Nigdy nie złożył broni
Wtorek, 21 października 2014 (10:14)51 lat temu, 21 października 1963 r., w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie od kul ZOMO zginął ostatni żołnierz podziemia niepodległościowego – Józef Franczak ps. „Lalek”.
Józef Franczak, dowódca drużyny i plutonu w III Rejonie Obwodu Lublin – Powiat ZWZ-AK, żołnierz WiN, działał 24 lata w konspiracji i jako ostatni Żołnierz Wyklęty poległ z bronią w ręku. Choć znany jest przede wszystkim pod pseudonimem „Lalek”, to w konspiracji był także „Józefem Bagińskim” czy „Lalusiem”. Był człowiekiem, który nigdy nie zrezygnował z walki o niepodległe państwo.
„Wierzył, że doczeka wolnej Polski. Takich jak on, ukrywających się, było wtedy w Polsce kilkunastu. Ich schwytanie zajęło komunistom kolejne kilka lat” – pisze o Franczaku Joanna Wieliczka-Szarkowa w książce „Żołnierze Wyklęci”.
Franczak urodził się 25 maja 1918 r. w Kozicach Górnych na Lubelszczyźnie. W Wojsku Polskim dosłużył się stopnia sierżanta. Po ataku ZSRS na Polskę 17 września 1939 r. nie złożył broni i walczył z najeźdźcą ze Wschodu. Dostał się do sowieckiej niewoli, z której udało mu się zbiec po kilku dniach. Od tego momentu, aż do śmierci w 1963 r., prowadził konspiracyjną działalność na rzecz wolnej Polski.
Jako żołnierz polskiego podziemia niepodległościowego działał w obwodzie lubelskim ZWZ. Po raz pierwszy padł ofiarą denuncjacji w 1941 r., kiedy doniósł na niego do Gestapo jeden z mieszkańców Piask pod Lublinem.
W sierpniu 1944 r. Lubelszczyznę zajęła Armia Czerwona, a Franczak został wcielony do 2. Armii Wojska Polskiego stacjonującej w rejonie Kąkolewnicy koło Radzynia Podlaskiego. Tam też był świadkiem mordów na żołnierzach podziemia, dokonywanych przez komunistów na uroczysku Baran, zwanym niekiedy Małym Katyniem. W obawie o swój los Franczak zdezerterował z ludowego Wojska Polskiego. Ukrywał się w Łodzi i w Sopocie, po czym powrócił w rodzinne strony, gdzie zaangażował się w działalność podziemną.
W czerwcu 1946 r. „Lalek” i jego współtowarzysze zostali aresztowani przez bezpiekę. Udało im się jednak uciec z transportu do więzienia i powrócić do podlubelskich lasów.
W 1947 r. Franczak stanął na czele kilkuosobowego patrolu w oddziale WiN dowodzonym przez kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. W następnym roku patrol „Lalka” wpadł w zasadzkę UB – z życiem uszedł jedynie Franczak. Jeszcze w tym samym roku wdał się on w strzelaninę z milicjantami, w wyniku której został ranny w brzuch.
We wrześniu 1961 r., w ramach akcji rozpracowywania partyzanta objętej kryptonimem „Pożar”, władze komunistyczne rozesłały za Franczakiem list gończy, w którym uznano go za „bandytę stanowiącego postrach dla mieszkańców podlubelskich wsi”. Według raportów bezpieki, Franczak brał udział w zamachach na życia członków partii komunistycznej, funkcjonariuszy UB i MO. Za jego schwytanie wyznaczono wysoką nagrodę pieniężną.
Na bezpośredni trop Franczaka bezpieka wpadła w roku 1963. Było to możliwe dzięki nawiązaniu przez SB współpracy ze Stanisławem Mazurem („Michał”), mieszkańcem wsi Wygnanowice, który przyznał się do kontaktów z „Lalkiem”.
„Michał” szybko nawiązał kontakt z nieprzeczuwającym zdrady Franczakiem i wystawił żołnierza, który zjawił się na spotkanie w gospodarstwie Wacława Becia z Majdanu Kozic Górnych.
21 października 1963 r. gospodarstwo zostało otoczone przez funkcjonariuszy SB i ZOMO, łącznie 37 ludzi. Sekcja zwłok Franczaka wykazała, że jego zgon nastąpił w wyniku postrzału serca. W chwili śmierci ostatni polski partyzant miał 45 lat.
„Poświęcił życie za wolność ojczyzny, której nie doczekał” – brzmi napis umieszczony na jego grobie.
MM, PAP