Wizards nie zwalniają tempa
Środa, 5 listopada 2014 (15:58)Choć Marcin Gortat tym razem specjalnie nie zachwycił, jego koledzy wzięli sprawy w swoje ręce i ekipa Washington Wizards mogła cieszyć się z trzeciego w nowym sezonie zwycięstwa na parkietach NBA. Tym razem pokonała na wyjeździe New York Knicks 98:83.
W zasadzie to dziwne było to spotkanie. Wizards zaczęli bardzo źle, w pierwszej połowie dając się rywalom zdominować. Nie potrafili znaleźć właściwego rytmu, słabo grał Gortat, który w poprzednich spotkaniach błyszczał i zdobywał średnio przeszło 19 punktów. „Czarodzieje” byli nieskuteczni, kiepsko radzili sobie pod tablicami i tylko słabości rywali zawdzięczali, że po dwóch kwartach przegrywali zaledwie pięcioma „oczkami”. W przerwie w szatni gości musiało być ostro, trener Randy Wittman musiał powiedzieć podopiecznym sporo mocnych słów, bo ci wrócili na parkiet całkowicie odmienieni. Początek trzeciej odsłony wygrali aż 14:3 i stało się jasne, że znów są tą samą drużyną, co w poprzednich dwóch meczach. Z jedną tylko różnicą: wtedy błyszczeli ci, na których wszyscy najbardziej liczą, a teraz rezerwowi. Dziś gracze wchodzący z ławki rzucili łącznie aż 41 punktów i to był ten element, którym Wizards rywali znokautowali. Środkowy Kevin Seraphin uzyskał 15 punktów, trafiając sześć z siedmiu rzutów z gry i wszystkie trzy wolne, 38-letni rozgrywający Andre Miller dorzucił 12 pkt, a Drew Gooden – 10. Koncertowo radzący sobie goście trzecią kwartę wygrali 32:15, w kolejnej nie zwolnili i po raz trzeci w sezonie mogli cieszyć się z efektownej wygranej.
Gortat mógł więc się cieszyć, choć ze swojej gry tym razem mniej. Na boisku spędził tylko 22 minuty, więc zdecydowanie mniej niż w poprzednich spotkaniach. Pod koniec trzeciej kwarty popełnił czwarty faul i Wittman posadził go na ławce, z której Polak już nie wstał. Nie było takiej potrzeby, bo koledzy radzili sobie wybornie. W całym spotkaniu łodzianin oddał tylko sześć rzutów, trafił połowę z nich. Do tego dodał siedem zbiórek (pięć w obronie i dwie w ataku), a także po dwie asysty i straty.
Wizards z czterech dotychczasowych meczów trzy wygrali, a tak udanie sezonu nie rozpoczęli od 2005 roku. W kolejnym pojedynku zmierzą się z Indiana Pacers, która z kolei może się pochwalić dorobkiem odwrotnym. „Czarodziejom” nadarzy się zatem okazja do rewanżu, bo w poprzednich rozgrywkach właśnie Pacers wyeliminowali ich w półfinale Konferencji Wschodniej.
Piotr Skrobisz