• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Przyzwyczajeni do wojny

Wtorek, 28 października 2014 (18:23)

W rozmowie z międzynarodowym dziełem katolickim Stowarzyszenie Papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie ks. abp Samir Nassar opowiedział o codziennym życiu chrześcijan w Syrii.

Wojna w jego ojczyźnie trwa od ponad trzech lat. Problemy stają się coraz większe, gospodarka padła, ludzie nie mają pracy, wzrasta inflacja, waluta traci błyskawicznie na wartości w stosunku do dolara, stopniowo każdy popada w biedę. Syryjczycy nie mają już swoich oszczędności, wszystko wydane, każdy potrzebuje pomocy.

Kościół w tej straszliwej sytuacji robi wszystko, co możliwe, aby dotrzeć z pomocą do potrzebujących rodzin. W chwili obecnej pomocą objętych jest ok. 300-400 rodzin. Podstawowym problemem jest umiejętna i efektywna technika dostarczenia owej pomocy, ponieważ wiąże się ona z niebezpieczeństwem rabunku lub porwania. Jeśli pomoc nie dotrze w porę, ludzie uciekną, dlatego Kościół podejmuje ryzyko i idzie z ofiarną pomocą do potrzebujących. Wiele parafii zostało zamkniętych ze względu na odpływ wiernych i jeśli ten trend zaniku wiernych się utrzyma, wówczas Kościół w Damaszku, jeden z ważniejszych ośrodków starożytnego chrześcijaństwa, zniknie.

Państwo syryjskie, wedle słów maronickiego arcybiskupa Damaszku, właściwie nie pomaga, obywatele muszą polegać tylko i wyłącznie na sobie. Nawet ci, którzy mają pracę, ubożeją z powodu wysokiej inflacji. Pracy poza tym jest bardzo mało. W sposób szczególny wpływa to negatywnie na ludzi starszych. Do tej pory mogli liczyć na wsparcie swoich rodzin, a teraz te pozostały z niczym, więc Kościół stara się przejąć ich rolę, realizując program, dzięki któremu starsi ludzie mogą otrzymywać potrzebne lekarstwa.

Smutne i zatrważające są słowa arcybiskupa, że kiedy wojna wybuchła, każdy bał się scen walki, bomb i rakiet, ale teraz, po tylu latach, obywatele się do niej przyzwyczaili.

– Życie musi iść naprzód. Oczywiście wciąż musimy zachowywać szczególną ostrożność. Lepiej pozostać w domu, niż wychodzić na ulicę. W Damaszku można zginąć na wiele sposobów, na skutek postrzelenia przez snajpera lub wybuchu samochodu-pułapki. Wielkim zagrożeniem są też pociski artyleryjskie. Wielu rannych ginie z braku lekarstw. Szpitale nie są wystarczająco zaopatrzone w medykamenty. Jeden pocisk ma taką siłę, że może zabić 30-40 osób, a kolejne 10 ginie na skutek braku opieki medycznej. Niedożywienie jest jeszcze jednym powodem śmierci. Tak na przykład cukrzycy potrzebują specjalnej diety. Będąc jej pozbawieni, umierają. Warunki życia są tragiczne także pod innymi względami. Mamy tutaj 2 mln dzieci, które już nie chodzą do szkoły. Wiele z tych szkół po prostu zniszczono, a te, które pozostały, są przepełnione. W każdej sali musi się zmieścić 60 uczniów. Nie trzeba dodawać, jak ten stan wpływa na poziom nauki. Brakuje wszystkiego, także jedzenia. Nie ma świeżych produktów, np. warzyw, sera czy mięsa, musi wystarczać jedzenie z puszki, są regularne problemy z prądem – mówi maronicki arcybiskup Damaszku.

Jeżeli można znaleźć jakieś pozytywy tej niszczycielskiej wojny, zdaniem ks. abp.  Nassara widać zwrot ku wierze.

– Ludzie dużo się modlą. Kościoły są dłużej otwarte. Niejeden wierny modli się w nich w ciszy całymi godzinami. Nic im nie pozostało właśnie oprócz wiary. Ludzie ci są w sytuacji bez wyjścia i właściwie czekają na śmierć. Pod koniec każdej Mszy św. żegnają się ze sobą, bo nie mają pewności, że się jeszcze kiedykolwiek zobaczą. Panuje nastrój przygnębienia. Ludzie poddają się dyktatowi losu. Jako Kościół koncentrujemy się w chwili obecnej głównie na pomocy społecznej, a trochę mniej na służbie duszpasterskiej. Jesteśmy jedynym źródłem pomocy dla cierpiących. Tylko my możemy przynieść im ulgę. Rodzina jest jedynym fundamentem. To właśnie ona pomaga i dzieli się tym, co ma. Tożsamość rodzinna bardzo silnie się teraz uwydatnia. Gdyby nie rodzina, bylibyśmy już świadkami katastrofy totalnej – mówi kapłan.

Nie zapominając o siostrach i braciach w Chrystusie dotkniętych ludobójstwem, zanieśmy im pomoc naszymi modlitwami i konkretnym wsparciem, m.in. za pośrednictwem dzieła Pomoc Kościołowi w Potrzebie, które jest na miejscu aktywne i realnie dociera do potrzebujących chrześcijan.

Dr Tomasz M. Korczyński