomiona, że jej mąż został zastrzelony przy próbie ucieczki.
Jak informuje Komitet Ochrony Dziennikarzy, niezależne media i dziennikarze birmańscy poddani są licznym represjom. W ostatnim miesiącu czterech dziennikarzy i wydawca gazety zostali skazani na 10 lat ciężkiego obozu pracy.
Po okrutnej zbrodni na Par Gyi wzrosło jeszcze bardziej napięcie na linii rząd-media. Jest to wyraźny znak tego, że reżimu nie zamierza ani przestrzegać wolności i praw człowieka, ani wolności wypowiedzi i słowa. Demokracja po zrzuceniu przez generalicję mundurów niczym się nie różni od dotychczasowej dyktatury. Może tylko tym, że laureatka Nagrody Nobla wraz z innymi członkami opozycyjnej partii NLD (Narodowa Liga na rzecz Demokracji) zasiada teraz w parlamencie, będąc de facto cynicznie wykorzystywaną jako listek figowy przez reżim do przykrycia faktu, że to wciąż bezkarne zło. Mordy, ludobójstwo grup etnicznych przez ofensywę armii, powszechne łamanie praw człowieka wciąż niszczą ludzi Birmy. Szczególnie ludy Kaczinów i Karenów (których większość populacji to chrześcijanie) dotknięte są prześladowaniem, za które odpowiedzialna jest bezwzględna armia reżimu.
Zbliżają się wybory prezydenckie. Liderka partii socjaldemokratycznej NLD, Aung San Suu Kyi wizytuje różne kraje. Podróżuje po Stanach Zjednoczonych, krajach Unii Europejskiej, Japonii, Korei Południowej, a w grudniu zapowiadana jest, choć nieoficjalnie, wizyta w komunistycznych Chinach, które są niezwykle ważnym partnerem gospodarczym Birmy. Po sankcjach nałożonych przez Zachód, Chińska Republika Ludowa posiada właściwie monopol na prowadzenie interesów gospodarczych z Birmą (90 proc. udziału w rynku). Ta aktywność Kyi ma być polityczną deklaracją i prognozą, kto po wyborach w 2015 roku będzie rządzić Birmą jako prezydent. Ona.
Dlatego reżim gen. Thein Seina nie odpuszcza. Zwolniona w listopadzie 2010 roku z domowego aresztu opozycjonistka, morderstwem swego przyjaciela Par Gyi otrzymała jednoznaczny znak ostrzeżenia: – Dziś twój ochroniarz, jutro ty. Graj w naszą grę i przestań śnić o wolności dla Birmy.
Dlatego prawdopodobnie ten spektakl będzie trwać. Noblistka w jakiejś mierze legitymizuje reżim, bo jej uczestnictwo we władzy, nawet jeśli jest w opozycji, tworzy na zewnątrz wrażenie, że „wind of change”, w lekkim powiewie sunie przez Myanmar.
W 2010 roku partia została uznana za nielegalną, co skutkowało masowymi aresztowaniami jej działaczy i aktywistów. Większość z nich nadal jest w więzieniach, chociaż reżim, co jakiś czas zapowiada ich uwolnienie. Konstytucja gwarantuje przedstawicielom junty gen. Thein Seina większość miejsc w parlamencie. Ponad 600. W wyborach „uzupełniających” w 2012 roku NLD wygrała, zdobyła 43 na 45 miejsc, ale czym jest ta „siła” polityczna, skoro władzę i tak dzierży eks-junta? Opozycja pełni rolę figuranta, który jest potrzebny Zachodowi dla jego dobrego samopoczucia, ale także potrzebna reżimowi, aby Birma nie została wykluczona z ASEAN-u, co odcięłoby zbrodniarzom wojennym stały dostęp do milionów dolarów i dostatniego życia kosztem milionów żyjących w nędzy obywateli. Są bowiem różne odmiany milionów…
Dr Tomasz M. Korczyński