• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Dobra forma Golden State Warriors

Niedziela, 9 listopada 2014 (14:17)

Jedyną niepokonaną drużyną w koszykarskiej lidze NBA pozostaje Golden State Warriors. W sobotę pokonali na wyjeździe Houston Rockets 98:87. To była pierwsza porażka „Rakiet” w tym sezonie.

Rockets nie poradzili sobie bez chorego Dwighta Howarda i zanotowali bardzo słabą skuteczność w rzutach. Najlepszy w zespole James Harden zdobył 22 punkty, co okazało się zbyt małym dorobkiem. Zwłaszcza w porównaniu z dokonaniem lidera „Wojowników” Stephena Curry'ego – 34 punkty i dziesięć zbiórek.

Jednak przewaga gości zaznaczyła się dopiero w drugiej części meczu. „W przerwie czułem się jak na pogrzebie. Nie potrafiliśmy ustabilizować naszej gry, a chłopaki byli wyraźnie zdołowani” – skomentował Curry.

Zaskoczony przebiegiem spotkania był nawet trener Steve Kerr. – Nie wiem, skąd taka forma na początku sezonu. To dla mnie szok, że tak dobrze sobie radzimy – przyznał. Warriors wygrali piąty z rzędu mecz i nie zanotowali jeszcze porażki. Tak dobrze rozpoczęli rozgrywki po raz pierwszy od 20 lat.

W sobotę pierwszej porażki doznali Memphis Grizzlies. Przegrali oni jednym punktem z Milwaukee Bucks 92:93, mimo że na osiem sekund przed końcowym gwizdkiem prowadzili 92:90. Zwycięskie punkty dla drużyny gospodarzy zdobył Brandon Knight.

– Będąc dzieckiem, marzy się o tym, by zdobyć kiedyś decydujące o wygranej punkty. I to przytrafiło mi się tego wieczoru. Nie zapomnę tego do końca życia – powiedział amerykański koszykarz.

Najskuteczniejszy był jednak rezerwowy Grek Giannis Antetokounmpo – 18 punktów. W zespole gości błysnął Zach Randolph – 22 punkty i 14 zbiórek.

Niespodziankę sprawili zawodnicy Boston Celtics, pokonując na wyjeździe Chicago Bulls 106:101. Trener gości Brad Stevens nie mógł skorzystać z Marcusa Smarta i Rajona Rondo, ale ich zmiennicy doskonale poradzili sobie na parkiecie.

Najskuteczniejszy był Evan Turner – 19 punktów i sześć asyst. W zespole z Chicago zabrakło Derricka Rose'a i to w dużej mierze zadecydowało o ich słabszej postawie. Nie pomogło im nawet wejście Aarona Brooksa, który tylko w czwartej kwarcie zdobył 19 punktów, a w sumie uzbierał ich 26.

– Na szczęście ten mecz nie trwał dłużej, bo przeciwnicy po wejściu Brooksa wyraźnie odnaleźli swój rytm. To był trudny mecz, bo trzeci w ciągu czterech dni, tym bardziej cieszy mnie zwycięstwo – skomentował trener Brad Stevens.

To była druga porażka w tym sezonie „Byków”. Mają na koncie także pięć zwycięstw.

RS, PAP