Drugie double-double Gortata
Czwartek, 6 listopada 2014 (13:47)Koszykarze Washington Wizards pokonali po dogrywce Indiana Pacers 96:94, odnosząc czwarte kolejne zwycięstwo w lidze NBA. Spory wkład w ten sukces miał Marcin Gortat, kóry zdobył 14 punktów i dołożył 10 zbiórek, notując drugie double-double w sezonie.
Wizards tym razem zaczęli przeciętnie. Długo nie mogli złapać właściwego rytmu, także Gortat, który z pięciu pierwszych rzutów trafił tylko jeden. Polak wybornie spisywał się jednak w defensywie. Miał pilnować jednego z asów gości, Roya Hibberta, i z tego zadania wywiązał się perfekcyjnie. W całym spotkaniu zawodnik Pacers nie trafił ani jednego rzutu z gry.
Na parkiecie wiele się działo, jednak nie wynikało to z nadzwyczajnej postawy obu ekip. Przeciwnie, jedni i drudzy popełniali sporo błędów, grali chaotycznie, aczkolwiek długo lepiej radzili sobie Wizards, którzy nawet wypracowali 12-punktową przewagę. Wtedy wydawało się, że krzywda spotkać ich nie może, a jednak pozwolili rywalom doprowadzić do remisu i dogrywki. Ogromna w tym zasługa rozgrywającego życiowy mecz Donalda Sloana (31 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek). „Czarodzieje” dogrywki obawiać się mogli, wszak w zeszłym sezonie w dodatkowym czasie gry nie radzili sobie za dobrze.
Na 12 takich przypadków zaledwie cztery rozstrzygnęli na swoją korzyść. Emocji faktycznie nie zabrakło. Po kilku świetnych akcjach Johna Walla gospodarze odskoczyli na 93:88, jednak szybko pozwolili przeciwnikom straty odrobić. Na 12 sekund przed ostatnią syreną Wall wykonywał dwa rzuty wolne. Trafił jeden, Wizards objęli prowadzenie 96:94, ale to goście przejęli piłkę. Za trzy punkty spróbował Hibbert, trafił w obręcz, piłka trafiła do Chrisa Copelanda, ale i on nie trafił. W tych szczęśliwych okolicznościach punkty pozostały w Waszyngtonie.
Gortat był trzecim strzelcem swojego zespołu i zarazem najlepiej zbierającym. W ciągu 39 minut gry zdobył 14 punktów, trafiając cztery z 10 rzutów z gry i sześć z siedmiu wolnych. Miał dziewięć zbiórek w obronie i jedną w ataku, a także asystę, przechwyt, dwa bloki i dwa faule. Gospodarzy do sukcesu poprowadził przede wszystkim Wall, z 31 punktami i 10 asystami.
Wizards mają się z czego cieszyć. Z sześciu do tej pory rozegranych meczów nowego sezonu wygrali aż pięć (wszystkie pod rząd), a tak udanie rozgrywek nie rozpoczęli od 2005 roku. Teraz zmierzą się z Toronto Raptors, którzy w pięciu spotkaniach zwyciężali czterokrotnie.
Piotr Skrobisz