• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Przewozom pasażerskim grozi paraliż

Czwartek, 6 listopada 2014 (10:09)

Z Leszkiem Miętkiem, przewodniczącym Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

 

Dziś przed Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju odbędzie się protest kolejarzy. Z jakimi problemami przybywacie do Warszawy?

- Tak naprawdę czekają nas dzisiaj dwa protesty. Pierwszy w sprawie Przewozów Regionalnych o godz. 12.00 przed Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju, a 2 godziny wcześniej wiec przed siedzibą PKP Cargo. Jeśli chodzi o Przewozy Regionalne, to protest dotyczy sytuacji, w której marszałkowie województw działają w sposób destrukcyjny, powołując swoje spółki: nieekonomiczne, nieefektywne, co sprawia, że podróżni zamiast być przyciągani korzystną ofertą, odchodzą od kolei.

Już przed rokiem pracowały zespoły, które miały za zadanie uzdrowić sytuację w sektorze Przewozów Regionalnych. W grudniu 2013 r. na prośbę ówczesnej wicepremier Bieńkowskiej odstąpiliśmy od strajku, ale niestety nie doczekaliśmy się planów koncentracji w obszarze Przewozów Regionalnych. Wynajęto firmę zewnętrzną, która w zasadzie opracowała tylko plany ćwiartowania – w rozmaitych konfiguracjach – spółki Przewozy Regionalne.

Natomiast jednym ze scenariuszy, który jest poniekąd przez nas akceptowany, chociaż jest niewystarczający, to wprowadzenie do spółki inwestora strategicznego Agencji Rozwoju Przemysłu, oddłużenie spółki, restrukturyzacja, ale również gwarancje podpisania umowy, co najmniej pięcioletniej z samorządami wojewódzkimi. Tymczasem okazało się, że na ten wariant nie zgadzają się właściciele.  

Co stoi na przeszkodzie…?

- Samorządy wojewódzkie nie zgadzają się na uzdrowienie w Przewozach Regionalnych i na restrukturyzację, co naszym zdaniem jest rzeczą niepojętą. Dlatego spotykamy się przed Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju. Oczekujemy, że minister Wasiak zainicjuje zmianę w ustawie o usamorządowieniu Przewozów Regionalnych i że w końcu zabierze marszałkom zabawki za publiczne pieniądze w postaci kolejek samorządowych.

Centrala Przewozów Regionalnych wdraża plan ratunkowy, szukając wsparcia finansowego ze strony Skarbu Państwa i zgody na takie działania u marszałków województw. Co o tym sądzą związki zawodowe?

- Owszem, zarząd chce wdrożyć plan naprawczy natomiast nie ma na to zgody marszałków. Stąd plany te nie mogą wejść w życie. Tymczasem spółka Przewozy Regionalne jest zadłużona i znajduje się na skraju bankructwa. Jako związki zawodowe chcemy rozmawiać o procesach restrukturyzacyjnych, zależy nam, aby odbywały się one z ludzką twarzą, jesteśmy też dalecy od tego, żeby kogokolwiek wyrzucać na bruk, ale chcemy ratować firmę. Niestety, nie zgadzają się na to właściciele, którzy są bardziej zainteresowani powoływaniem swoich zaściankowych spółek.

Efekt jest taki, że zdezorientowani pasażerowie się odwracają, bo nie wiedzą nawet, jaki bilet mają kupić, żeby przejechać z punktu A do punktu B, nie mówiąc już o skomunikowaniu czy też odwoływaniu połączeń, co też nie należy do rzadkości. Rzeczą niebywałą jest to, że marszałkowie województw, którzy są właścicielami spółek, których obowiązuje Kodeks Spółek Handlowych i dbałość o firmę, którą zarządzają, tak naprawdę szerzą destrukcję. Dlatego naszym zdaniem nie ma innego wyjścia jak zmiana ustawy o usamorządowieniu Przewozów Regionalnych i odejściu od sytuacji, kiedy marszałkowie są zarówno organizatorami, jak i zamawiającymi usługi przewozowe.

Czy w tej sytuacji strajk kolejarzy jest coraz bardziej realny?

- Strajk jest zawsze ostatecznością. Oczywiście, jeżeli nie uzyskamy wsparcia ministerstwa w kwestii zmiany ustawy o usamorządowieniu Przewozów Regionalnych, to podejmiemy taką decyzję. Mamy spełnione wymogi formalne natomiast w tej chwili pasażerowie bardziej niż strajku kolejarzy powinni się obawiać strajku marszałków. Jak dowiedzieliśmy się, tych marszałków, którzy podpisali porozumienie o restrukturyzacji i oddłużeniu, nazwano łamistrajkami, czyli dzisiaj doświadczamy strajku marszałków. Myślę, że w tej sytuacji podróżni bardziej powinni się obawiać strajku marszałków.

A zatem czego możemy się spodziewać jako podróżni?         

- Nie martwmy się na zapas. Przed nami demonstracja przed Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju, gdzie zostanie złożona petycja do minister Wasiak. Mamy nadzieję, że pani minister zareaguje przynajmniej deklaracjami realnych rozmów i negocjacji w celu uzdrowienia sytuacji w sektorze samorządowych spółek przewozowych. Tego właśnie oczekujemy.

W końcu minister Wasiak jest do tego przygotowana, przecież wywodzi się z kolei i nie musi się zapoznawać z zagadnieniami, bo doskonale zna te realia. Mamy nadzieję, że podejmie słuszną decyzję. Zdajemy sobie również sprawę, że nie są to decyzje, które się podejmuje w 5 minut, ale przynajmniej deklaracja podjęcia rozmów w tej sprawie powinna paść, bo z marszałkami nie mamy już o czym rozmawiać. Powtórzę to jeszcze raz: marszałkowie są bardziej zainteresowani radami nadzorczymi i zarządami swoich spółek, które mogą obsadzać, niż interesem podróżnych.

Nie jest to przypadkiem określenie nieco na wyrost…?  

- Jak inaczej to nazwać, skoro są odwoływane połączenia, a spółki, które powstają, są droższe niż same Przewozy Regionalne.

Czy to, co określa Pan jako atut minister Wasiak, a więc fakt, że wywodzi się ze środowiska kolejowego, paradoksalnie może okazać się przeszkodą w osiągnięciu korzystnego porozumienia?  

- Nie wiem. Pamiętam natomiast ministrów, którzy zarządzali koleją, a którym trzeba było tłumaczyć, jaka jest różnica między lokomotywą a wagonem. Minister Wasiak zna te kwestie, jest jak mniemamy przygotowana, pytanie tylko, jaką decyzję polityczną podejmie.

My uważamy, że nie można dłużej tolerować patologii uprawianej przez marszałków za publiczne pieniądze. Zresztą aż dziw bierze, że Regionalne Izby Obrachunkowe nie interesują się racjonalnością wydawania środków publicznych w tym zakresie. Nie możemy dopuścić, aby dalej była kontynuowana destrukcja. Proszę sobie wyobrazić, że właściciele nie zgadzają się nawet na procesy restrukturyzacyjne i oddłużenie spółki.

To jest rzecz niepojęta. Wynika to jednak z ustawy o usamorządowieniu Przewozów Regionalnych, która sama w sobie jest błędem, dlatego oczekujemy decyzji Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju zmierzającą do uzdrowienia tej chorej sytuacji. No, chyba że minister Wasiak uzna, że wolnoamerykanka jest dozwolona, a wówczas już nie tylko spółki wojewódzkie, ale być może także powiatowe będą zarządzały przewozami regionalnymi. Byłoby to jednak załamanie całego rynku kolejowego w Polsce. Wystarczy tylko przypomnieć, że z usług kolei regionalnych dziennie korzysta aż 70 proc. wszystkich podróżnych, którzy korzystają z usług kolejowych. Jeżeli ci ludzie się odwrócą, to będziemy mieli strach również w Intercity.

Wówczas należałoby sobie zadać pytanie: po co są remontowane linie kolejowe, skoro nie będą po nich jeździły pociągi? To nie jest moje czarnowidztwo. Przykładem mogą być Koleje Śląskie, które dzisiaj realizują tylko 40 proc. pracy przewozowej nowego Śląskiego Zakładu Przewozów Regionalnych. Aż 60 proc. pociągów zostało odwołanych, a spółka jest 50 proc. droższa niż Zakład Przewozów Regionalnych i to jest efekt złej polityki, i to w skali jednego regionu. Ludzie nie mają połączeń codziennego użytku, firmy są drogie dla samorządów, nie ma skomunikowań, a pasażerowie nie wiedzą, jaki bilet kupić i odchodzą od kolei. Tego systemu nie można dłużej tolerować. Nie można też dopuścić, aby ta epidemia rozszerzała się na inne regiony.

Jak dużej grupy kolejarzy można spodziewać się podczas protestu w Warszawie?             

- Spodziewam się ok. tysiąca protestujących. Będą to przede wszystkim pracownicy spółki Przewozy Regionalne, ale również pracownicy innych spółek kolejowych, którzy dostrzegają problem i przyjadą, aby wyrazić solidarność z nami. Zapraszaliśmy i wciąż zapraszamy również podróżnych, których ta patologiczna sytuacja dotyka najbardziej i którzy są niezadowoleni ze świadczonych obecnie usług w przewozach regionalnych.

Przypomnę tylko, że duża pikieta o godz. 12.00 odbędzie się przed Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju. Natomiast o godz. 10.00 planowany jest wiec pod PKP Cargo. Dotyczy on sporu zbiorowego, chodzi o to, że zarząd PKP Cargo nie chce prowadzić konstruktywnego dialogu ze związkami zawodowymi. Dba wyłącznie o akcjonariuszy, nagradzając ich niebotycznymi dywidendami, natomiast na pracowników nakłada się nowe obowiązki, nie płacąc za to. Mamy więc problem z dialogiem społecznym, efektem czego jest spór zbiorowy i protest przed siedzibą spółki PKP Cargo w Warszawie przy ul. Grójeckiej 17.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki