• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Emocje do końca

Poniedziałek, 3 listopada 2014 (22:12)

Choć Lewis Hamilton kroczy w Formule 1 od zwycięstwa do zwycięstwa, nie może być pewny mistrzowskiego tytułu do ostatnich metrów ostatniej eliminacji. Wszystko przez pewną nowinkę w regulaminie.

Na razie pewne jest jedno: mistrzem zostanie kierowca Mercedesa. Zespół ten sezon zdominował w stopniu absolutnym, rywalom pozwalając na chwilę radości niezmiernie rzadko, tylko w „wyjątkowych” okolicznościach. Długo na szczycie znajdował się Nico Rosberg, który jeździł nie tylko świetnie, ale i dysponował praktycznie bezawaryjnym bolidem. Jego kolega z teamu, Hamilton, miał z autem więcej problemów, przez które nie dojechał nawet do mety kilku eliminacji. W końcu jednak kłopoty Brytyjczyka minęły, a pogoń za Niemcem przybrała obraz... niechciany przez ich pracodawców.

Emocje zenitu sięgnęły w Belgii, gdy Hamilton oskarżył publicznie Rosberga o celowe spowodowanie wypadku, który wyeliminował go z rywalizacji. Stosunki między kierowcami, i tak dość zimne, stały się lodowate, Lewis nawet zawiesił rozmowy z zespołem na temat przedłużenia kontraktu. Minęło jednak kilka miesięcy i to Hamilton znajduje się w dużo lepszym humorze i jest bliżej tytułu.

W niedzielę w Austin wygrał Grand Prix USA. Było to jego piąte z rzędu i dziesiąte w sezonie zwycięstwo. Do tej pory kierowca, który w jednym roku mijał pierwszy metę co najmniej dziesięć razy, zawsze zostawał mistrzem świata. Teraz nie jest to pewne, choć Lewis wyprzedza najgroźniejszego i jedynego konkurenta o 24 punkty, a przed nimi pozostały jeszcze dwa wyścigi. Wszystko dlatego, że ostatni z nich, w Abu Zabi, będzie punktowany podwójnie. Czyli nawet jeśli Hamilton 9 listopada okaże się najlepszy w Brazylii, a Rosberg nie zdobędzie punktów, nic jeszcze się nie rozstrzygnie. W Abu Zabi Niemiec będzie mógł jeszcze się zrewanzować i awansować na pierwsze miejsce. To gwarantuje emocje do ostatniego metra ostatniej eliminacji, jednocześnie budząc spore kontrowersje.

- Mamy świadomość, że ostatni wyścig może przyćmić całoroczny wysiłek jednego kierowcy, a ludziom może się nie spodobać, że tytuł wywalczy ktoś, kto w ich opinii na to mniej zasługiwał – powiedział Toto Wolff, szef Mercedesa. Miał na myśli fakt, że Hamilton w tym roku wygrywał już dziesięciokrotnie, a Rosberg tylko cztery razy. Oczywiście nie znaczy to, że zespół ma zamiar faworyzować Brytyjczyka, który w niedzielę został trzecim w historii kierowcą, który w jednym sezonie był najlepszy co najmniej dziesięć razy. Przed nim sztuki tej dokonali tylko Niemcy, Michael Schumacher i Sebastian Vettel. Mercedes może natomiast pobić rekord w liczbie dubletów, należący od 1988 roku do McLarena. Brazylijczyk Ayrton Senna i Francuz Alain Prost mijali metę na dwóch pierwszych pozycjach dziesięciokrotnie, czyli tyle razy, co Hamilton i Rosberg w 2014.

- To wyjątkowe uczucie posiadać tak niesamowity bolid, niesamowity zespół i mieć tak niewiarygodną serię wyników – przyznał Hamilton, który oczywiście nie wyobraża sobie innego scenariusza niż pozytywny. Czyli mistrzowski. Rosberg mu jednak nie odpuści. – Jest coraz trudniej, ale nadal mam szansę na tytuł, a wszystko jeszcze może się zdarzyć. Do końca będę naciskał z całych sił, tak jak zawsze – podkreślił. Hamilton będzie mistrzem, jeśli wygra oba ostatnie wyścigi. Będzie nim, jeśli w Brazylii zajmie miejsce nie gorsze niż trzecie, a w Abu Zabi drugie. To pewnik. Rosberg, marząc o tytule, musi zdobyć 25 punktów więcej od Brytyjczyka...

Piotr Skrobisz