• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Chrześcijanie spaleni żywcem

Czwartek, 6 listopada 2014 (17:12)

Dwoje chrześcijan, 28-letni Shahzad Masih i jego 25-letnia żona w ciąży Shama, rodzice czworga dzieci zostali spaleni żywcem przez tłum muzułmanów za to, że rzekomo spalili Koran. Przed śmiercią byli bici, torturowani, ukamienowani, a następnie spaleni. Tragedia miała miejsce 4 listopada br. w wiosce Chak, w dystrykcie Kasur, w mieście położonym ok. 60 km od Lahaur (prowincja Pendżab).

Upadek islamu w Pakistanie jest tym większy, że za prowokowanie do barbarzyńskich, wstrząsających morderstw odpowiedzialni są muzułmańscy duchowni, którzy w tym mordowaniu biorą aktywny udział. Policja i służby bezpieczeństwa nie reagują i pozwalają na pogromy. Zachód milczy, większość ludzi o tym nie usłyszy w mediach mainstreamowych, więc nie może reagować, bo w końcu, żeby działać, trzeba wiedzieć.

To już nie jest „incydent” terrorystyczny, ale zmasowana i kontrolowana akcja wyniszczania chrześcijaństwa w Pakistanie. W pogromie brało udział pół tysiąca muzułmanów, sytuacja nie była spontanicznym wybuchem nienawiści, bo chrześcijanie zostali oskarżeni o bluźnierstwo 2 listopada, a zamordowani 4 listopada, po długich męczarniach. Było to wyrachowane, podparte religią morderstwo trojga niewinnych ludzi, bo nie zapominamy o dziecku w łonie Shamy. Cały zaś dramat zaczął się 1 listopada, gdy Masih został brutalnie pobity we własnym domu przez swojego pracodawcę Yousafa Gujjar i jego zbirów. Miał mały dług, którego nie mógł spłacić, ponieważ choroba uniemożliwiała mu pracę w pełnym wymiarze czasu.

Powtórzę, trudno mówić tu o fanatykach czy islamistach. Ten argument często służy poprawnie myślącym pseudointelektualistom na Zachodzie, zazwyczaj tym z lewej strony sceny politycznej.

Muzułmanie pod egidą duchownych muzułmańskich z lokalnego meczetu skorzystali z oficjalnego prawa, jakie obowiązuje w ich państwie, czyli prawa o bluźnierstwie, które jest usankcjonowanym przez państwo mordowaniem niewinnych ludzi. Wystarczyła plotka, kilku fałszywych świadków.

„To tragiczne wydarzenie”, powiedział ks. Rufin Anthony, biskup Islamabad/Rawalpindi, portalowi AsiaNews. „Zaatakowanie i spalenie żywcem dwóch niewinnych ludzi na podstawie domniemań, to kpina z wymiaru sprawiedliwości”.

Problem w tym, że „jesteśmy stale świadkami tego, jak tłum bierze prawo w swoje ręce. Takie przypadki nie są nigdy potępiane przez liderów religijnych”, dodał ordynariusz Islamabad/Rawalpindi. Liderów muzułmańskich oczywiście.

Tymczasem policja aresztowała 45 osób. Nikomu nie postawiono zarzutów i jak zawsze w takich przypadkach aresztowani bandyci zostaną uwolnieni. Do więzień w Pakistanie trafiają za to niewinni chrześcijanie. Są potem skazywani na karę śmierci za rzekome bluźnierstwa, jak katoliczka Asia Bibi, matka pięciorga dzieci.

Zachód do chrześcijańskich ofiar i więźniów sumienia się nie przyznaje, a islamscy bandyci, mordercy i gwałciciele małych chrześcijanek mogą dalej bezkarnie mordować, gwałcić, rabować.

Aby powstrzymać to kontrolowane ludobójstwo wyznawców Chrystusa, Pakistan powinien zostać wykluczony i odseparowany na scenie międzynarodowej, odcięty od dotacji i wsparcia gospodarczego, na przykład przez Wielką Brytanię – i byłoby to dla Pakistanu boleśnie odczuwalne. Jednak taka sytuacja byłaby możliwa, gdyby Wielka Brytania czy inne kraje Europy poczuwały się do jakiejś solidarności z prześladowanymi. Jak jednak mają się z nimi solidaryzować, skoro już dawno odcięły się od korzeni chrześcijańskich i podstawowych wartości uniwersalnych? Są obojętne i głuche na ich krzyk, na krzyk palonych żywcem chrześcijan. Nie słysząc, nie widząc, nie mówiąc, łatwiej im żyć w samozadowoleniu.

Sekciarski, zacofany i barbarzyński Pakistan jest także potrzebny Stanom Zjednoczonym do zwalczania terrorystów islamskich. A zatem nie zapowiada się żadna poprawa sytuacji chrześcijan. Ten cały absurd kładzie się cieniem na obojętnym i dopuszczającym te barbarzyństwa Zachodzie. Kładzie się cieniem na nas wszystkich.

Po Indonezji to największy kraj islamu. 97 proc. 180-milionowego społeczeństwa pakistańskiego to muzułmanie. Spośród nich, ok. 80 proc. muzułmanów to sunnici, a ok. 20 proc. to szyici. Gdzieś jeszcze wśród tych 3 proc., znajduje się miejsce dla 1,85 proc. hinduistów, 1,6 proc. chrześcijan i 0,04 proc. Sikhów. W społeczeństwie pakistańskim nie ma jednak miejsca dla mniejszości, codziennie terroryzowanych, marginalizowanych, zabijanych, mordowanych i gnębionych. Każdy, kto się za nimi wstawia, musi się liczyć, że zostanie zakatowany, zastrzelony lub fałszywie oskarżony. Niewielu tu zatem śmiałków, którzy się biją o prawdę, sprawiedliwość, wolność i demokrację. Pakistan to kraj sterroryzowany, to zakładnik talibów, fanatyków, duchownych muzułmańskich. Fikcja demokracji.

Jeżeli zaś my przechodzimy obojętnie wobec tych straszliwych informacji, jeżeli traktujemy je jako kolejne newsy, jeżeli nie potrafimy zareagować i sprzeciwić się tej hańbie, jaką jest mordowanie w biały dzień przez muzułmańską tłuszczę naszych sióstr i braci, to oznacza, że źle się z nami dzieje.

Przestaliśmy bowiem odczuwać miłość, to znaczy, że nie czujemy, a tylko ciało martwe nie oddycha, nie czuje. Święty Paweł mówi i przypomina nam, że jesteśmy Ciałem Chrystusa, mamy być żywymi świadkami miłości, a miłość Chrystusa ma nas przynaglać. Dlatego 9 listopada pamiętajmy o tych wszystkich, którzy giną za wiarę. Niech Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym, jaki wkrótce będziemy obchodzić w Kościele w Polsce, na stałe zagości w naszej codziennej modlitwie.

Dr Tomasz M. Korczyński