Rok Legii
Czwartek, 23 października 2014 (17:23)Legia Warszawa w ciągu roku z drużyny, która wywoływała uśmiech na twarzach piłkarskiej Europy, stała sie siłą, którą na Starym Kontynencie zaczynają dostrzegać wszyscy. A trener Henning Berg, pół żartem, pół serio, wspomina o finale Ligi Europejskiej. Mrzonka?
Rok temu Legia też występowała w fazie grupowej LE. Grała i wszyscy wyliczali jej mecze bez zdobywanych punktów i bramek. Dość powiedzieć, że robiła wiele, by stać się najgorszym zespołem w dziejach tych rozgrywek. Po trzech meczach miała na koncie same porażki i zero strzelonych goli. Teraz też za warszawianami trzy spotkania, ale ich sytuacja jest całkowicie inna. Radykalnie zmieniła się, o 180 stopni.
Środowe zwycięstwo nad Metalistem Charków w Kijowie było trzecim kolejnym mistrzów Polski w grupie. Trzecim bez straconej bramki. Oczywiście prowadzą w tabeli, są już krok od awansu do 1/16 finału i snują coraz ambitniejsze plany.
Przed meczem w stolicy Ukrainy Berg głośno wspominał o tym, że finał obecnej edycji Ligi Europejskiej rozegrany zostanie na Stadionie Narodowym w Warszawie. Dodał, że każdy marzy o tym, by w nim wystąpić. Zagadywany, czy to nie jest marzenie nierealne, odpowiedział, że w piłce wszystko jest możliwe. To dowodzi przemiany, jaka w stosunkowo krótkim czasie zaszła w stołecznej drużynie. Rok temu musiała się wstydzić, dziś pokazuje siłę.
Legia Berga to ekipa świadoma swojego potencjału i możliwości. Ogromna w tym zasługa Norwega, który przez lata poznawał tajniki futbolu u być może najlepszego z możliwych nauczyciela, sir Alexa Fergusona, ale i samych piłkarzy. Przed rokiem przegrywali, ale zbierali doświadczenie, obecnie procentujące. Uczyli się piłki na międzynarodowym poziomie, pozbywali kompleksów. Gdy teraz wychodzą na boisko przeciw rywalom z Belgii, Turcji czy Ukrainy, grają swoje i walczą o zwycięstwo. Tylko. Nie kalkulują, nie patrzą na to, co zrobi rywal, tylko sami starają się narzucać własne warunki.
Berg to inteligentny szkoleniowiec, który dokładnie analizuje każdego przeciwnika i dobiera odpowiednią taktykę. Podopieczni coraz lepiej ją realizują. Obrona, która przed rokiem na pewno nie stanowiła monolitu, pozwalając Dusanowi Kuciakowi w każdym niemal spotkaniu wykazywać się umiejętnościami, dziś pomaga Słowakowi, jak może. Postęp, jaki w tej materii się dokonał, jest ogromny.
W ogóle każdy z piłkarzy zdecydowanie podniósł swój indywidualny poziom, można tylko zastanawiać się, który najbardziej, czy Michał Żyro, czy jego imiennik Kucharczyk, czy może ktoś inny. Dzisiejsza Legia jes świadoma swej wartości i potrafi wygrywać, z czym do tej pory nie tylko ona, ale wszystkie polskie drużyny miały w Europie ogromne problemy. Wielkim atutem warszawian jest też szeroka, długa i wyrównana ławka. W środę nie mogli zagrać Miroslav Radović, Żyro, Dossa Junior i Tomasz Brzyski. I co? Inny trener pewnie wyrwałby trochę włosów z głowy, a Norweg mógł posłać do boju zmienników, którzy nie obniżyli jakości.
Legia w tym sezonie rozegrała w pucharach dziewięć meczów, osiem wygrała. W rewanżowym spotkaniu z Metalistem prawdopodobnie zapewni sobie awans do 1/16 finału, a potem pomyśli, co dalej. W tym obrazie jest tylko jeden problem: warszawianie obecnie chcieliby być gdzie indziej, w Champions League. I pewnie byliby, gdyby ktoś nie zapomniał o tym, że pewien piłkarz w pewnym meczu zagrać nie mógł...
Piotr Skrobisz