• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Ostrovia blisko sensacji

Środa, 29 października 2014 (19:17)

Było blisko supersensacji, ale ostatecznie do niej nie doszło. Ostrovia Ostrów Wielkopolski przegrała z Cracovią Kraków 1:2 (1:1, 0:1) w 1/8 piłkarskiego Pucharu Polski i pożegnała się z rozgrywkami, których była rewelacją.

Ostrovia na co dzień występuje w trzeciej lidze, Cracovia w ekstraklasie. Już sam ten fakt powodował, że jedną niewiadomą dzisiejszego starcia powinny być rozmiary zwycięstwa „Pasów”. Goście mieli jednak podstawy do ostrożności, szczególnie że ich rywale w poprzedniej rundzie wyeliminowali sensacyjnie Ruch Chorzów, a wcześniej wyżej od siebie notowane Górnika Wałbrzych i Puszczę Niepołomice.

Choć pojedynek rozpoczął się o godzinie 12.00, a więc bardzo nietypowo jak na piłkarskie rozgrywki, na trybunach stadionu w Ostrowie zjawiło się około 7 tysięcy widzów. Gospodarze chcieli zresztą spotkanie przełożyć na 11 listopada, aby mogli je obejrzeć ci, którzy na co dzień normalnie pracują, nie miały nic przeciwko Cracovia i PZPN, ale zgody nie wydał Polsat, który przeprowadzał z niego transmisję.

Robert Podoliński, trener „Pasów”, dał szansę kilku dublerom, jednak nawet biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, był przekonany o sukcesie swojej drużyny. Tymczasem miejscowi od początku walczyli bez kompleksów i nie pozwalali faworytom na wiele. Owszem, krakowianie przewyższali ich umiejętnościami i kulturą piłkarską, ale pod względem woli walki i ambicji mogli wiele od przeciwników się nauczyć. Goście dopiero po pół godzinie uzyskali widoczniejszą przewagę, którą udokumentowali w 45 minucie efektowną bramką Bartosza Kapustki.

Po przerwie Ostrovia nie miała już czego bronić, ruszyła do ataku i długimi fragmentami kibice przecierali oczy ze zdumienia. Na boisku nie było bowiem widać różnicy między ekipą z trzeciej ligi, a ekstraklasową. Miejsowi nacierali i wreszcie dopięli swego. W 71. minucie po dośrodkowaniu Damian Czech doprowadził do wyrównania, ale na tym piłkarze „Kopciuszka” nie chcieli poprzestać. Niedługo później Michał Giecz trafił w słupek, a Tomasz Kempiński w poprzeczkę! Krakowianie wyglądali na zagubionych we mgle, Podoliński łapał się za głowę, ale na nic to się zdawało. W ostatnich sekundach Kempiński umieścił wreszcie piłkę w bramce „Pasów”, stadion eksplodował z radości, ale sędzia Jarosław Przybył dopatrzył się jego faulu i gola nie uznał. Bardzo kontrowersyjna to była decyzja, gdyby grę puścił, chyba nikt nie miałby o to do niego pretensji.

Doszło zatem do dogrywki, w której Cracovia zadała decydujący cios. W 98. minucie Dariusz Zjawiński strzałem głową ustalił wynik spotkania na 2:1 dla faworyta. Gospodarze, choć ambitnie próbowali, nie zdołali już wyrównać. Pożegnali się z rozgrywkami, ich sen się skończył, jednak zasłużyli na wielkie słowa uznania. A „Pasy” miały masę szczęścia...

Piotr Skrobisz