• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Winnych nie ma?

Środa, 26 września 2012 (21:06)

Podczas jutrzejszego posiedzenia Sejmu minister sprawiedliwości Jarosław Gowin (PO) przedstawi informację w sprawie działań resortu po katastrofie smoleńskiej. Domagało się tego Prawo i Sprawiedliwość (PiS) po tym, jak wczoraj Naczelna Prokuratura Wojskowa potwierdziła skandaliczny fakt zamienienia ciała śp. Anny Walentynowicz z inną ofiarą katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.

Rodzina legendy „Solidarności” od momentu ekshumacji podkreślała, że ciało znajdujące się w jej grobie nie należy do niej. Przeprowadzone badania wykazały – co potwierdzili wczoraj śledczy – że doszło do zamiany ciał ofiar katastrofy.

Sytuacja ta wywołała wielkie oburzenie i niedowierzanie. Rozgoryczenie było tym większe, że po 10 kwietnia 2010 roku przedstawiciele koalicyjnego rządu PO - PSL zapewniali o zachowaniu wszelkich procedur. Twierdzono wówczas, że polscy specjaliści wyjechali do Rosji, by dopilnować wszystkich szczegółów. Po potwierdzeniu informacji przez NPW w polskiej opinii publicznej rozgorzała dyskusja, kto zawinił i doprowadził do tej dramatycznej zamiany. Pojawiło się wiele pytań, na które zapewne jutro nie poznamy odpowiedzi.

Kto odpowiedzialny za błędy?

Strona rządowa zaznacza, że za obecną sytuację odpowiadają śledczy, którzy niewłaściwie dopełnili swoje obowiązki. Tymczasem rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej nie mają wątpliwości o ogromnym chaosie działań prowadzonych w Rosji przy ciałach tragicznie zmarłych ich bliskich.

Janusz Walentynowicz, syn Anny Walentynowicz, wyjaśnił w „Polskim punkcie widzenia” w Telewizji Trwam, że podczas rozpoznawania ciała jego mama nie miała żadnego uszczerbku fizycznego. - Nie miała na ciele nawet siniaka – jak do tego doszło? Można to jedynie wytłumaczyć olbrzymim zamieszaniem, bałaganem i niedopilnowaniem pewnych spraw przez osoby odpowiedzialne – powiedział, oceniając przyczyny zamiany ciał. Jednocześnie podkreślił, iż „do tej koszmarnej pomyłki doszło w Moskwie”. - To wszystko, co teraz się dzieje, jest Moskwą do kwadratu – podkreślił Walentynowicz.

Gość programu „Polski punkt widzenia” wyjaśnił, że w chwili obecnej dokładnie zna procedury postepowania egzekucyjnego.

- Dowiedziałem się, że jest taki obowiązek służb odpowiedzialnych za tego typu działania, że jeżeli Polski obywatel zginie za granicą jakiegokolwiek kraju, to po powrocie ciała do kraju wykonywana jest obligatoryjnie ponowna sekcja, bo tak stanowi prawo, tak się dzieje wobec wszystkich. Zgodnie z przedstawioną zasadą, do której zobowiązane jest państwo polskie, widać wyraźnie zaniedbania z naszej strony – podkreślił syn legendy „Solidarności”.

Nieścisłości dotyczące trumien

Rodziny i bliscy ofiar katastrofy rządowego samolotu zaznaczają, że wiele nieprawidłowości można było wykryć od razu po tragicznych wydarzeniach. Wtedy, kiedy trumny przywieziono do Polski. Zarówno Walentynowicz, jak i Marta Merta – wdowa po Tomaszu Mercie, podkreślili w „Polskim punkcie widzenia”, że otrzymali informacje o kategorycznym zakazie otwierania trumien w kraju.

Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, podkreślił dziś, że bliscy ofiar wyjaśniali, iż decyzja o nieotwieraniu trumien była im przekazywana przez przedstawicieli polskich władz.

Natomiast marszałek Sejmu Ewa Kopacz, wówczas minister zdrowia, zaprzeczyła na briefingu tym informacjom. Na uwagę dziennikarzy, iż rodzina Krzysztofa Putry mówiła, że to od niej usłyszała informację o zakazie otwierania trumien, Kopacz odpowiedziała: Powiem szczerze, że jestem w stanie skonfrontować każdą taką wypowiedź, nie jestem w stanie dzisiaj przekazać każdej informacji, którą tam mówiłam, w tej szczególnej sytuacji, która tam była.

Dodała, że z tego, co wie, był tylko jeden wniosek o otwarcie trumny, wpłynął i dotyczył prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - Nie wpłynął żaden inny wniosek od rodziny o otwieranie trumien po przyjeździe do Polski - stwierdziła marszałek Kopacz.

Prezes PiS, komentując słowa marszałek, podkreślił, że rodziny ofiar były wprowadzane w błąd. - Przypomnę oświadczenia wysokich przedstawicieli władzy, ówczesnej minister zdrowia (Ewy Kopacz), że wszystko było zbadane, przeprowadzone z udziałem polskich lekarzy, co okazało się całkowitą nieprawdą. (...) Gdyby Polska była po części demokratycznym, praworządnym krajem, to i pani Kopacz, i wielu innych polityków nie byłoby już w życiu publicznym. Tylko osłona medialna spowodowała, że mogą być w życiu publicznym - powiedział Jarosław Kaczyński.

Spirala kłamstw

Krytycznie do słów marszałek Kopacz odniósł się w programie „Aktualności dnia” w Radiu Maryja mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

- Skandalem jest twierdzenie, że to, że doszło do tego rodzaju pomyłek, jest wynikiem tego, iż żadna z rodzin nie złożyła wniosku o otworzenie trumny. To jest szczyt hipokryzji wypowiadać tego rodzaju słowa w stosunku do rodzin, które dzisiaj cierpią. Otóż wszyscy pamiętamy (…) jak urzędnicy rządu polskiego publicznie mówili o tym, że trumny nie będą otwierane w Polsce - powiedział.

Podkreślił, że wiele rodzin chciało otworzyć trumnę. - Nikt nie podpowiedział im, jaką procedurę zastosować, jakie czynności przedsięwziąć, żeby otworzenie trumny było zgodne z prawem. Pani minister Kopacz osobiście broniła stanowiska, że jest zakaz otwierania trumien. Dzisiaj zaś mówi, że nie było otwierania trumien, bo nie zostały założone żadne wnioski - dodał.

Rząd Donalda Tuska unika odpowiedzialności

Przedstawiciele rządu zapewniają, że z ich strony dopełniono wszystkich formalności. Ewa Kopacz (PO), ówczesna minister zdrowia - obecnie pełniąca funkcję marszałka Sejmu – wyjaśniła, że jej rola w Moskwie polegała jedynie na wspieraniu rodzin w sytuacji, kiedy spotkali się z „z czymś, co było najbardziej traumatyczne, czyli z rozpoznaniem swoich bliskich”. Przyznała, że nie była obecna przy zamykaniu wszystkich trumien, a jedynie przy ich części. Jednocześnie zapewniła, że wszelkie działania prowadzone były zgodnie z procedurami.

- Na tamtą chwilę zrobiliśmy w tych okolicznościach tyle, ile było możliwe - dodała.

Warto podkreślić, że Kopacz co innego mówiła w licznie udzielanych wywiadach w 2010 roku.

Twierdziła wówczas, że polscy patomorfolodzy byli obecni zarówno przy sekcjach zwłok, jak i umieszczaniu ciał w trumnie.

- Ja tę sprawę wyjaśniałam, rozmawiałam również na spotkaniach, które miały miejsce w kancelarii premiera, wtedy kiedy było spotkanie z rodzinami. Mówiłam owszem, moja zbitka słowna, niezręczność, która padła w wywiadzie z panią Moniką Olejnik, którą ja potem kilkakrotnie wyjaśniałam, łącznie z tym, że wyjaśniałam to rodzinom - polscy lekarze, i powtórzę to ostatni raz, uczestniczyli w przygotowaniu zwłok do identyfikacji. To jest zupełnie coś innego niż sekcja – próbowała się nieudolnie tłumaczyć. 

Marszałek Sejmu stwierdziła, że nie ma powodów do przepraszania. - Nie mam problemu ze słowem przepraszam, to państwo po moich słowach, które powiedziałam, że tam starałam się wszystko, tak jak potrafię najlepiej, z całym sercem i całym wysiłkiem fizycznym, jaki potrafiłam z siebie wykrzesać. Jeśli to wymaga przeprosin, to pozostawiam to do państwa (oceny) – powiedziała marszałek Sejmu.

To Rosja wprowadziła w błąd

Głos w sprawie błędów przy ekshumacji zabrał także obecny minister sprawiedliwości. - Nie wykluczam, że pani minister Kopacz - dziś pani marszałek - została wówczas przez swoich rosyjskich informatorów wprowadzona w błąd, że działania służb rosyjskich nie były tak staranne, jak wówczas ją przekonywano. Ale trzeba wykazać się małodusznością, by odmawiać jej dobrej woli i zasług – stwierdził Gowin, który jutro przedstawi informacje na temat prowadzonych działań ze strony rządu przy pochówkach ofiar katastrofy Tu-154M.

- Decyzją Sejmu mam przedstawić sprawozdanie na temat przebiegu pochówków ofiar katastrofy smoleńskiej i jest to dla mnie zadanie podwójnie trudne. W tamtej kadencji byłem posłem, więc nie mam żadnej wiedzy na ten temat, a Ministerstwo Sprawiedliwości nie było w żaden sposób w te działania wmieszane. Ale taka jest decyzja Sejmu, więc mam nadzieję, że jutro będę w stanie przedstawić w pełni miarodajną informację – powiedział szef resortu sprawiedliwości w jednym z wywiadów.

Początkowo jutrzejsze wystąpienie ministra Gowina miało odbyć się bez możliwości zadawania przez posłów pytań.  Wzbudziło to oburzenie wśród części opozycji, która oczekiwała odpowiedzi na szereg pytań.  Dziś rano Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, wyjaśnił, że jego partia chciałaby zapytać szefa resortu sprawiedliwości m.in. o to, kto podjął decyzję, że trumny z ciałami ofiar nie mogą być otwarte po przywiezieniu ich do Polski oraz kto podjął decyzję, że przyczyny katastrofy smoleńskiej będą badane na podstawie konwencji chicagowskiej, a nie umowy z 1993 roku zawartej między Polską a Rosją. Dopiero po południu zapadła decyzja o dołączeniu do wysłuchania także debaty z możliwością zadawania pytań stronie rządowej.

Ważniejszy PR od prawdy

Mecenas Bartosz Kownacki przypomniał w Radiu Maryja, że „początkowo minister Kopacz mówiła, że ona i jej przedstawiciele resortu, biegli uczestniczyli we wszystkich sekcjach zwłok”.

- Jak później okazało się, że polscy biegli nie uczestniczyli w sekcjach, że nie uczestniczyli polscy prokuratorzy, to pani minister Kopacz troszeczkę się wycofała i mówiła: „Nie, nie w sekcjach zwłok uczestniczyliśmy, uczestniczyliśmy w rozpoznaniu i oględzinach ciał”. Teraz kiedy okazuje się, że i te rozpoznania są wadliwe i tutaj są błędy, to pani marszałek mówi: my tylko uczestniczyliśmy w przygotowaniach do rozpoznania ciał – powiedział. Jednocześnie zapytał: Kkiedy marszałek Kopacz mówi prawdę?”.

- Mam wrażenie, że pani minister od początku bardziej zależało na PR, na dobrym wizerunku rządu, aniżeli na merytorycznej pracy i przyznaniu się, że państwo polskie nie zdaje egzaminu – stwierdził gość „Aktualności dnia”.

Mecenas Bartosz Kownacki podkreślił także, że nieprawidłowości dotyczące ciał były zgłaszane od samego początku. - Część rodzin, ci, którzy analizowali akta postępowania karnego, od 2 lat krzyczeli, że to postępowanie prowadzone jest w zły sposób, że strona polska nie zdała egzaminu szczególnie w pierwszych dniach po katastrofie. Podkreślano, że popełniono szereg błędów – powiedział mec. Kownacki. Jak zaznaczył wczoraj potwierdziły się te wszystkie nieprawidłowości.

- Okazuje się, że to, co my mówiliśmy wcześniej, co miało oczywiście podstawy w materiale dowodowym, ale nie było dla zwykłego odbiorcy namacalne, wreszcie ujrzało światło dzienne – dodał. Parafrazując, stwierdził, iż apele rodzin były krzykiem „wołającego na puszczy”. - W zasadzie wszyscy na nas patrzyli z przymrużeniem oka. Inni mówili, że jest to walka polityczna. Czasem próbowano nam przypiąć „łatkę”, że jesteśmy niespełna rozumu – podkreślił gość „Aktualności dnia”.

Izabela Kozłowska, MM, PZ