• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Wniebowstąpienie

Sobota, 1 listopada 2014 (11:34)

Drodzy Czytelnicy!

Zachęcamy do odprawienia nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca. Wynagradzajmy za obelgi i bluźnierstwa, jakimi znieważane jest Niepokalane Serce Maryi.

Dzisiaj, w pierwszą sobotę września, zamieszczamy rozważanie pomocne w wypełnieniu jednego z warunków nabożeństwa – 15-minutowej medytacji, o którą prosiła Maryja w Fatimie.

Redakcja „Naszego Dziennika”

 

Warunki nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca

1. Spowiedź

2. Komunia Święta

3. Część Różańca

4. Piętnastominutowe rozmyślanie nad wszystkimi tajemnicami różańcowymi albo nad jedną wybraną tajemnicą


 

Medytacja na pierwszą sobotę

Święty Łukasz w swojej Ewangelii mówi, że po powrocie z Jerozolimy, po odnalezieniu dwunastoletniego Jezusa w świątyni, chowałaś, Maryjo, wiernie wszystkie te wspomnienia w swoim sercu (por. Łk 2,51), zaś po pokłonie pasterzy, gdy wszyscy dziwili się temu, co im pasterze opowiadali, Ty nie tylko zachowywałaś, ale i rozważałaś w sercu wszystkie te sprawy (por. Łk 2,19).

Zachowywałaś i rozważałaś

Twoje życie było ciągłą kontemplacją. W Nazarecie pochylona nad domowymi pracami, w samotności, po odejściu Jezusa, wspominasz to wszystko, co się wydarzyło w Twoim życiu i pod natchnieniem Ducha Świętego, którego byłaś pełna od dnia zwiastowania, powoli dochodzisz do zrozumienia tych wszystkich spraw nadprzyrodzonych, w których z woli Boga uczestniczyłaś. Jezus był daleko, nauczał gdzieś w Jerozolimie, może w Kafarnaum, może gdzie indziej. Martwiłaś się, bo słyszałaś, że źli ludzie knują podstępy przeciw Niemu i chcą Go zabić. Modliłaś się, wspominałaś i znów powracałaś do modlitwy, prosząc Ojca, by stała się Jego wola, która zarazem była wolą Twojego Syna. Wiedziałaś dobrze, że jaką by nie była ta wola, jest ona czymś najlepszym, najsłuszniejszym i najmądrzejszym. Byłaś posłuszna. Nie chciałaś wpłynąć na tę odwieczną wolę, ale prosiłaś, by się spełniła.

Ta Twoja samotność nazaretańska wśród krewnych i sąsiadów, którzy ani Ciebie, ani Twoich myśli nie rozumieli, była Twoim cierpieniem. Pamiętałaś proroctwo Symeona, że Twojemu Synowi ludzie sprzeciwiać się będą i że Twoją duszę miecz przeniknie (por. Łk 2,34). Wspominałaś, jak mieszkańcy Nazaretu chcieli Go zabić i wyrzucili Go spośród siebie. Jezus wtedy odszedł i już nigdy nie powrócił. Rozważałaś te wydarzenia, ale i słowa, które wypowiedział, nauczając tłumy, także i te słowa, które były przeznaczone tylko dla Ciebie, gdy rozmawialiście ze sobą sam na sam, na osobności.

Twoje życie było kontemplacją

O czym rozmyślałaś, gdy wraz z apostołami w Wieczerniku oczekiwałaś obiecanego Pocieszyciela? Co rozpamiętywałaś, przebywając pod opieką Jana, wśród obcych, gdzieś w dalekim Efezie? Co czuło Twoje serce, gdy z rąk Jana otrzymywałaś chleb i wino, które stało się Ciałem i Krwią Twojego Syna, które On przecież otrzymał od Ciebie, swojej Matki? Kto zdoła to zgłębić, kto zdoła zrozumieć te uczucia, które przepełniały Twoje Niepokalane Serce? Kto zdoła pojąć wzruszenie i żal, że ci, którzy uwierzyli słowom Jezusa i z Jego woli stali się Twoimi dziećmi, oddają życie na rzymskich arenach?

Było też takie jedno szczególne wydarzenie, nad którym bez wątpienia zatrzymywała się Twoja myśl: moment wniebowstąpienia. Było to zarazem ostatnie ukazanie się Jezusa zmartwychwstałego uczniom. Chwila tak ważna dla rodzącego się Kościoła, którego Ty zostałaś Matką i Opiekunką.

W czterdzieści dni po zmartwychwstaniu i po licznych spotkaniach ze swoimi uczniami, Jezus wstąpił do Nieba, a oni z radością powrócili do Jerozolimy. Z radością? Możemy zapytać: skąd ta radość? Z ludzkiego punktu widzenia powinni być raczej smutni. Skończyły się spotkania z Jezusem, skończyły się rozmowy tak bardzo podnoszące ich na duchu i dające im uczucie prawdziwego szczęścia. Skąd zatem ta radość? Bez wątpienia z powodu dwóch obietnic, które im dał. Pierwsza, to obietnica zesłania Ducha Pocieszyciela, który ich umocni, wyjaśni to, czego nie rozumieli, poprowadzi ich przez życie i będzie ostoją w trudnościach i wątpliwościach. Druga obietnica była nie mniej ważna i radosna, a którą Jezus wyraził słowami: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). A więc pomimo tego, że wstąpił do Nieba, pozostaje z nami i nas nie opuszcza. I nigdy nas nie opuści. Będąc wieczyście i nierozerwalnie zjednoczony z Trójcą Świętą jako Jej Druga Osoba, On, poprzez swoje Ciało, które wstąpiło do chwały Niebios, jest zarazem zjednoczony z nami, ze swoim Kościołem, z ziemią.

Co to znaczy, że Jezus wstąpił do Nieba?

Ty to wiesz najlepiej, Jego i nasza Matko. To nie oznacza, że został On przeniesiony w jakieś inne miejsce, ale raczej, że wstąpił w jakiś inny „wymiar”, do którego nie dociera nasza wyobraźnia, ponieważ na ziemi nie istnieje nic takiego, z czym by można porównać tę nową sytuację. Wstąpić do Nieba oznacza wstąpić do Ojca, do Boga, być w Niebie, znaczy dla nas, ludzi, przebywać blisko Boga, żyć w Bogu. Dlatego ci, co tu, na ziemi, żyją w autentycznej jedności z Bogiem, są z Nim duchowo zjednoczeni już teraz, w życiu doczesnym mogą doświadczyć jak gdyby „przedsmaku nieba”, żyć jak gdyby w jego przedsionkach i zaznać zadatku szczęścia niebieskiego. To Ty, Matko, byłaś wśród ludzi tą, która najbardziej ze wszystkich doświadczyła życia tu, na ziemi, i życia tam, w zupełnym zjednoczeniu z Chrystusem, z Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym. Czy te obietnice nie były dla Jego uczniów dostatecznym powodem tej radości, którą nieśli ze sobą do Jerozolimy, do braci, do rodzącego się Kościoła? Jak nikt inny rozumiałaś ich uczucia i radość.

Jezus wstąpił do Nieba, aby przygotować nam miejsce, ponieważ w domu Ojca Jego jest mieszkań wiele (por. J 14,2). Przygotować nam miejsce w Niebie to znaczy nauczyć nas, jak żyć w zjednoczeniu z Bogiem, by potem jak On wstąpić do Ojca.

Czasem wyobrażamy sobie Niebo w sposób zbyt materialny, nieco dziecinny. Myślimy –Ty wiesz o tym, Matko – że Niebo znajduje się gdzieś bardzo daleko, poza światem, i dlatego jest ono czasem dla wielu czymś jakby nierealnym. Tymczasem królestwo niebieskie jest w pierwszym rzędzie w nas samych, w naszej duszy i sercu. Myślimy, że Niebo możemy osiągnąć dopiero po śmierci, podczas gdy w rzeczywistości śmierć utrwala jedynie rzeczywistość zastaną. Jeśli żyjemy w przyjaźni z Chrystusem – przechodzimy do Domu Ojca. Jeśli żyjemy bez Boga, jeśli żyjemy tylko dla nas samych – przechodzimy w wymiar bez Boga, bez miłości, bez nadziei, bez sensu. I to jest piekło, potępienie wieczne, które nie jest wyrokiem wymierzonym nam przez Boga, będącego przecież Miłością, ale jest losem, który został wybrany dobrowolnie przez nas samych i skutkiem naszego życia bez sensu. Jakże bolejesz, jak cierpisz, Maryjo, z powodu tych, którzy ten los sami sobie gotują! Ile łez wylewasz z ich powodu, ponieważ często podczas Twych objawień ukazujesz się płacząca. Jakże gorąco prosisz nas, do których kierujesz swoje apele, o modlitwę za biednych grzeszników, bo wielu jest takich – mówiłaś to w Fatimie – którzy idą na zatracenie, bo nie było nikogo, kto by się za nich modlił. To prawda, że nawet sam Bóg nie może przezwyciężyć złej woli ludzi ani pokonać zatwardziałości ich serc. Nawet Twój Syn, Jezus, nie zdołał nawrócić niektórych faryzeuszów. Ale Bóg może, jeśli Go będziemy o to prosić, dać jakąś szczególną łaskę, jakiś impuls, który mógłby wstrząsnąć grzesznikiem i doprowadzić go do nawrócenia, ożywić jakąś resztkę dobrej woli ukrytej głęboko w duszy pod grubą warstwą zła i grzechu. O taką modlitwę nas prosisz. Dajesz nam tę nadzieję, która może przezwyciężyć nawet rzeczy niemożliwe: zbawienie opornych.

Chrystus wstąpił do Nieba, a my, jak Jego apostołowie, pozostajemy tu, na ziemi. Ale nie możemy trwać jedynie z oczami wzniesionymi do Nieba. Mamy również pracować nad tym, by Królestwo Boże zapanowało na ziemi. Taki jest sens słów, które dwaj mężowie w białych szatach skierowali do uczniów, patrzących w Niebo za odchodzącym Panem: „Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus wzięty od was do nieba, przyjdzie do was tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,11). Przyjdzie i zażąda rachunku z powierzonych nam zadań, jak ewangeliczny gospodarz zażądał od swoich sług rozliczenia się przed nim z powierzonych im dóbr. Ty pierwsza, Matko, wzięłaś sobie do serca te słowa. Zarówno wtedy, gdy przebywałaś jeszcze na ziemi, wspierałaś apostołów swoimi modlitwami, aby nie ustali w wierności, jak i teraz, będąc już w Niebie, modlisz się i orędujesz za Kościołem Twojego Syna i jesteś czujna na najmniejsze nawet nasze potrzeby służące zbawieniu i nieustannie bronisz swoje dzieci od niebezpieczeństw i napaści złego ducha. Dlaczego wpatrujecie się w Niebo? – zapytali dwaj mężowie w białych szatach. Możemy im odpowiedzieć, że powinniśmy przecież wpatrywać się w Niebo, tęsknić za nim i pracować dla niego. Tak, ale to nie wystarczy. Mamy również spoglądać na ziemię i pracować dla niej. Co to znaczy: pracować dla ziemi? Mamy ją udoskonalać. Mamy niejako kontynuować dzieło stworzenia i przygotowywać ją na tę chwilę, kiedy wszystko zostanie przemienione i odnowione w Chrystusie, kiedy nastanie nowe Niebo i nowa ziemia (por. Ap 21,1).

Udoskonalać świat, to zbliżać go do Boga

Wielu jednak uważa udoskonalenie świata jako postęp wyłącznie materialny. Tymczasem, w rozumieniu chrześcijańskim udoskonalać świat, to czynić człowieka coraz bardziej doskonałym, poprawiać relacje, jakie istnieją między ludźmi: uczyć ich, jak żyć jako brat, jako przyjaciel, jako dobry sąsiad, uczciwy pracownik, sprawiedliwy pracodawca. Dlatego spełnia lepiej wolę Bożą ten, kto służy tym dobrym relacjom, nawet gdyby nie czuł się zbyt religijny, niż ten, kto by się deklarował jako człowiek wierzący, a żył w sposób egoistyczny, nie dbając o innych albo nawet ich krzywdząc. Przecież Pan Jezus powiedział jasno: „Nie każdy, który Mi mówi: ’Panie, Panie’ wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21).

Jezus wysyła swoich uczniów, wysyła nas wszystkich, abyśmy ewangelizowali siebie i innych, to znaczy wcielali we własne życie oraz w życie naszych środowisk radosną nowinę, że jesteśmy dziećmi Bożymi, a więc braćmi między sobą. Maryjo, która nieustannie pracujesz w Niebie, by ta nowina rozszerzała się na ziemi. Maryjo, która jesteś Królową Apostołów, spraw, abyśmy uwierzyli w to, że jest możliwe przemienić społeczność wilków, jaką nieraz ona nam się przedstawia, w środowisko prawdziwych braci i przyjaciół. Niechaj Twój Syn to sprawi, On, który zapewnił nas: „Ja będę z wami aż do skończenia świata” (por. Mt 28,20).


Drodzy Czytelnicy!

Zachęcamy do odprawienia nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca. Wynagradzajmy za obelgi i bluźnierstwa, jakimi znieważane jest Niepokalane Serce Maryi.

Przed pierwszą sobotą listopada zamieszczamy rozważanie pomocne w wypełnieniu jednego z warunków nabożeństwa – 15-minutowej medytacji, o którą prosiła Maryja w Fatimie.

Ks. Andrzej Gładysz SAC