Konwencja jak gorący kartofel
Sobota, 18 października 2014 (02:05)Koalicja PO – PSL nie może się zdecydować, czy lepiej dla niej będzie głosować nad Konwencją przemocową przed wyborami czy po nich.
Połączone komisje spraw zagranicznych i sprawiedliwości miały zająć się poprawkami dotyczącymi odrzucenia projektu ustawy ratyfikacyjnej, zgłoszonymi podczas drugiego czytania pod koniec września przez kluby PiS i SP. Jednak czwartkowe posiedzenie komisji odwołano. Szefowa komisji sprawiedliwości Stanisława Prządka (SLD) uzasadniała decyzję nieobecnością przedstawiciela rządu, wiceministra spraw zagranicznych Artura Nowaka-Fara. Szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Robert Tyszkiewicz (PO) zapewnił, że w najbliższy wtorek posiedzenie się odbędzie, a wiceminister będzie na nim obecny.
Polskie Stronnictwo Ludowe uważa, że prace nad ratyfikacją Konwencji powinny zostać wstrzymane do czasu po wyborach samorządowych. W ostatni poniedziałek ludowcy zaapelowali o to na spotkaniu koalicyjnym. Prezes PSL Janusz Piechociński uważa, że PO nie ma większości w Senacie, aby przegłosować Konwencję.
– Znam poglądy niektórych senatorów Platformy z miejsko-wiejskich okręgów, którzy pod ciśnieniem proboszczów nie zagłosują w tej sprawie jak centrolewicowa Platforma – powiedział Piechociński.
Podkreślił też, że PSL podczas głosowania w tej sprawie będzie jednoznacznie „chadeckie”.
Zdaniem posła PSL Stanisława Żelichowskiego, podnoszenie tematu Konwencji nie będzie korzystne ani dla ludowców, ani dla PO. Stwierdził, że konsekwencją przyjęcia dokumentu będzie tworzenie domów pomocy dla kobiet będących ofiarami przemocy, co – jak dodał – nie zostało uwzględnione w budżecie na przyszły rok. – Samorządowcy się boją, że rząd zrzuci na nich obowiązek budowy ośrodków dla kobiet – stwierdził Żelichowski. – Jeśli PO chce przegrać wybory samorządowe, to ma do tego prawo. Nie będziemy umierali za Platformę, Będziemy szukali innego koalicjanta – dodał.
Bartosz Kownacki (PiS), członek sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, podkreśla, że rozmawiając z posłami PSL, często się z nimi zgadza, tyle że w trakcie głosowań przeczą swoim wcześniejszym wypowiedziom.
Politykom PiS nie podoba się pomysł przekładania kwestii Konwencji na czas po wyborach. W ich ocenie, powodowane jest to chęcią uniknięcia odpowiedzialności i próbą oszukania wyborców. Jeśli trzeba będzie teraz głosować, to sytuacja dla PSL i PO jest niewygodna, będą musieli jasno określić się poglądowo. Natomiast po wyborach będą mogli głosować jak chcą, czyli za Konwencją.
– Nam się nie spieszy, jeśli chodzi o głosowania nad Konwencją, bo jesteśmy jej przeciwni. Ale uważam, że okres kampanii wyborczej jest bardzo dobrym momentem, ażeby uzyskać jednoznaczne stanowisko PSL jako partii całościowo, a także stanowisko PO w tej kwestii. Czas wyborów samorządowych jest dobry, żeby zmusić poszczególnych senatorów i posłów, by jasno opowiedzieli się, czy są za, czy przeciw –argumentuje Kownacki.
Zdaniem polityka, niewykluczone jest, że to Platforma bardziej niż ludowcy, chcąc uniknąć niewygodnego tematu w okresie wyborczym, będzie chciała zepchnąć prace nad ustawą na czas po wyborach.
– Chciałbym poznać deklaracje posłów i senatorów PO i PSL już teraz, żeby nie było tak, że dziś powiedzą jedno, aby uzyskać dobry wynik w wyborach, a potem zrobią coś zupełnie przeciwnego – dodaje poseł.
Uderzającą w rodzinę, forsującą ideologię gender Konwencję skrytykował Kościół katolicki, organizacje prorodzinne i wiele organizacji kobiecych. Decyzja dotycząca terminu głosowania nad projektem ustawy ratyfikacyjnej będzie należała do prezydium Sejmu.
Izabela Borańska-Chmielewska, PAP