• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Depresja Andersona

Środa, 29 października 2014 (18:54)

Matthew Anderson, jeden z najlepszych siatkarzy świata, postanowił przerwać karierę sportową. – Mam depresję, jestem zmęczony sportem i ciągłą rozłąką z najbliższymi – wyjaśnił Amerykanin swoją zaskakującą decyzję.

Anderson ma 27 lat i występował na pozycji przyjmującego. Od kilku sezonów stanowił o sile reprezentacji swojego kraju. W 2011 roku był jej najlepiej punktującym zawodnikiem w Lidze Światowej, Pucharze Świata oraz mistrzostwach Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów. W kolejnym roku został wybrany na najlepszego siatkarza turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Londynie w strefie NORCECA, a z narodową drużyną zajął drugie miejsce w Lidze Światowej. W ostatnim sezonie te rozgrywki z nią wygrał.

Od 2008 roku występuje za granicą. Najpierw w Korei Południowej, potem we Włoszech, a od sezonu 2012/2013 w słynnym Zenicie Kazań, jednej z najsilniejszych ekip świata. Zdobył z nim m.in. mistrzostwo Rosji i zajął trzecie miejsce w Lidze Mistrzów. Na parkiecie rozkwitał, jednak poza nim gasł, dlatego zdecydował się na radykalny krok.

Dziś poinformował, że zawiesza sportową karierę. Nie dlatego, że czuje się w Zenicie źle, nie dlatego, że chciałby odejść do innego klubu, więcej zarabiać itd. Ciągłe życie na walizkach, brak wolnego czasu i nieustanna rozłąka z rodziną spowodowały, że popadł w depresję i musiał coś zmienić, by nie doszło do dramatu.

– Jestem zmęczony siatkówką. Od siemiu lat gram w nią profesjonalnie w różnych zakątkach świata. Nieraz odpoczynek po zakończonym sezonie a początkiem przygotowań do kolejnego wynosił zaledwie tydzień. Nie widywałem się w ogóle z rodziną, która jest dla mnie bardzo ważna. Z tego powodu popadałem we frustrację i czułem się coraz gorzej. Byłem ciągle zestresowany. Brak stałego miejsca do życia spowodował, że moje depresja osiągnęła stan krytyczny. Myslałem, że sobie z tym poradzę, ale nie dałem rady – przyznał.

Po mistrzostwach świata w Polsce Anderson na chwilę pojechał do domu w Stanach. Liczył, że to pomoże, jednak tak się nie stało.

– Po dwóch tygodniach pobytu w Kazaniu wszystkie koszmary wróciły z podwójną siłą. Nie jestem już w stanie udawać, że nic się nie dzieje – podkreślił.

Amerykanin kariery jednak nie zakończył. Najbliższe miesiące zamierza spędzić z najbliższymi, a potem zastanowi się, co dalej. W tym sezonie na parkiecie nie pojawi się na pewno.

– Muszę na nowo siatkówkę pokochać i spowodować, by znów stała się moją pasją – powiedział.

Piotr Skrobisz