Spadła maska Ewy Kopacz
Środa, 22 października 2014 (19:34)Premier Ewa Kopacz w exposé obiecała płatne urlopy rodzicielskie m.in. dla bezrobotnych i zatrudnionych na umowę o dzieło. W teorii to piękne, bo każdy, kto rodzi dziecko, powinien mieć prawo do urlopu rodzicielskiego. Sęk w tym, że Polacy obiecanych urlopów nie dostaną od pani premier teraz, za miesiąc czy pół roku. Obiecała je najwcześniej od 2016 roku, czyli wtedy, kiedy nie będzie już premierem.
Skąd więc wzięła się nagła przemiana liberalnej Ewy Kopacz? Pamiętamy przecież, że obecnej premier ręka nie zadrżała, gdy głosowała za zmuszeniem kobiet do pracy do 67. roku życia. Mimo że w ten sposób w praktyce likwidowała instytucję „babci” pomagającej rodzicom w wychowywaniu dzieci. Dlaczego więc rozbudza nadzieje ludzi, którzy są zmuszeni do pracy na umowy o dzieło, bo chcą utrzymać swoje rodziny, a innej pracy dla nich nie ma? Co w tej sprawie zrobiła przez ostatnie siedem lat? Dlaczego nie zrobił tego „najlepszy premier” „najlepszego rządu” w historii?
O tym już premier nie mówiła. Nie mówiła też, dlaczego rząd PO - PSL odrzuca konkretny i spójny program wsparcia polskich rodzin, przygotowany przez posłów Prawa i Sprawiedliwości. Od dawna proponujemy wdrożenie systemu (także unijnego) wspierania rodziny: po 500 zł na drugie i kolejne dziecko płacone co miesiąc aż do pełnoletności. Mimo to Prawo i Sprawiedliwość dało Ewie Kopacz szansę naprawienia szkód wyrządzonych rodzinom. Niech razem z nami odkręci to, co zepsuła z Donaldem Tuskiem i kolegami z koalicji PO - PSL - Palikot. Przygotowaliśmy projekt cofający podwyższenie wieku emerytalnego. Chcemy, żeby już za dwa miesiące – od 1 stycznia 2015 roku – wrócić do poprzedniego stanu: kobiety pracują do 60. roku życia, a mężczyźni do 65. Nie ma przecież kwestii społecznej, która by tak jednoczyła ludzi, jak wydłużenie wieku emerytalnego.
To wystarczyło, żeby maska Ewy Kopacz spadła. Premier bowiem odpowiedziała, że nie zamierza o tym rozmawiać, a jej kpiny z projektu cofającego podwyższenie wieku emerytalnego pokazały, jak politycy PO traktują to, co mówią Polacy.
Łatwo bawić się w Świętego Mikołaja, wiedząc, że obiecane prezenty będzie musiał kupić ktoś inny, niż realnie ulżyć ludziom skazanym na pracę prawie do śmierci.
Maciej Małecki