Wisła na poważnym zakręcie
Piątek, 7 listopada 2014 (21:13)Wisła Kraków postara się powalczyć o zmniejszenie kary, jaka została nałożona na klub za opóźnienie w spłacaniu zaległych zobowiązań, ale prezes Ludwik Miętta-Mikołajewicz przyznał dziś, że dramatyczna jest sytuacja wielokrotnego mistrza Polski w piłce nożnej.
Jeszcze niedawno Wisła była symbolem tego, co w naszym futbolu najlepsze. Miała drużynę, która seryjnie zdobywała mistrzostwo Polski, odnosiła sukcesy w pucharach, bijąc takie firmy jak Schalke Gelsenkirchen czy Parma, miała wreszcie najwięcej pieniędzy, które niemal strumieniami płynęły z Myślenic, gdzie swoją siedzibę ma Telefonika Bogusława Cupiała.
Tymczasem dziś „Biała Gwiazda” prakrycznie walczy o przeżycie. W środę Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN nałożyła na nią karę za opóźnienie w spłacaniu zaległych zobowiązań. W jej efekcie kolejny sezon rozpocznie z minus trzema punktami na koncie. Kara może zostać zmniejszona do jednego, jeśli do 31 grudnia klub ureguluje zobowiązania. I Wisła zamierza o to powalczyć, choć z wyrokiem nie polemizuje.
– Z całą pokorą przyjmujemy karę, ponieważ Wisła na nią zasłużyła, nie realizując przyjętych wiosną procesów licencyjnych. Ówczesny zarząd zawarł z czternastoma osobami ugody, na mocy których do 31 lipca należało wypłacić należności piłkarzom, trenerom i obsłudze medycznej. Po meczu z Legią załatwiliśmy sprawę z dziesięcioma osobami, lecz z pozostałymi nie byliśmy w stanie tego zrobić, ponieważ nie było na to środków. Zawarliśmy z nimi ugody, które przedstawiliśmy PZPN-owi, ale komisja odwoławcza kategorycznie odmówiła prolongaty terminu spłat, gdyż jej zdaniem należy wywiązywać się z podjętych zobowiązań. – przyznał prezes Ludwik Miętta-Mikołajewicz, dodając jednak, że „karanie drużyny za błędy administracyjne jest krzywdzące dla zawodników, ponieważ nie oni są winni sytuacji, która powstała”.
Wisła powalczy o uratowanie dwóch punktów, a z tym, że sezon na pewno rozpocznie z jednym minusowym, się pogodziła. Tyle że do końca roku będzie musiała uzbierać nieco ponad milion złotych, a to w jej dramatycznej sytuacji kwota astronomiczna. – Swe nadzieje opieram na wpłacie za transmisje telewizyjne oraz drugiej racie za transfer Krzysztofa Chrapka – dodał sternik klubu.
Kilka lat temu Wisła wydawała miliony na najlepszych polskich pilkarzy, teraz obawia się kolejnego procesu licencyjnego na nowy sezon. Jego przygotowanie rozpocznie się w styczniu, a klub na razie nie ma stuprocentowej pewności, czy zakończy go pomyślnie. Z niepokojem i nadzieją spogląda na Myślenice, wszak Telefonika powoli staje na nogi po trudnych miesiącach, w czasie których nie przeznaczała pieniędzy na działalność klubu. A Wisła innych sponsorów nie ma, niby szuka ich od wielu sezonów, ale z mizernym skutkiem. Miętta-Mikołajewicz o przyszłości jednak mówić nie chciał, bo prezesem będzie tylko do 31 grudnia. Funkcję tę pełnił grzecznościowo, wcielając się w rolę „strażnika”, jak to ujął, z wdzięczności i sympatii dla Cupiała. Od stycznia stery w klubie przejmie były piłkarz Wisły, Robert Gaszyński. Zostawi intratną posadę w wielkiej firmie, by uratować klub, w którym przez lata występował. Dziś to zadanie zapowiada się na wielkie wyzwanie, niekoniecznie zakończone happy endem.
Piotr Skrobisz