Czuliśmy się jak owce przy dobrym pasterzu
Środa, 22 października 2014 (10:02)Z siostrą Marią Goretti Nowak ze Zgromadzenia Córek Bożej Miłości, świadkiem życia św. Jana Pawła II, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Pamięta Siostra swoje pierwsze spotkanie z przyszłym Papieżem?
– Tak, trudno byłoby nie pamiętać. Jestem wychowanką Zgromadzenia Córek Bożej Miłości w Bielsku-Białej, a ks. Karola Wojtyłę poznałam przez ks. Józefa Dowsilasa, który był moim katechetą, późniejszym pierwszym kapelanem ks. kard. Wojtyły. To on podczas rozmowy z ks. Wojtyłą powiedział, że ma uzdolnioną dziewczynę tańczącą w balecie, która pragnie swoje życie poświęcić służbie Panu Bogu. Zatem ks. Wojtyła kojarzył już moją osobę. Natomiast osobiście poznałam ks. Wojtyłę w lipcu 1956 r.
Później, w 1958 r., już jako nowicjuszka byłam w katedrze na Wawelu na uroczystości jego konsekracji biskupiej. Miałam też szczęście ucałować pierścień nowego biskupa i złożyć mu życzenia. W tym roku 30 sierpnia minęła 55. rocznica profesji zakonnej, którą złożyłam w Krakowie na Pędzichowie na ręce ks. bp. Wojtyły. Była to pierwsza profesja, którą przyjmował od sióstr jako biskup. Słyszałam, a potem sama widziałam, że jest człowiekiem, który dużo się modli i to mnie pociągnęło ku niemu. Powiedziałam ks. bp. Wojtyle, że będę się za niego modliła i tak było każdego dnia, jeszcze przed wyborem na Stolicę Piotrową, a także później.
Przez 40 lat prowadziła Siostra w Krakowie przedszkole, które często odwiedzał ks. kard. Karol Wojtyła…
– W przedszkolu prowadzonym przez siostry na Pędzichowie bywał często przy różnych okazjach. Zresztą od niego pochodzi określenie „wesołe przedszkole”. Zapraszał nas oraz rodziców z dziećmi do Pałacu Arcybiskupów Krakowskich m.in. na opłatki z okazji świąt Bożego Narodzenia, z racji Świąt Wielkanocnych czy swoich imienin.
Przedszkolaki, ubrane stosownie do okazji, prezentowały wówczas wcześniej specjalnie przygotowywane programy, spektakle o różnej tematyce, recytowały wiersze, tańczyły krakowiaka, polki, walczyki, tańce góralskie czy dostojnego poloneza, co bardzo podobało się ks. kard. Wojtyle, a ja przygrywałam na akordeonie, grałam też na gitarze. Dzieci były przyjmowane, można powiedzieć, po królewsku. Był poczęstunek, słodycze, napoje i wspaniała atmosfera. Ku uciesze dzieci ksiądz kardynał bawił się razem z nimi, tańczył w kółeczku, śpiewał, śmiał się, brał dzieci na ręce.
Ksiądz kardynał Wojtyła dobrze pamiętał, że przed pójściem do zakonu tańczyłam w balecie, dlatego kiedy dzieci już po występie rozchodziły się, prosił, żeby coś zatańczyć, i tak w habicie tańczyłam dla przyszłego Papieża, a on, śmiejąc się, mówił: „No, mamy zakonnicę baletnicę”. Podczas różnych spotkań z rodzinami czy artystami prosił mnie, aby coś zatańczyć i tak przebierałam się, a to za góralkę, górala, za górnika czy w inne stroje i tańczyłam. Te wszystkie spotkania były dla niego czymś w rodzaju rozweselenia w jego przecież niełatwym życiu i posłudze w trudnych komunistycznych czasach.
Z kolei my z przedszkolakami czuliśmy się jak jedna rodzina, jak owce przy dobrym pasterzu. Był też bardzo wdzięczny i zawsze pamiętał, także kiedy został Papieżem. Zaraz po wyborze, 22 listopada 1978 r., przysłał mi własnoręcznie napisany list, dziękując za gorliwość. Wspominał też o dzieciach jako „promykach radości w jego życiu i posłudze arcypasterza krakowskiego”. Tych listów od biskupa, kardynała i Papieża Wojtyły zebrało się ponad 200.
Mało się o tym mówiło, ale Papież jeszcze jako metropolita krakowski chorował i często prosił o modlitwę…
– Ksiądz kardynał Karol Wojtyła miał kamień w nerce i przeszedł operację, którą przeprowadził dr Obuchowicz. Miał także silną anemię i dlatego lekarz zalecał mu więcej wypoczynku na świeżym powietrzu i bardziej oszczędny tryb życia. Ponadto dokuczały mu silne bóle migrenowe, ale się nie uskarżał i gdyby nie świadectwa personelu medycznego, który się nim opiekował, pewnie nigdy nie dowiedzielibyśmy się o tych przypadłościach. Modlił się za nas i często sam prosił o modlitwę. Trzeba powiedzieć, że już wówczas jego modlitwy były skuteczne, a uzdrowienia miały miejsce jeszcze za czasów krakowskich ks. bp. Wojtyły. Również ja jestem przykładem uzdrowienia za wstawiennictwem świętych Papieży: Jana Pawła II i Jana XXIII.
Jak często spotykała się Siostra z Ojcem Świętym już po wyborze na Stolicę Piotrową?
– Starałam się towarzyszyć Janowi Pawłowi II podczas wszystkich jego pielgrzymek do Polski. Były też wspólne spotkania kolędowe w Watykanie. Każde z nich było przepełnione wielką serdecznością Ojca Świętego, który zawsze pamiętał. Za każdym razem wręczał mi różańce, w sumie było ich może nawet ok. 500, i prosił, aby ofiarować je w jego imieniu innym ludziom, żeby się modlili. Podczas jednej z pielgrzymek do Polski, po spotkaniu na Franciszkańskiej 3 z głuchoniemymi, gdzie też przygotowałam program artystyczny, Ojciec Święty bardzo się ucieszył i wręczył mi cały worek różańców z prośbą, aby rozdać je policjantom, którzy pilnowali porządku podczas pielgrzymki.
Oczywiście wszystkie je rozdałam. Zresztą podobnie jak te, które otrzymywałam przy innych okazjach, a także w listach z Watykanu. Mam jeszcze trzy różańce, już mocno wytarte, na których się modlę i które traktuję jako relikwie. Te wszystkie gesty św. Jana Pawła II świadczą, że o wszystkich myślał, często też powtarzał: „Z kim będę miał styczność, temu będę błogosławił za życia, ale i po śmierci”. Byłam też na pogrzebie, gdy Pan Bóg zabrał go do siebie. Wszyscy czuliśmy rozgoryczenie i żal, bo odszedł nasz dobry pasterz i ojciec. Zyskaliśmy jednak wielkiego orędownika naszych spraw w Niebie, dziś już św. Jana Pawła II. Zachęcam wszystkich, żeby powierzali swoje intencje Panu Bogu przez przyczynę św. Jana Pawła, który był z nami za życia i oręduje za nami w Domu Ojca.