• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Gospodarka niskoemisyjna to przyszłość

Czwartek, 23 października 2014 (14:05)

Z Wojciechem Makowskim, ekspertem z Instytutu Spraw Obywatelskich, rozmawia Mariusz Kamieniecki

 

W czwartek w Brukseli rozpoczyna się szczyt klimatyczny, na którym uzgodniony ma zostać nowy cel redukcji emisji CO2 w UE po 2020 r. Możliwy jest kompromis korzystny dla Polski?

- Przede wszystkim przyjęcie takiego celu jest tak naprawdę co do zasady korzystne! Gospodarka niskowęglowa to nowe miejsca pracy przy wymyślaniu nowych technologii, ocieplaniu budynków, montowaniu paneli słonecznych, budowie linii kolejowych czy biogazowni. W Niemczech powstało już pół miliona takich miejsc pracy. Tak czy inaczej unijny kierunek jest słuszny i należy skupić się na negocjowaniu czasu i pieniędzy. To, ile czasu będziemy mieli, żeby osiągnąć unijny cel i jakie wsparcie na to dostaniemy, jest bardzo istotne. Przy tak sformułowanym celu dyskusji dobry kompromis na pewno jest możliwy.

Stać nas jednak na dodatkowe koszty polityki klimatycznej UE, w tym podwyżki cen energii?

- Na pewno podjęcie działań teraz będzie tańsze niż radzenie sobie ze zmianami klimatu, huraganami, suszami, podtopieniem miast nadmorskich. I taki jest ostateczny cel tej polityki, żeby zapobiec katastrofie, i nie należy o tym zapominać. Efektywność energetyczna oczywiście kosztuje, chociażby zastąpienie starych bloków energetycznych nowymi o wyższej sprawności, ale w dłuższej perspektywie prowadzi do oszczędności. Obecnie płacimy za to, że sektor energetyczny nie wie, jaka jest długoterminowa polityka, w co inwestować. Porozumienie znacznie rozjaśniłoby sytuację. Oczywiście, Polska powinna powalczyć o wsparcie na podniesienie efektywności energetycznej, a więc oszczędzania energii. Powinna też rozwijać energetykę prosumencką, czyli taką, gdzie konsumenci są jednocześnie producentami energii odnawialnej i mogą oddać nadwyżki do sieci. To przyniosłoby ulgę ludziom mieszkającym w domach jednorodzinnych, w tym rolnikom, którzy na ogół mogliby korzystać ze słońca, wiatru, biomasy lub ze wszystkich tych źródeł, a zamiast podwyżek mieliby raczej dodatkową możliwość zarobku.

Zaproponowana przez Komisję Europejską 40-procentowa redukcja emisji CO2 może doprowadzić do krachu polskiej gospodarki opartej na węglu…

- Przede wszystkim jesteśmy w sytuacji, kiedy na świecie wyczerpują się wszystkie nieodnawialne źródła energii. W dłuższej perspektywie krach czeka każdy kraj, który nie nauczy się oszczędzać, a Europa, która własnych zasobów nieodnawialnych źródła energii ma najmniej, jest na pierwszej linii zagrożenia.

Jeżeli zaś chodzi o węgiel, to musimy brać pod uwagę, że nie zapewni on nam bezpieczeństwa energetycznego na dłuższą metę. Warto też zastanowić się, na jakim dokładnie węglu się dziś opieramy. To, co mieliśmy do wydobycia tanio i łatwo, jest już dawno wykopane i – mówiąc kolokwialnie – poszło z dymem. Katastrofa w „Mysłowicach-Wesołej″ boleśnie o tym przypomniała. Dziś polski węgiel często wydobywa się z pokładów 1000 metrów pod powierzchnią ziemi. Cenowo nie ma on szans konkurować z węglem pozyskiwanym odkrywkowo np. w Australii czy w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli chcemy taniej energii, to na polski węgiel nie liczmy. Natomiast bezpieczeństwo energetyczne i zwykła solidarność z górnikami wymaga, żeby cały czas ten surowiec energetyczny był w pewnej ilości wydobywany.

W polskim zużyciu energii coraz większy udział ma transport, który – ogólnie rzecz biorąc – opiera się na ropie od Putina, którego krach byłby chyba pożądanym efektem. Rozwój kolei i elektryfikacja pojazdów może jednocześnie ściąć emisje i koszty energii. Na przykład przewóz kontenerów transportem kolejowym wymaga 3 razy mniej energii niż ciężarówką! I takich możliwości oszczędności jest wiele. Owszem, nie da się tego zrobić od razu, ale jest to kierunek, w którym powinniśmy podążać.

Natomiast co do tych słynnych 40 proc. redukcji emisji CO2, to w Brukseli coraz głośniej mówi się, że ma to być cel dla Unii Europejskiej jako całości, podzielony nierówno pomiędzy poszczególne kraje. Tak więc nie zastanawiajmy się, jak zablokować 40 proc., tylko ile realnie możemy wyrobić – i za ile. Mądrze przeprowadzona zmiana i przejście na gospodarkę niskoemisyjną może wpłynąć na wzrost gospodarczy, ale też sprzyjać bezpieczeństwu energetycznemu i zdrowiu mieszkańców.

Jaki skutek może odnieść weto zapowiadane przez premier Kopacz?

- Jeżeli będzie weto, to znaczy, że premier Kopacz przelicytowała. Nie wierzę jednak, że to zrobi. To po prostu twarda strategia negocjacyjna i gra pozorów. Natomiast, jeżeli rzeczywiście stałoby się tak, to zapewne powstanie jakaś forma Europy dwóch prędkości, a Polska zostanie wyłączona ze wspólnej polityki energetyczno-klimatycznej. Z naszego punktu widzenia byłoby to niekorzystne.

Na czyje wsparcie Polska może liczyć?

- Myślę, że Polska może liczyć na wsparcie z wielu stron. W wielu krajach opinia publiczna naprawdę przejmuje się zmianami klimatu i stwarza presję na rządy, żeby porozumienie stało się faktem. Tak jest w Wielkiej Brytanii, Holandii, Danii, w Niemczech... Z drugiej strony, Polska nie gra sama, ale w Grupie Wyszehradzkiej, razem z sąsiednimi państwami o podobnych gospodarkach. Weto w tej sytuacji jest bardzo mało prawdopodobne. Oznaczałoby, że premier Kopacz za bardzo skupiała się na pokazie nieustępliwości, a za mało na prezentacji dobrych pomysłów na niskoemisyjną Polskę, gotowych do wdrożenia przy odpowiednim finansowaniu.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki