• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Rosberg przed Hamiltonem

Niedziela, 9 listopada 2014 (22:35)

Niemiec Nico Rosberg wygrał Grand Prix Brazylii, przedostatnią eliminację mistrzostw świata Formuły 1. Drugie miejsce zajął jego kolega z zespołu Mercedesa, Brytyjczyk Lewis Hamilton, który zachował prowadzenie w klasyfikacji generalnej cyklu. Losy walki o tytuł rozstrzygną się w Abi Zabi, co jednak było już wiadome wcześniej.

Już przed startem do dzisiejszego wyścigu było gorąco, w przenośnym i dosłownym tego słowa znaczeniu. Atmosferę podgrzewała wewnętrzna walka kierowców Mercedesa, z których jeden na pewno zostanie mistrzem świata, a drugi na finiszu przegra swoją szansę. Przed wyścigiem niby bliżej był Hamilton, ale wiedział, że i tak wszystko rozstrzygnie się w ostatniej eliminacji, w Abi Zabi. Brytyjczyk musiał zatem kalkulować, czy pojechać na maksa, wiele przy tym ryzykując, czy spokojniej, nie podejmując z Rosbergiem walki na „śmierć i życie”. Bo to, że Niemiec da z siebie absolutnie wszystko, było pewne. Wielu obawiało się, czy do walki obu pretendentów do tytułu nie wtrąci się ktoś jeszcze, a raczej coś jeszcze. Chodziło o warunki. Na torze panowały wręcz ekstremalne warunki dla opon, które degradowały się błyskawicznie i trzeba było zwracać dużo większą niż zazwyczaj uwagę na ich stan.

Wczorajsze kwalifikacje wygrał Rosberg przed Hamiltonem, taka też była kolejność na starcie. Ci, którzy spodziewali się jakiś szalonych emocji na pierwszych metrach, mogli poczuć się zawiedzeni, bo obaj ruszyli perfekcyjnie i na tyle rozważnie, by nie zrobić sobie krzywdy. Niemiec utrzymał prowadzenie, a Brytyjczyk skutecznie obronił się przed atakiem Felipe Massy (Williams). Brazylijczyk szybko, już na szóstym okrążeniu, zjechał do alei serwisowej, by zmienić opony, co pokazywało, jak ogromną rolę mogą one odegrać, podobnie jak taktyka na pit-stopy.

Potem okazało się, że niemal wszyscy lekcje odrobili i ta akurat sprawa niczego do góry nogami nie wywróciła. I dobrze, bo byłoby dramatem dla rywalizacji, gdyby z powodu awarii odpadł któryś z kandydatów do tytułu. A jak przebiegła ich walka? Iskrzenia nie było, szalonej rywalizacji na granicy też. Hamilton na prowadzeniu znajdował się rzadko, tylko wtedy, gdy jego wielki rywal zjeżdżał do pit-stopu. Poza tym oglądał jego plecy, jadąc sekundę z kawałkiem za nim – praktycznie przez cały czas. Być może czekał, aż Niemiec popełni jakiś błąd, co wcześniej mu się zdarzało, jednak tym razem Nico zachował czujność, nie pozwalając sobie na chwile dekoncentracji. Brytyjczyk nie zdecydował się na żadne szaleństwo, ryzyko, które mogłoby sprowadzić na jego głowę wielkie kłopoty. Dojechał do mety na drugim miejscu, specjalnie nie rozpaczając, bo wiele punktów do Rosberga nie stracił, zachował prowadzenie w klasyfikacji, wszystko co najlepsze zachowując na Abu Zabi, gdzie kierowcy będą rywalizować o podwójną zdobycz punktową. Od dziś jego przewaga nad Niemcem wynosi 17 „oczek”.

A jeśli chodzi o zmagania w São Paulo, to na torze Interlagos za plecami dwójki z Mercedesa działo się wiele ciekawego. Kibiców gospodarzy najbardziej ucieszyła świetna forma uwielbianego tam Massy. Brazylijczyk pojechał świetne zawody i był najlepszym z reszty stawki. Reszty, bo Mercedesy rywalizują w swojej lidze, dzisiejszy wyścig był 15. w sezonie wygranym przez zawodnika tej stajni, tylko trzy pały łupem Red Bulla. Tuż za podium finiszował dziś Brytyjczyk Jenson Button (McLaren), za nim Niemiec Sebastian Vettel (Red Bull) oraz Hiszpan Fernando Alonso i Fin Kimi Raikkonen w barwach Ferrari.

Piotr Skrobisz