• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Radwańska bez szans

Sobota, 25 października 2014 (14:13)

Agnieszka Radwańska marzyła o pierwszym w karierze finale turnieju WTA Finals w Singapurze, ale Simona Halep brutalnie sprowadziła ją na ziemię. Polka przegrała z Rumunką 2:6, 2:6, rozgrywając bardzo słabe spotkanie.

Już przed meczem było wiadomo, że nie będzie łatwo. Ba, Halep w Singapurze prezentowała się tak korzystnie, że to ona w powszechnym przekonaniu uchodziła za faworytkę. Na początku zmagań rozgromiła Serenę Williams, upokarzając Amerykenkę w sposób niespotykany. Oddała jej zaledwie dwa gemy, co pokazywało, w jak rewelacyjnej znajduje się formie. Z kolei Radwańska po imponującym zwycięstwie nad Czeszką Petvą Kvitivą przegrała dwa następne spotkania, pokazując w nich dyspozycję w kratkę. Dziś zaczęła imponująco, w bardzo dobrym stylu wygrywając pierwszego gema. Potem jednak Halep przyspieszyła, a krakowianka nie potrafiła znaleźć na nią recepty. Poszczególne gemy być może były w miarę wyrównane, jednak w każdym z kluczowych momentów lepiej i skuteczniej wypadała Rumunka. W efekcie na swoim koncie zapisała pięć z rzędu, a przy wyniku 5:1 było jasne, że partia jest rozstrzygnięta. Radwańską nie było stać na takie odrodzenie, jak w piątkowym spotkaniu z Rosjanką Marią Szarapową. W drugiej partii nadal dużo lepsze wrażenie sprawiała Halep, a Polka była bezradna. W pewnym momencie zrezygnowana Radwańska przestała nawet walczyć, co mogło przynieść tylko jeden skutek: katastrofalny. Przegrała wyraźnie, ale pewnie za bardzo się tym nie przejęła, bo powtórzyła w Singapurze życiowy wynik jeśli chodzi o turnieje masters, a przy okazji wyjechała z czekiem na bardzo pokaźną sumę. Halep natomiast nie ukrywała radości. - Wiedziałam, że Agnieszka bardzo sprawnie porusza się po korcie, dlatego nie chciałam doprowadzać do długich wymian, tylko szybko kończyć akcje. To się udało – powiedziała. W finale Rumunka zmierzy się z Williams, która dziś po dramatycznym pojedynku pokonała Dunkę Caroline Wozniacki 2:6, 6:3, 7:6 (8-6). Na pewno będzie to zupełnie inne spotkanie niż przed kilku dniami, ciekawe, czy Amerykance uda się rewanż.

 

 

Piotr Skrobisz