• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Folwark prezesa?

Piątek, 21 września 2012 (06:03)

Prezes Portu Lotniczego w Gdańsku Tomasz Kloskowski nie udostępnił parlamentarzystom PiS dokumentów spółki. Bronił się, że port jest spółką prawa handlowego, ale "zapomniał", że jej udziałowcami są Skarb Państwa i pomorskie samorządy, a takie firmy parlamentarzyści mają prawo kontrolować.


Posłowie PiS Przemysław Wipler, Andrzej Jaworski i Marcin Mastalerek zjawili się w siedzibie spółki rano. Chcieli przejrzeć dokumenty spółki, ale powiedziano im, że nie mają do tego prawa. W ocenie posłów, odmowa powołania komisji śledczej w tej sprawie, a także ta sytuacja pokazują, że Platforma Obywatelska i rząd robią wszystko, by na jaw nie wyszły nowe szczegóły afery Amber Gold.

- Prezes Kloskowski powiedział, że przedsiębiorstwo jest spółką prawa handlowego i dlatego nie może nam udostępnić żadnych dokumentów. To jednak nie jest jego własność prywatna. Ani jego, ani Michała Tuska - relacjonuje Marcin Mastalerek.

Zdaniem posłów, odmowa wpuszczenia ich do siedziby spółki i nieudostępnienie dokumentów, które chcieli zobaczyć, to dowód, że władze portu mają coś do ukrycia. - Uznaliśmy, że w siedzibie portu znajdują się kompromitujące go informacje - dodaje poseł.


Kontrola jak w Elewarze

Parlamentarzyści w siedzibie spółki złożyli pismo, w którym poprosili o pisemne uzasadnienie niewpuszczenia ich do portu i odmowy pokazania interesujących ich dokumentów. Przypomnijmy, że udziały w spółce mają województwo pomorskie, miasta Gdańsk, Gdynia i Sopot oraz państwowe przedsiębiorstwo "Porty Lotnicze".

Zgodnie z art. 19 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora parlamentarzyści mają prawo do "uzyskiwania informacji i materiałów, wstępu do pomieszczeń, w których znajdują się te informacje i materiały, oraz wglądu w działalność organów administracji rządowej i samorządu terytorialnego, a także spółek z udziałem Skarbu Państwa oraz zakładów i przedsiębiorstw państwowych i samorządowych, z zachowaniem przepisów o tajemnicy prawnie chronionej".

- To taka sama spółka jak Elewarr, do którego w lipcu, jako posłowie, weszli Przemysław Wipler i Dawid Jackiewicz. Tłumaczyłem panu prezesowi, że właścicielem Portu Lotniczego w Gdańsku są tak naprawdę wszyscy Polacy, bo udziały w nim mają państwowe porty lotnicze, samorząd województwa oraz gminy Trójmiasta - dodał Mastalerek.

W lipcu po zapoznaniu się z dokumentacją spółki Elewarr posłowie PiS przygotowali specjalny raport na temat sytuacji w spółce, który został zaprezentowany opinii publicznej i przekazany premierowi Donaldowi Tuskowi. Obecnie odmowę dopuszczenia ich do kontroli dokumentów spółki uznali za złamanie ich uprawnień kontrolnych. Parlamentarzyści poproszą więc o interwencję marszałek Sejmu Ewę Kopacz. - Skierujemy też zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, o działanie na szkodę spółki przez jej zarząd, a także radę nadzorczą - mówił poseł Przemysław Wipler.

Co interesowało posłów PiS? Przede wszystkim chcieli sprawdzić informacje na temat Michała Tuska, jego zatrudnienia w gdańskim porcie lotniczym i jego związków z OLT Express, jakie pojawiały się w mediach. - Jeśli te informacje się potwierdzą, zarząd portu i członkowie rady nadzorczej powinni stracić stanowiska - uznali posłowie PiS. Chodziło przede wszystkim o to, jakie umowy port zawarł ze wszystkimi firmami zależnymi od Amber Gold, w tym OLT Express. Jaka jest ich wartość, suma niezapłaconych faktur, kiedy były regulowane oraz to, ile wynoszą łączne zobowiązania OLT wobec Portu Lotniczego w Gdańsku.

Poza tym posłowie chcieli uzyskać wgląd w umowy o świadczeniu usług prawnych, a więc z jakimi podmiotami je zawarto oraz kiedy i przez kogo były podpisywane. Kolejną sprawą są umowy, jakie zawarto na dzierżawę powierzchni na terenie lotniska. Chodzi o listę podmiotów zewnętrznych świadczących usługi i wystawiających faktury na rzecz portu. Parlamentarzystów interesowały też informacje na temat związków syna premiera Donalda Tuska ze spółką.

Chodziło im o umowy o dzieło i świadczenie usług podpisywane przez osoby zewnętrzne i osoby zatrudnione na lotnisku z Michałem Tuskiem. Chcieli wiedzieć, czy zawierane były one również wtedy, kiedy syn premiera był jeszcze dziennikarzem trójmiejskiego wydania "Gazety Wyborczej", czy otrzymywał premie albo nagrody. Interesowała ich także korespondencja e-mailowa prowadzona między prezesem portu Tomaszem Kloskowskim a Michałem Tuskiem, struktura zarobków władz portu i Michała Tuska oraz wszelkie dokumenty, w których sporządzeniu i przygotowaniu brał udział młodszy Tusk.

Chcieli uzyskać odpowiedź na pytanie, czy faktycznie Michał Tusk, jak twierdził, na podstawie powszechnie dostępnych danych miał dostęp do informacji, które przekazywał OLT Express. Chcieli także pokazać kulisy aresztowania samolotu OLT: kto konkretnie w tym brał udział. Przypomnijmy, że niedługo po tym, jak okazało się, że syn premiera był jednocześnie zatrudniony w porcie i współpracował z OLT Express, w mediach nagłośniono sprawę aresztowania samolotu należącego do upadłego już wówczas przewoźnika.

Prezes Kloskowski podkreślał, że akcja ta "świadczyła o kompetencji zespołu portu". Potem mówiono, że za sprawą stał syn premiera. Poseł Wipler przypomniał wczoraj, że OLT Express powstał za środki, które ukradziono ludziom powierzającym swoje oszczędności spółce Amber Gold. - Pan prezes kontraktuje usługi u swojego teścia, który przygotowuje świadectwa energetyczne. Te informacje powinny wywołać szereg pytań, m.in. ministra Nowaka i ludzi, którzy nadzorują spółkę - dodał Wipler.

Maciej Walaszczyk