• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Salwa honorowa w Bykowni

Sobota, 22 września 2012 (07:23)

Katyń – nie da się zapomnieć złowieszczego brzmienia tego słowa, jednego z najstraszniejszych w języku naszej narodowej świadomości. Tak jak określeń: „zdrada”, „cios w plecy” i „kłamstwo”. To jedno słowo o tysiącach znaczeń, wielka narodowa rana. Wciąż niezagojona, bo przecież nie wszystkie kości naszych rodaków zostały odnalezione, policzone i nazwane po imieniu. Bo wciąż nie dokonano w pełni osądu ze strony państwa dziedziczącego odpowiedzialność za zlecenie i wykonanie tej zbrodni nad zbrodniami.


Wczoraj w Bykowni udało się jednak zrobić krok naprzód. Rodacy, których komunistyczny terror posłał na śmierć w ziemi kijowskiej, zostali godnie uczczeni, a kolejny cmentarz wojenny na terenie byłego Imperium Zła udowadnia potomnym, że prawda i sprawiedliwość w końcu zwyciężają.

Do lasu na przedmieściach ukraińskiej stolicy przyjechali przede wszystkim bliscy więźniów z Ukraińskiej Listy Katyńskiej liczącej 3435 nazwisk. W dołach śmierci w Bykowni leży prawdopodobnie 1992 z nich. Na tabliczkach wokół polskiego upamiętnienia znajdują się dane wszystkich, gdyż nie wiadomo, kto ze skazanych na śmierć został rozstrzelany w Kijowie, a kto w innych miejscach. 

Wczorajszy pochówek był w pewnym sensie symboliczny. Dla rodzin to jednak nie jest problem. W końcu stworzono miejsce, w którym mogą upamiętnić krewnych utraconych w 1940 roku. Do Kijowa specjalnym pociągiem przyjechało około 200 osób, dodatkowo kilkadziesiąt przyleciało samolotem. Są z całej Polski i z zagranicy. Niektórzy od dawna zrzeszeni w organizacjach rodzin katyńskich, a inni dopiero niedawno zgłosili się do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa jako bliscy Polaków uwięzionych po 17 września 1939 roku na terenie dawnych polskich województw południowo-wschodnich.

Obecni byli prezydenci Polski i Ukrainy, a także przedstawiciele parlamentu, rządu, służb mundurowych z najwyższymi dowódcami wojskowymi obu krajów, duchowni różnych wyznań, żołnierze i harcerze. Bykownia to też największa nekropolia Ukrainy. Są tu szczątki około 130 tys. mieszkańców Kijowszczyzny, ofiar politycznych represji, przede wszystkim z lat 1937-1938. Ukraińskie upamiętnienie sąsiaduje z polskim, jest też wspólny symbol: wielki kamienny kopiec z dziesięcioma krzyżami.

Od razu rzuca się w oczy różnica pomiędzy takim zagospodarowaniem terenu a rozwiązaniami przyjętymi w Rosji. W Lesie Katyńskim i w Miednoje polskie cmentarze wojenne są całkowicie wydzielone od części, która upamiętnia miejscowe ofiary zbrodni stalinowskich. Rosjanie ograniczają się do tablic informacyjnych i symboli religijnych. Ukraińcy, tak jak Polacy, postanowili wspomnieć każdego zamordowanego indywidualnie, pisząc imię i nazwisko.

– Jest to absolutnie konieczne, chociaż kucie liter w marmurze jest bardzo drogie. Dlatego na razie mamy tylko ofiary, których nazwiska rozpoczynają się na litery B, W i G. Potem będziemy uzupełniać spis o pozostałe litery – tłumaczy Larysa Skoryk, główna projektantka całego założenia. Te trzy litery to i tak 6 tys. osób. Wszystkich ma być 100 tys., gdyż 30 tys. nazwisk nie udało się ustalić. Doskonale mówiąca po polsku ukraińska architekt zaprojektowała też pomnik: dwie wielkie marmurowe płyty z wielkimi otworami o poszarpanych brzegach, przypominające rany postrzałowe.

Już nie bezimienni


Prezydenci Bronisław Komorowski i Wiktor Janukowycz rozpoczęli uroczystość otwarcia obu cmentarzy od złożenia wieńców w kolorach obu narodów. Najpierw biało-czerwony i niebiesko-żółty wieniec znalazł się przy dużym leżącym krzyżu na terenie polskiego cmentarza, następnie identyczne dwa kolejne wieńce trafiły pod kopiec z krzyżami, a na końcu pod ukraiński pomnik.

W wystąpieniach głów państw mowa była oczywiście o zbrodniach totalitarnego reżimu, o ukrywaniu prawdy i naszej pamięci o zbrodni sprzed ponad 72 lat.

– Ofiary zbrodni katyńskiej miały na zawsze zniknąć w bezimiennych dołach śmierci, zapomniane przez ludzi, historię i Boga. Bóg to wszystko jednak widział, Polacy pamiętali, a i historia w końcu upomniała się o sprawiedliwość. Na nic się zdały wysiłki pracującej na pełnych obrotach sowieckiej maszynerii kłamstwa. Nie przeszkodziło także milczenie głuchych na prawdę polityków demokratycznego Zachodu. Nie było takiej siły, która odebrałaby Polakom prawdę o tej potwornej zbrodni – stwierdził Bronisław Komorowski.

Prezydent wskazał też na konieczność dalszego poszukiwania miejsc ukrycia ciał Polaków rozstrzelanych w ramach zbrodni katyńskiej. Później wyjaśnił, że ma na myśli przede wszystkim analogiczną do ukraińskiej – Białoruską Listę Katyńską, na której znajdują się nazwiska ofiar zbrodni katyńskiej rozstrzelanych w Mińsku, a pochowanych prawdopodobnie w Kuropatach. Prezydent wyraził wdzięczność całemu środowisku rodzin katyńskich za obronę prawdy o sowieckiej zbrodni przez lata zakłamania. Wspomniał też zasługi w upamiętnieniu miejsc katyńskiej kaźni śp. Andrzeja Przewoźnika, poległego w katastrofie smoleńskiej sekretarza ROPWiM.

– Niemy krzyk pochowanych tutaj ofiar jest dla nas zobowiązaniem, aby nasze narody zawsze już cieszyły się wolnością, suwerennością, demokracją, prawami człowieka, rozwijającą się gospodarką i bezpiecznymi relacjami z bliższymi i dalszymi sąsiadami w jednoczącej się Europie – dodał Komorowski, odnosząc się do obecności prezydenta Ukrainy.

Wiktor Janukowycz akcentował wspólnotę losu obu naszych narodów jako ofiar totalitaryzmu. – Podczas represji stalinowskich Ukraina straciła miliony swoich synów i córek. W Bykowi pochowani są ukraińscy twórcy, naukowcy, poeci i pisarze, skazani przez stalinowskie trójki jako wrogowie narodu. Naszym świętym obowiązkiem jest wspólnie pielęgnować i szanować pamięć o każdym, kto zginął pod naciskiem strasznej maszyny stalinowskiej, kto przeszedł przez katownie, więzienia i łagry. W imieniu narodu ukraińskiego wyrażam najgłębsze współczucie bratniemu narodowi polskiemu. Chylę czoło przed pamięcią zamordowanych. Niech Bóg wszechmogący przyjmie ich do swojego królestwa – powiedział między innymi.

Co charakterystyczne, ani razu w przemówieniu ukraińskiego przywódcy nie padło słowo „komunizm”. Mówił jedynie o totalitaryzmie, stalinizmie i represjach. – Proponowałbym nie dzielić włosa na czworo, tylko zachować postawę wdzięczności za to, co było możliwe. Akcenty każdy rozkłada tak, jak tego oczekują jego obywatele i jak potrafi – skomentował to potem Bronisław Komorowski. Przypomnijmy, że koalicjantem założonej przez Janukowycza rządzącej Partii Regionów jest Komunistyczna Partia Ukrainy.

Bóg nie pozwolił zapomnieć

Po oficjalnych przemówieniach rozpoczęła się ceremonia religijno-patriotyczna na terenie polskiego upamiętnienia. Cmentarz i dzwon zostały poświęcone, odmówiono też modlitwy różnych wyznań. Następnie Prymas Polski ks. abp Józef Kowalczyk odprawił Mszę św. w intencji spoczywających w Bykowni. Koncelebrowało ją czterech biskupów i kilkunastu kapłanów. W homilii biskup polowy WP ks. Józef Guzdek mówił o cierpieniu ofiar i tęsknocie ich bliskich, a także o latach zakłamania i zacierania śladów, co nazwał „drugą zbrodnią katyńską” – zabiciem prawdy. Ta druga zbrodnia nie powiodła się.

– Ręka kata przerwała sen o niepodległej Ojczyźnie i powrocie w rodzinne strony. Wielkie mocarstwa kłaniały się okolicznościom, a prawdzie kazały stać za drzwiami. Jednak Bóg nie zapomniał, nie pozwolił także nam zapomnieć o pomordowanych i spoczywających na obcej ziemi – stwierdził kaznodzieja.

Ksiądz biskup zauważył, że kościoły były przez lata komunistycznej władzy jedynymi miejscami publicznego upamiętnienia zbrodni katyńskiej w Polsce. – Przyjechaliśmy tu na wasz pogrzeb. Jakże długo byliście tutaj samotni. Jesteśmy tu dziś razem z wami – zwrócił się do obecnych duchowo pomordowanych rodaków. Na koniec wezwał wszystkich obecnych, by „stanęli po stronie ofiar”, byli wierni prawdzie i zdolni do przebaczenia.

Na zakończenie odbył się Apel Poległych i złożenie wieńców przez delegacje władz i przedstawicieli rodzin katyńskich. W krótkim przemówieniu sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert przypomniał podstawowe fakty dotyczące zbrodni katyńskiej i podziękował swoim współpracownikom, którzy przyczynili się do stworzenia miejsca pamięci i zorganizowania uroczystości.

– Symbolem niemieckich zbrodni był i jest Auschwitz, symbolem drugich, sowieckich, był i jest Katyń. Te dwie budzące grozę nazwy pojawiły się na kartach historii Polski w tym samy miesiącu: kwietniu 1940 roku – zauważył. Dokonał też ideowej interpretacji zrealizowanego projektu cmentarza.

– Wybraliśmy jasny granit, by w ten symboliczny sposób pokazać, że śmierć tych, którym tu dzisiaj oddajemy cześć, nie była ofiarą daremną. Odpłacamy im wierną, żywą pamięcią, składając żołnierzom naszej wolności hołd najwyższy od dzisiaj także w tym miejscu – powiedział Andrzej Kunert.

Polski Cmentarz Wojenny w Bykowni składa się z wielkiej ściany przeciętej krzyżem, przy której stoi ołtarz. Inny krzyż leży poziomo przy wejściu. Obok jest też dzwon otoczony symbolami religijnymi: krzyżem łacińskim i wschodnim, gwiazdą Dawida oraz półksiężycem. Całość jest otoczona chodnikiem, wzdłuż którego ułożono 3435 tabliczek z danymi wszystkich znajdujących się na liście ukraińskiej. Zostali oni zamordowani na skutek decyzji Biura Politycznego Partii Bolszewickiej z 5 marca 1940 roku. Większość egzekucji 1992 Polaków pogrzebanych w Bykowni dokonywano w piwnicach wewnętrznego więzienia NKWD w Kijowie. Obecnie w budynku ty mieści się siedziba premiera Ukrainy.

Piotr Falkowski, Bykownia