• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Hamilton ucieka, Rosberg goni

Niedziela, 9 listopada 2014 (12:38)

Lewis Hamilton będzie mógł dziś wieczorem w Sao Paulo przybliżyć się do mistrzostwa świata Formuły 1, ale tytułu jeszcze sobie nie zapewni. Wszystko rozstrzygnie się podczas ostatniej eliminacji w Abu Zabi, a Brytyjczyk o miejsce na szczycie rywalizuje z kolegą z zespołu Mercedesa, Niemcem Nico Rosbergiem.

Za nami 17 rund tegorocznego cyklu. Kierowcy Mercedesa zdominowali je w stopniu absolutnym, wygrywając aż 14. Tylko w trzech najlepszy okazał się  Australijczyk Daniel Ricciardo z Red Bulla, a to oznacza, że w 2014 roku na najwyższym stopniu podium stawali wyłącznie kierowcy dwóch stajni. To sytuacja niespotykana. 10 razy na pierwszej pozycji linię mety mijał Hamilton i wydawać by się mogło, że to spokojnie powinno mu wystarczyć do tytułu. Tak jednak nie jest, z dwóch powodów.

Po pierwsze, zanotował więcej wyścigów bez jakiejkolwiek zdobyczy od Rosberga, a po drugie, po raz pierwszy w historii ostatnia eliminacja mistrzostw, w Abu Zabi, będzie punktowana podwójnie. Gdyby zatem dziś Hamilton wygrał, a Niemiec nie dotarł do mety, to i tak nic się nie rozstrzygnie, bo Rosberg będzie mógł jeszcze wyprzedzić kolegę z teamu. Kolegę, a raczej wielkiego rywala, bo obaj panowie, mówiąc delikatnie, nie darzą się sympatią. Przez pewien czas starali się co prawda zachowywać pozory, jednak taki stan trwał krótko. W maju, po Grand Prix Monako, Hamilton przyznał, że nigdy nie będzie się z Rosbergiem przyjaźnił. Stało się to chwilę po wyścigu wygranym przez Niemca.

Emocje, te negatywne, zenitu sięgnęły jednak w w sierpniu w Belgii. Tuż po starcie rozgrywanego w Spa wyścigu doszło do spięcia między bolidami Mercedesa, Niemiec lekko staranował Brytyjczyka, przez co ten spadł na dalekie miejsce, a później musiał się z rywalizacji wycofać. Po wszystkim Hamilton oskarżył Niemca, wprost mówiąc, że ten uczynił to celowo, do czego miał zresztą w prywatnej rozmowie się przyznać. Szefowie zespołu starali się łagodzić atmosferę, jednak udało się im to tylko o tyle, że teraz obaj kierowcy, przynajmniej oficjalnie, złośliwości sobie oszczędzają. Na torze walczą jednak na całego, i to się nie zmieni, szczególnie że obaj mają szansę na tytuł.

Ostatnio w dużo lepszej formie znajdował się Hamilton. Wygrał pięć kolejnych wyścigów, powięszając swą tegoroczną kolekcję „skalpów” do dziesięciu. W przyszłości każdy, kto zwyciężał tak często, zostawał mistrzem świata, ale teraz Brytyjczyka może prześcignąć zawodnik, który linię mety na pierwszym miejscu mijał czterokrotnie.

Co się może wydarzyć w wieczornym Grand Prix Brazylii? Jest więcej niż prawdopodobne, że przewaga Wyspiarza, wynosząca 24 punkty, stopnieje. Rosberg na torze Interlagos czuje się bowiem rewelacyjnie. W piątek i sobotę wygrał wszystkie trzy sesje treningowe, a na koniec kwalifikacje. Wyprzedził w nich Hamiltona, co powoduje, że wyścig zapowiada się porywająco. – Na razie z weekendu jestem bardzo zadowolony. Dzięki wygranym kwalifikacjom wystartuję z czystej części toru, co powinno mi pomóc. Przeanalizowałem to, co mi nie wyszło na poprzedniej eliminacji w Austin i jestem przekonany, że nie powielę już tych błędów. Będę cisnął do samego końca, by zdobyć tytuł – zapowiedział Rosberg. Także Hamilton nie ukrywał, że da z siebie wszystko. – Uwielbiam takie wyścigi, gdzie jeździ się na granicy możliwości, a pojedynki są niezwykle zacięte. Nico był na razie szybszy, ale ja z okrążenia na okrążenia się poprawiałem i wreszcie odnalazłem właściwy balans auta. Liczę na dobry wynik – przyznał.

Piotr Skrobisz