• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

To był bezpiecznik

Wtorek, 25 września 2012 (06:10)

Potwierdzają się jeszcze ubiegłoroczne informacje "Naszego Dziennika": powodem awaryjnego lądowania bez podwozia Boeinga 767 na Okęciu 1 listopada 2011 roku był wyłączony bezpiecznik odpowiadający za awaryjne wypuszczenie kół.

Samolot leciał z Newark do Warszawy, kapitanem był Tadeusz Wrona, drugim pilotem Jerzy Szwarc. Z powodu braku możliwości wysunięcia podwozia piloci wykonali lądowanie "na brzuchu". Nikt z 220 pasażerów i 11 członków załogi przebywających na pokładzie nie odniósł obrażeń.

Cień na załogę ma rzucić raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, który ma zostać wkrótce ogłoszony. Znaleźć mają się w nim konkluzje, że załoga lądowała awaryjnie, mimo iż maszyna była sprawna. Co prawda uszkodzony był podstawowy system hydrauliczny podwozia, ale działał awaryjny - elektryczny. Problem stanowił wyłączony bezpiecznik odpowiadający za wypuszczenie podwozia. Donosi o tym wczorajszy "Wprost". "Gdyby bezpiecznik był włączony, to nie byłoby dramatycznego lądowania na warszawskim Okęciu" - konkluduje tygodnik.

Ale pisze o faktach, które były znane już rok temu i o których pisał wówczas "Nasz Dziennik". Niespełna miesiąc po awaryjnym lądowaniu powstał wstępny raport PKBWL i wynikało z niego, że bezpiecznik w kokpicie Boeinga 767 umożliwiający awaryjne wysunięcie podwozia był w pozycji "wyłączony". Pisaliśmy też, że na ziemi system zadziałał jednak po podłączeniu zewnętrznego zasilania i wciśnięciu bezpiecznika. Kiedy dokładnie i z jakiego powodu bezpiecznik został wyłączony? Już wtedy było wiadomo, że będzie to trudne do ustalenia, gdyż przeprowadzone dotąd testy, także na innych samolotach Boeing 767, wykazały, że taka pozycja tego bezpiecznika nie jest rejestrowana i sygnalizowana przez systemy samolotu. Komisja musiała więc ustalić, który z systemów był odpowiedzialny za wyłączenie feralnego bezpiecznika i kiedy to nastąpiło. Kapitan Tadeusz Wrona deklarował, że bezpieczniki wcześniej sprawdzono. Czy mogło być więc i tak, że bezpiecznik cały czas znajdował się w pozycji wyłączonej lub jego wybicie było efektem awaryjnego lądowania?

Zdaniem pilotów, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik", są dwa powody niezadziałania bezpiecznika: albo uległ on uszkodzeniu, albo nie aktywowała go załoga. Według nich, mało prawdopodobne jest, by bezpiecznik był wyłączony przed startem. - Przed startem samolot sprawdza ekipa techniczna. Inżynier dopuszczający maszynę do lotu firmuje przegląd swoim podpisem w dzienniku. Później, niezależnie od tego, załoga i tak wszystko przegląda - ocenili piloci.

Stwierdzili też, że bezpiecznik zawsze może "wybić" z powodu krótkich zwarć czy przeciążeń. Nie bez znaczenia może być fakt, że instalacja awaryjna nie była używana i w czasie próby jej użycia mogło dojść do wyłączenia obwodu elektrycznego. Nie wiadomo, czy PKBWL uda się jednoznacznie rozstrzygnąć te wątpliwości.

Anna Ambroziak