• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

A w Syrii zło nadal szaleje

Środa, 22 października 2014 (18:43)

W wyniku czystek religijnych i brutalizacji dnia codziennego w Iraku temat Syrii zaniknął, tak jak gdyby światowe media uznały, że dość już wypisały się o wojnie domowej w tym kraju. A przecież wciąż ma tu miejsce rozlew krwi, wciąż słychać krzyk zabijanych dzieci, gwałconych kobiet, wypędzanych rodzin, wciąż atakowane są starożytne kościoły, a ludzie porywani ze swoich domów i z ulic.

Zapominanie o chrześcijanach z Syrii jest zapowiedzią, co się stanie wkrótce z pamięcią o chrześcijanach z Iraku. Ich tragiczny los zniknie z czołówek gazet, gdy tylko media głównego nurtu znudzą się pikantnymi doniesieniami z miejsc egzekucji. Warto zatem, ile się tylko da, z uporem przypominać o wykrwawiającym się Kościele w Syrii. A niestety wciąż jest o czym pisać. Przede wszystkim muszę sprostować informację, jaka obiegła media, o rzekomym uwolnieniu uprowadzonego franciszkanina ks. Hannę Jallufa OFM.

Jeżeli bowiem dobrą wiadomością jest informacja, że islamscy rebelianci przenieśli ks. Jallufę, uprowadzonego w nocy z 5 na 6 października w miejscowości Knayeh, do aresztu domowego, to co dopiero mówić o kolejnych nieszczęściach, jakie dotykają wyznawców Chrystusa?

Wciąż w oficjalnej niewoli pozostaje co najmniej pięciu uprowadzonych chrześcijan zabranych w nocy razem z ks. Jallufą. Chodzi o mężczyzn, którzy pracowali w klasztorze franciszkanów w Knayeh.

Niewiele wiadomo na razie o losie uprowadzonych (czyli „aresztowanych”). Z różnych doniesień wynika, że islamiści aresztowali ks. Jallufa i jego współpracowników za rzekomą zdradę i szpiegostwo na rzecz reżimu prezydenta al-Asada. Jest to wedle nowych zasad na terenie Państwa Islamskiego poważne przestępstwo. W tej chwili sprawa jest ciągle „badana”, dlatego kapłan pozostaje w areszcie domowym. Islamski sąd będzie prowadzić proces, a potem wyda wyrok. Jaki, nie chcę nawet prognozować.

Jak donosi Radio Watykańskie, o. Pierbattista Pizzaballa OFM, przełożony franciszkańskiej Kustodii Ziemi Świętej, poinformował, że zakonnik „może się poruszać po wiosce, ale nie może jej opuszczać. Teraz będzie sądzony. Sprawa nie jest zakończona, stanie zatem przed trybunałem celem zweryfikowania oskarżeń o współpracę z reżimem Asada”.

W wiosce, gdzie przebywa o. Hanna, w podobnej sytuacji „aresztu domowego” znajduje się ok. trzystu osób.

Kolejną smutną informacją jest doniesienie, że dżihadyści z IS zrzucili krzyże oraz podpalili ręczne ozdobniki w antycznym klasztorze Mar Behnama, niedaleko miasta Karakosz, miasta, które islamscy barbarzyńcy zdobyli w lipcu br. Wówczas ustanowili swoje panowanie, ze wszystkimi jego konsekwencjami dla niewiernych, ale i dla muzułmanów. Chrześcijanie albo uciekli, albo zginęli, albo płacą podatek za ochronę (koraniczny haracz w islamie – dżizja).

Uszkodzenia i dewastacje (którą lepiej nazwać profanacją) potwierdził syryjsko-katolicki kapłan Charbel Issa, który przez ostatnie trzy lata był odpowiedzialny za zarządzanie klasztorem.

„Ze strony Państwa Islamskiego możemy spodziewać się wszystkiego. Oni niszczą wszystko, jeśli się ich nie powstrzyma”, opowiedział z kolei syryjsko-katolicki ksiądz Nizar Semaan w rozmowie z agencją Fides. Mur otaczający klasztor został „ozdobiony” napisem niepozostawiającym żadnych złudzeń: „Własność Państwa Islamskiego”.

20 lipca br. milicje dżihadystów z IS wypędziły trzech zakonników syryjsko-katolickich i zamieszkały w klasztorze. Świątynia pochodzi z IV wieku n.e. i jest zabytkiem klasy 0. Jest to najstarszy klasztor chrześcijańskiego kultu w regionie.

Ogólna atmosfera panująca w Syrii nie napawa optymizmem. Paradoksalnie, gwarantem bezpieczeństwa, normalności, zapobiegania gwałtom islamskiej milicji (w tych konkretnych warunkach i w określonym kontekście) jest - nawet jeśli trudno w to uwierzyć - wojsko dyktatora Baszara al-Asada…

Dr Tomasz M. Korczyński