Tytuł Ogiera, zawód Kubicy
Niedziela, 26 października 2014 (17:54)Rajd Hiszpanii zgodnie z przewidywaniami zakończył się zwycięstwem Francuza Sebastiena Ogiera (vw polo wrc), który dzięki temu zapewnił sobie drugi w karierze mistrzowski tytuł. U Roberta Kubicy (ford fiesta wrc) też wszystko przebiegło tradycyjnie. Nie obyło się bez problemów technicznych, wizyty poza drogą i rozczarowań. Zabrakło natomiast punktów do klasyfikacji generalnej.
Najpierw o Ogierze, bo mistrz na to zasługuje. Jest genialnym kontynuatorem dzieła rodaka, Sebastiena Loeba. Ten w wielkim stylu wygrywał rajdowe zmagania przez dziewięć lat z rzędu, bijąc po drodze mnóstwo rekordów. Loeb jeździł w barwach Citreona, Ogier natomiast zasiada za kierownicą Volkswagena. Oba te auta w swych czasach wyprzedzały konkurencję. Obecnie dominują Niemcy, a kunszt ich inżynierów w połączeniu z talentem kierowcy przynosi mistrzowskie owoce. W Hiszpanii Ogier pojechał doskonale. Miał trochę szczęścia, szczególnie na brudnych, szutrowych trasach. Jechał na nich jako pierwszy, a zawodnicy zazwyczaj nie lubią „czyścić” drogi. Tym razem jednak owa czynność wzmagała taki kurz, w którym rywale za wiele nie widzieli i Francuz wykorzystał to perfekcyjnie. W piątek wypracował sobie bezpieczną przewagę i w weekend, już na asfalcie, mógł podróżować bez większego ryzyka. Czasy uzyskiwał przez to ciut słabsze, lecz nie na tyle, by stracić pierwsze miejsce. A to oznaczało, że na jedną eliminację przed końcem sezonu zapewnił sobie tytuł, drugi w karierze. Drugi dziś na mecie, jego kolega z zespołu, Fin Jari-Matti Latvala już go w klasyfikacji generalnej nie prześcignie. - W weekend musiałem jechać sprytnie, by zapewnić sobie tytuł. Udowodniłem, że tytuł sprzed roku nie był przypadkowy – podkreślił Ogier, który rajd zaliczany do klasyfikacji mistrzostw świata wygrał po raz 23.
A Kubica? Po świetnym piątku, kiedy to awansował na szóste miejsce, przyszedł weekend i rozczarowania. Najpierw spowodowane problemami technicznymi w jego fordzie fieście. Na trzech sobotnich odcinkach specjalnych musiał podróżować z napędem tylko na jedną oś, a to przekreślało jego szanse w rywalizacji z czołówką. Nie były to niestety jego pierwsze podobne kłopoty w tym sezonie. Właściwie trudno znaleźć rajd, w którym w fieście Polaka coś się nie psuło. Chyba tylko w Argentynie mechanicy M-Sport przygotowali jego forda na tyle, że mógł się skupić wyłącznie na jeździe, a nie nasłuchiwaniu stuków dochodzących spod maski. Nic zatem dziwnego, że mówi się o coraz gorszych relacjach na linii Kubica – jego pracodawcy i o możliwej zmianie zespołu i samochodu. W sobotę Kubica zanotował też kolejną w sezonie wycieczkę poza drogę. Tym razem skutkowała ona urwanym kołem i pożegnaniem z marzeniami o miejscu w czołowej dziesiątce. Nie ma co się oszukiwać, każda taka przygoda musi odciskać swe piętno na kierowcy, choćby przekonywał, że tak nie jest. Ostatecznie Rajd Hiszpanii ukończył na 17. miejscu, oczywiście bez punktowych zdobyczy. Tę ma nader skromną, biorąc pod uwagę jego talent i umiejętności. - Rajd Hiszpanii skończyliśmy z mieszanymi uczuciami. W ciągu tych trzech dni wydarzyło się kilka pozytywnych rzeczy, ale parę negatywnych niestety także. Taki jest ten sport. Dziś jechaliśmy dobrym tempem. Szczególnie ostatni odcinek był jednym z najlepszych w moim wykonaniu na asfalcie, a mimo to strata była spora, co jest dziwne. Potwierdziła się moja teoria, że na szutrze mamy lepsze tempo. Zakończyliśmy sezon asfaltowy i przed nami już tylko Rajd Wielkiej Brytanii. To zupełnie coś innego – podsumował Kubica, który przed rokiem na Wyspach po raz pierwszy w karierze pojechał w aucie klasy wrc.
Piotr Skrobisz