• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Wyborcze „zatroskanie”

Środa, 5 listopada 2014 (16:43)

W ciągu ostatnich kilku miesięcy sytuacja wszystkich kredytobiorców w walutach obcych uległa wyraźnemu pogorszeniu, ponieważ złoty dewaluuje się w stosunku do pozostałych jednostek. Dlatego Janusz Piechociński, minister gospodarki, planuje spotkać się z przedstawicielami banków, aby zaproponować im przełożenie spłat rat kredytu tzw. frankowiczów.

Ta rzekoma troska wynika z zaplanowanego na koniec listopada referendum, w którym Szwajcarzy mają zdecydować o tym, czy rezerwy walutowe tego kraju mają być przynajmniej w 20 proc. zdenominowane w złocie. Eksperci przewidują, że gdyby zagłosowali na „tak”, to będzie to jednoznaczne z umocnieniem szwajcarskiej waluty w stosunku do innych. W takiej sytuacji kurs franka może wynieść aż 4 złote.

Czerwcowa analiza Komisji Nadzoru Finansowego pokazała, że już w tamtym okresie ok. 40 tys. dłużników nie obsługiwało w terminie swoich kredytów. Problem polega na tym, że kiedy decydowali się na pożyczkę, frank kosztował 2-2,5 zł, a w tej chwili jego kurs wynosi aż 3,5 zł. W związku z tym – mimo spłat kolejnych rat – rośnie wartość kredytów i jednocześnie spada wartość nieruchomości, pod które były one brane.

Moim zdaniem, rządzący są zobowiązani do przedstawienia konkretnej propozycji wsparcia „frankowiczów”. Jednak nie sądzę, żeby indywidualne rozmowy wicepremiera z bankami jakkolwiek pomogły rozwiązać ten problem. Rozsądnym pomysłem byłoby ustalenie stałego kursu franka, który będzie obowiązywał dla kredytobiorców, natomiast różnica pomiędzy stawkami powinna zostać zamrożona na oddzielnym rachunku, który ktoś będzie musiał obsługiwać. W domyśle tym „kimś" może być budżet państwa.

Mniej więcej takie rozwiązania zastosowano ponad rok temu na Węgrzech, które przyniosły oczekiwany skutek. W odpowiednim momencie Węgrzy podeszli poważnie do tego problemu, a w tym czasie w polskich mediach z nich drwiono. Teraz wszystko wskazuje na to, że w Polsce trzeba będzie sięgnąć po podobne środki, bo inaczej dziesiątki tysięcy młodych ludzi znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji.

Dr Zbigniew Kuźmiuk