Lepsza niż Cambridge
Sobota, 22 września 2012 (06:29)Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, założycielem i pierwszym rektorem Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Małgorzata Rutkowska
Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej - jedyna taka uczelnia na skalę międzynarodową. Na czym polega jej wyjątkowość?
- Gdy uczelnia powstawała i staraliśmy się o pozwolenie różnych organów, Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które badały nasz wniosek, słyszeliśmy opinie bardzo znaczących osób, że Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej wchodzi w pewną lukę w Polsce. Po prostu trafiliśmy w dziesiątkę. Dlaczego nasza uczelnia jest taka unikalna? Po pierwsze, chodzi o samo przygotowywanie ludzi do dziennikarstwa, do służenia w polityce, w kulturze, tutaj oceny oficjalnych organów w Polsce i tych, którzy znają się na tym, także w skali międzynarodowej, są bardzo wysokie. Proszę chociażby popatrzeć na wykładowców, którzy do nas przyjeżdżają na kongresy międzynarodowe - to są najlepsi specjaliści z różnych uniwersytetów, np. z obu Ameryk, Europy, Australii, Afryki, Azji. Przyjeżdżają, patrzą, i mówią: "To jest najwyższy poziom". Ktoś, kto studiował w Cambridge, przyznaje: "To jest lepsze od Cambridge". Chodzi o warunki do studiowania.
Ale ważny jest też całokształt oferowanego przez uczelnię kształcenia.
- Tak, przede wszystkim możliwość dostępu do wysoko wykwalifikowanej kadry i bardzo osobistego kontaktu z wykładowcami. Każdy student traktowany jest indywidualnie, nie jest numerem. Nie nastawiamy się na ilość. Dalej - fachowość w danej dziedzinie i równocześnie właściwa filozofia, czyli zakorzenienie w cywilizacji zachodnioeuropejskiej, łacińskiej. Na naszej uczelni nie ma eksperymentów na umysłach i duszach ludzkich - tu chodzi o formowanie człowieka. Dużo nam mówi to, jak na uczelnię patrzy Kościół, ludzie, którzy znają się na tych sprawach w skali światowej, nie tylko w Polsce. Otrzymujemy od nich bardzo pozytywne recenzje i wielką zachętę. Zależy nam na całościowym kształtowaniu człowieka, owszem, zawód, umiejętności w danym kierunku, kompetencje są ważne, ale i formowanie osobowości, tak, by młodzi ludzie nie zmarnowali życia tu, na ziemi, ale i w perspektywie wieczności.
Większość uczelni prywatnych ukierunkowana jest dziś na zysk, na "produkcję" magistrów. WSKSiM wyłamuje się z tego trendu?
- My nie jesteśmy nastawieni na to, żeby zarabiać, ale chcemy pomóc ludziom, którzy gdzie indziej nie mają szans. Studia są wprawdzie płatne, ale czesne jest stosunkowo niskie w porównaniu do innych uczelni. Zdarza się, że studiuje u nas po parę osób z jednej rodziny, jedna drugą przyprowadza. Chcemy pomagać rodzinom wielodzietnym, wypracować cały system wspierania takich studentów, dlatego szukamy tzw. mecenasów uczelni.
Kto mógłby podjąć się takiej szlachetnej misji?
- Każdy może finansowo pomóc młodym ludziom w kształceniu, zwracamy się zwłaszcza do firm. Ci młodzi kiedyś będą pomagać innym. Chcemy pomóc tym, którzy może nie mają szans na takie studia. Zależy nam na ludziach młodych, dla których sprawy finansowe stanowią barierę w rozwoju. Tak być nie może, dlatego szukamy mecenasów. Tak się utrzymywał KUL, tak powstawały wielkie dzieła. Dlaczego nie może być podobnie w przypadku naszej uczelni?
WSKSiM nieustannie się zmienia, rozwija, ale progres byłby na pewno większy, gdyby nie szykany obecnej władzy wobec uczelni.
- Zaraz po dojściu do władzy PO pani minister nauki i szkolnictwa wyższego próbowała odebrać nam dobre imię, mówiąc, że "tej uczelni trzeba się przyjrzeć". Są tysiące uczelni w Polsce, a tu właśnie tej. Chcieliśmy rozbudować uczelnię, powołać następne wydziały, kierunki, mieliśmy już podpisaną preumowę z ministerstwem nauki na fundusze unijne, ale gdy przyszedł nowy rząd, pierwsze, co zrobili, to zaraz nam to zabrali. To były bardzo nieprzyjemne, szkodliwe zachowania. Chodziło o to, żeby przeszkodzić. Mimo to uczelnia rozwija się, otrzymuje bardzo pozytywne oceny odpowiednich organów, również w rankingach oficjalnych jest bardzo wysoko notowana. Jest jeden problem...
Jakiej natury?
- W uczelni, zaraz po studentach, bardzo ważna jest profesura, a profesura też kosztuje. Nasze środki pochodzą tylko z czesnego, które jest dużo niższe niż gdziekolwiek z racji opcji na rzecz biedniejszych. Marzę o tym, żeby nasza uczelnia była nie tylko najlepsza, ale również darmowa.
Dla wszystkich studentów?
- Jeżeli by się dało, to dla wszystkich, ale na pewno dla biedniejszych. Żeby było takie wsparcie, taki system stypendialny, by mogli studiować dobrzy, a niezamożni studenci. Ludzie nastawieni na realizację dobra wspierają wiele dzieł w Kościele, w Narodzie. Zapraszam wszystkich, zwłaszcza tych, którzy mają firmy, żeby byli mecenasami naszej uczelni.
To może się okazać dla przedsiębiorców najlepszą inwestycją, bo uczelnia kształci elity, które będą decydować np. o warunkach prowadzenia biznesu.
- Tak zawsze było, tym bardziej zależy nam na tej uczelni, żeby uczyła całej prawdy w czasach, gdy również do szkół wyższych wchodzą błędy w jej rozpoznaniu czy fałszowanie prawdy. To jest powszechne, nowa lewica wchodzi do parlamentów, mediów, szkół, rządów i również na uczelnie, także katolickie.
Takie jak np. słynny uniwersytet w Louvain, który ulegając politycznej poprawności, zrezygnował z nazwy "katolicki".
- Nie on jeden. Stolica Apostolska również odbiera tytuł katolickiej uczelni szkołom wyższym, gdy przestają być katolickie, wprowadzają wielu w błąd, nie formują, tylko deformują.
Czy katolicy w Polsce mają świadomość wagi edukacji katolickiej?
- Myślę, że jeszcze w niewystarczającym procencie. Widzimy, ile jest u nas szkół katolickich, gdy porównamy to z innymi krajami, nawet Dalekiego Wschodu. Na przykład w Tajlandii jest 300 tys. katolików, a w szkołach katolickich 450 tys. młodych ludzi. Szkoły katolickie stoją na bardzo wysokim poziomie, tamtym społeczeństwom zależy na dobrym kształceniu.
Nawet w tak zlaicyzowanej Hiszpanii działa znakomity uniwersytet katolicki w Nawarze.
- I w wielu innych państwach, zresztą w każdym kraju. Na całym świecie jest około 1500 uniwersytetów katolickich.
WSKSiM stoi więc przed wyzwaniem, by starać się o status uniwersytetu?
- To jest marzenie. Cieszymy się tym, co jest. Zapraszamy do współpracy młodzież, jak i dorosłych, żeby mogli otrzymać dobre wykształcenie i formację. Formacja jest bardzo ważna, bo stanowi fundament, coś, co pomoże godnie, pięknie żyć, tak żeby kiedyś, w wieczności, się nie powstydzić. Zachęcamy też młodzież: jeżeli ktoś jest zdolny, niech podejmuje drugi kierunek, może jakiś praktyczny. Jest przecież uniwersytet w Toruniu.
Jakie nowe kierunki oferuje w tym roku uczelnia?
- Rozszerzamy zakres kulturoznawstwa, idziemy w kierunku nowoczesnych technik sztuki aktorskiej i reżyserskiej. To jest bardzo ważne, bo słowo, tak jak i techniki przekazu, ma niezwykłą moc. Mamy też inne plany. Chcielibyśmy w ramach studiów podyplomowych rozpocząć od nowego roku akademickiego działalność Instytutu Myśli Jana Pawła II. Ojciec Święty to największy z rodu Słowian, największy z Polaków, trzeba, żebyśmy nie tylko o nim pamiętali, ale zgłębiali jego niezwykle bogatą myśl. Budujemy kościół pw. Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i bł. Jana Pawła II - wotum za Jana Pawła II, tam byśmy też chcieli mieć takie miejsce, które pomagałoby ludziom poznawać Jana Pawła II w formie multimedialnej, przeżyciowej. Powstaje Instytut Myśli Jana Pawła II i jeszcze jedna sprawa, o której na razie nie chcę mówić.
Magisterium Jana Pawła II jest często banalizowane, sprowadzane do kremówek. Usuwa się w cień papieską naukę o godności życia ludzkiego.
- Czas pracuje także na zapomnienie.
Uczelnia jest młoda, ale ma wiele osiągnięć. Znakiem firmowym są na pewno arcyciekawe kongresy międzynarodowe.
- Najbliższy kongres "Katolik i kultura: szanse i zagrożenia" odbędzie się w dniach 16-17 listopada pod patronatem prefekta Kongregacji Nauczania Katolickiego ks. kard. Zenona Grocholewskiego, będą obecni prelegenci z różnych kontynentów.
A inne plany rozszerzenia współpracy z ośrodkami zagranicznymi?
- W ramach programu Erasmus trwa współpraca z uniwersytetami, wymiana profesury i studentów. Cieszę się bardzo, że na naszej uczelni jest wykładany język hiszpański, angielski, niemiecki, łacina.
Gdzie spotyka Ojciec absolwentów WSKSiM?
- Wiadomo, jaka jest w tej chwili sytuacja w Polsce. Naszych studentów spotykam raz po raz w różnych mediach, są przyjmowani jako bardzo kompetentni. Pracują też w różnych strukturach samorządowych, w Sejmie, także poza Polską. To jest radosne.
Jeżeli miałabym szukać analogii dla uczelni, to widziałabym ją w Collegium Nobilium ks. Konarskiego, które stało się zaczynem odrodzenia po saskim upadku.
- Oby tak było. Nasza uczelnia tak jak Radio Maryja umacnia wielu ludzi, jednoczy, tak samo jak każda forma informacji i formacji człowieka, czyli media. Dlatego "Nasz Dziennik" odgrywa niezwykłą rolę, bo wpływa na ludzi, na myślenie, a to porusza wolę, serce.
Żeby jeszcze młodzi ludzie umieli docenić, jaką szansą jest dla nich toruńska uczelnia.
- Młodzież to ceni. Widziałem naszych studentów na pogrzebie pana prof. Józefa Szaniawskiego, nie tylko zorganizowali się w Toruniu, ale przyjechali z różnych stron Polski. To było piękne.
Profesor kochał młodzież, miał z nią świetny kontakt.
- Ale wykładał też na innych uczelniach, a w katedrze św. Jana nie zauważyłem stamtąd studentów. Tak było też na pogrzebie o. prof. Mieczysława Krąpca, długoletniego rektora KUL, widziałem tylko niewielką grupkę studentów, a są ich przecież tysiące. I tu mi czegoś brakuje, może nie ma tej więzi. Trzeba traktować studenta jak kogoś z rodziny, to ma być atmosfera przyjacielska, rodzinna.
Za kilka dni początek nowego roku akademickiego. Można jeszcze składać dokumenty na uczelnię?
- Tak, zapraszamy, termin rekrutacji został przedłużony.