• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Klasa Lewandowskiego

Niedziela, 2 listopada 2014 (12:45)

Po meczu Bayernu Monachium z Borussią Dortmund Robert Lewandowski równie dużo co o swojej grze i bramce mówił o trudnej sytuacji BVB, wyrażając nadzieję, że jego były klub wkrótce się podniesie.

Dla Lewandowskiego było to szczególne spotkanie. Przygodę z Bundesligą rozpocząl w barwach Borussii. Zagrał dla niej kilkadziesiąt fantastycznych spotkań, strzelił mnóstwo bramek, zdobył mistrzostwo Niemiec i dotarł do finału Champions League, sięgnął wreszcie po koronę która strzelców Bundesligi. To pod okiem Juergena Kloppa stał się gwiazdą europejskiego formatu, zawodnikiem, o którego walczyły największe firmy kontynentu, z Realem Madryt i Manchesterem United na czele. Polak postawił jednak na Bayern i na każdym kroku podkreśla, że to był dobry wybór. W takim właśnie tonie wypowiadał się po hicie Bundesligi, opowiadając, jak bardzo cieszy się z gry w Monachium i jest z tego powodu szczęśliwy. W sobotę miał jeszcze dwa kolejne powody do radości. Ale po kolei.

Mecze Bayernu z Borussią są szlagierami Bundesligi, w ostatnich latach nabierały jeszcze większego znaczenia, bo sezon w sezon obie te ekipy rywalizowały ze sobą o mistrzowski tytuł, spotykały się w finale Pucharu Niemiec i finałe Ligi Mistrzów. Tym razem jednak dzieli je przepaść, czego nikt nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć. Bayern na krajowym podwórku kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, prowadzi w tabeli, jeszcze nie przegrał.

Borussia natomiast wpadła w totalny dołek, do sobotniego starcia przystępując po serii czterech kolejnych porażek. Tymczasem w pierwszej połowie meczu na Alianz Arenie to goście dominowali, grając jak za najlepszych swych czasów. Dortmundczycy byli fantastycznie zorganizowani, realizowali wszystkie założenia taktyczne, nie odstępowali nawet na krok, a przede wszystkim prowadzili. Gola zdobył Marco Reus, czyli ten, o którym spekuluje się, iż wkrótce może przeprowadzić się do stolicy Bawarii.

– To była najlepsza od dawna pierwsza połowa w naszym wykonaniu. W drugiej nie potrafiliśmy niestety poradzić już sobie z presją. Za mało graliśmy w piłkę, zachowywaliśmy się zbyt pasywnie – przyznał Klopp.

Kiedy po przerwie Bayern ruszył do szturmu, dortmundczycy się pogubili. Długo jednak dopisywało im szczęście, aż w 72. minucie Lewandowski płaskim strzałem zza linii pola karnego doprowadził do wyrównania. Polak nie okazał jednak specjalnej radości, co było natularne, pamiętając, ile łączy go z poprzednim pracodawcą. W ogóle „Lewy” zagrał w sobotę bardzo dobrze. Był szalenie aktywny, uczestniczył w wielu groźnych akcjach, oddał kilka dobrych strzałów, z których przynajmniej jeszcze jeden powinien zakończyć się golem. Zebrał znakomite noty, a widownię miał wyjątkową, bo transmisja ze spotkania była przekazywana do przeszło dwustu krajów na całym świecie. Decydujący moment miał miejsce w 85. minucie, gdy w polu karnym Borussii padł Franck Ribery, a sędzia dopatrzył się faulu, co za chwilę wykorzystał Arjen Robben. Kto wie, jaki by jednak padł wynik, gdyby nie kontuzja Matsa Hummelsa. Najlepszy obrońca BVB dotrwał tylko do przerwy, zastąpił go Neven Subotić, który miał ogromny udział przy obu trafieniach dla Bawarczyków.

Po zakończeniu spotkania Lewandowski raz jeszcze pokazał klasę. Tym razem jako człowiek. – Mecz odbywał się w szczególnym dniu, więc swojego gola chciałbym zadedykować zmarłemu tacie – przyznał, dodając, że wciąż przejmuje się losem byłego klubu. – Nie wiem, dlaczego Borussia spisuje się tak słabo, mam jednak nadzieję, że od teraz zacznie zwyciężać. To wciąż świetna drużyna, co pokazuje choćby w Lidze Mistrzów. Na pewno zasługuje na to, by i w Bundeslidze znaleźć się w ścisłej czołówce – zaznaczył.

Na razie jednak Borussii bliżej do... spadku niż podium. Spadła na 16. miejsce w tabeli, ma na koncie tylko siedem punktów. Prowadzący Bayern zgromadził ich 24.

Piotr Skrobisz