• Wtorek, 5 maja 2026

    imieniny: Ireny, Waldemara, Irydy

Nietykalni

Poniedziałek, 20 października 2014 (19:26)

List otwarty do władz w Polsce, jaki wystosowali naukowcy III RP, jest śmieszny i kompromitujący jego sygnatariuszy. Z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że adresat jest właściwie nieznany, a precyzyjnie dopowiadając – nieodpowiedni. Ostatnią rzeczą, o jaką można oskarżyć ekipę rządzącą, jest bycie prokatolicką, prokościelną czy prochrześcijańską władzą. Dość często pisałem o zwalczaniu Kościoła i podstawowych wartości chrześcijańskich przez władze PO – PSL, żebym musiał się w tym miejscu powtarzać. Chcę za to podjąć w tym komentarzu inne, ważniejsze wątki. Wspomnę tylko, że owym przykładem „prokatolickiej osobowości” i sprzymierzeńcem procesu „klerykalizacji państwa” jest – według naukowców – prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, Donald Tusk, minister Bartosz Arłukowicz czy premier Ewa Kopacz. Już sama ta wyliczanka budzi politowanie i powszechny śmiech.

Po drugie, list ma konkretny, cyniczny cel podsycania nienawiści do Kościoła katolickiego i wywoływania burzy, niepokojów przez ludzi, którzy są naukowcami, ludzi, którzy mają stać z dala od wszelkiej ideologii i polityki. Jest to tym bardziej przykre, że termin publikacji listu otwartego zbiega się (dziwnym trafem) z tragiczną rocznicą, niezwykle ważną dla naszego Narodu i Kościoła w Polsce. Obchodziliśmy przed chwilą rocznicę zamordowania przez reżim komunistyczny bł. ks. Jerzego Popiełuszkę i całkiem przypadkowo list otwarty ukazał się właśnie w przeddzień rocznicy komunistycznego mordu na naszym polskim męczenniku.

Po trzecie, liderzy tej żenującej inicjatywy w czasach morderczego komunizmu jakoś nie zadawali sobie trudu, aby upominać reżim totalitarny listami otwartymi. W czasach stalinowskich, w latach 50., potem w latach 60. i 70. nie stawali w obronie wartości humanistycznych, ale samozadowoleni robili ciepłe kariery, awansowali na uczeniach państwowych (na przykład oficerskich), przyjmowali wynagrodzenia w instytutach przy PZPR, byli w partii, zatem nie widzieli poważniejszych powodów, dla których należałoby ogłaszać listy otwarte przeciwko „komunizacji państwa polskiego”.

Obrzydliwy jest ten cynizm. Ci ludzie atakują instytucję, której przedstawiciele w latach, gdy oni byli po stronie PZPR, przelewali krew za wolność polskiego Narodu. Prawdopodobnie przypadkiem jest także to, że część sygnatariuszy jest ostrymi przeciwnikami lustracji wśród polskich naukowców.

Ponieważ mamy demokrację, jak to się przyjęło mówić, wszystkim wolno mówić i pisać, co im się żywnie podoba. A ponieważ sygnatariusze listu niepoprawnie zdefiniowali pojęcie „Kościoła”, nie wliczając do niego świeckich, przypominam, że czując się Kościołem, pozwalam sobie także na mówienie i pisanie tego, co jest w zgodzie z moim sumieniem.

Niemniej, jak to stwierdził swego czasu klasyk, nie oznacza to, że nie czuję absmaku wobec ideologicznych wykwitów, jakie rodzą się w środowiskach libertynów i postkomunistów reprezentujących tak zwaną naukę polską. Sygnatariusze listu nie mają moralnego prawa do wypowiadania się na ten temat, bo nie stali wśród tych, których aresztowano, gnębiono, zastraszano, którym blokowano kariery na uczelniach, wyrzucano z pracy. Dziś ci ludzie, zamiast milczeć, nie mają wstydu i udzielają się publicznie, licząc na krótkotrwałą pamięć Polaków. Na szczęście większość naukowców w Polsce powszechnie zignorowała ten pikantny wytwór prowokacji z okopów postkomunistycznych i liberalnych.

Dr Tomasz M. Korczyński