• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

To nie moja matka

Czwartek, 20 września 2012 (05:59)

Iluzja rosyjskich procedur identyfikacyjno-sekcyjnych obnażona. W grobie, w którym miała być pochowana Anna Walentynowicz, znajdowało się ciało innej ofiary Smoleńska - twierdzi rodzina.

 

Teraz żadna z rodzin smoleńskich nie może być pewna, że pochowała w grobie swojego najbliższego.

"Ciało, które zostało wyjęte z grobu, a które znajduje się na stole sekcyjnym, nie jest ciałem mojej mamy, śp. Anny Walentynowicz, które rozpoznałem w Moskwie" - oświadczył wczoraj po południu Janusz Walentynowicz.

"Nie rozpoznałem, aby to było ciało mojej babci" - poinformował też Piotr Walentynowicz, wnuk legendarnej działaczki "Solidarności".

Mecenas Stefan Hambura, pełnomocnik rodziny Anny Walentynowicz, uważa, że w tej sytuacji prokuratura nie ma innego wyjścia, jak tylko zdecydować o ekshumacji ciał wszystkich ofiar. Jego zdaniem, nadzór nad śledztwem smoleńskim powinien objąć prokurator generalny Andrzej Seremet. Prawnik ujawnia, że ciało, które wydobyto z grobu na gdańskim cmentarzu Srebrzysko, było w stosunkowo dobrym stanie.

Prokuratura dokonała w poniedziałek nad ranem ekshumacji szczątków z grobu Anny Walentynowicz z uwagi na podejrzenie zamiany ciał w Rosji przed umieszczeniem ich w trumnach.

- Jest to moja opinia oparta na tym, co widziałem na stole sekcyjnym, oraz na tym, co widziałem w Moskwie, kiedy mamę rozpoznawałem. To są dwie różne osoby - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Janusz Walentynowicz. Wraz z synem Piotrem uczestniczył wczoraj w czynnościach sądowo-medycznych, które odbywały się w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Janusz Walentynowicz zastrzega, że na bezsporne potwierdzenie w postaci badań DNA "trzeba będzie poczekać".

Prokuratura na razie nie komentuje informacji podawanych przez rodzinę.

- Nie mamy jeszcze żadnych wyników badań. Musimy poczekać na ich oficjalne wyniki, które poznamy w terminie do 7 dni, jak nas zapewniali biegli - mówi płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy NPW.

Prokuratura podkreśla, że w pierwszej kolejności informacje w tej sprawie otrzymają rodziny zmarłych. Czy zostaną one ujawnione także opinii publicznej?

- Zadecyduje prokurator - odpowiada Rzepa. Rodzina działaczki "Solidarności" wielokrotnie podnosiła, że ma poważne wątpliwości, czy pochowano właściwe osoby we właściwych grobach.

- Mamy podejrzenia, że doszło do pomyłki, w przeciwnym razie nigdy byśmy się na to nie zgodzili - mówił dzień po ekshumacji Janusz Walentynowicz.

- Przede wszystkim chciałbym ustalić, w którym z grobów leżała moja mama. I chciałbym ją pochować tam, gdzie powinna być pochowana, czyli u boku swojego męża na Srebrzysku - podkreślił. Jak dodał, "gdyby nie ponurość tego wszystkiego i tragedia w rodzinach, jaka się wokół tego toczy, to można by to wszystko nazwać groteską".

Wątpliwości rodziny podzieliła prokuratura, która w poniedziałek nakazała ekshumację szczątków Walentynowicz. Natomiast we wtorek doszło do wyjęcia innego ciała ofiary smoleńskiej - z grobu Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej na warszawskich Powązkach.

- Prokuratorzy po dogłębnej analizie dokumentacji posiadają wątpliwości, mówiąc wprost, czy ciała te nie zostały ze sobą zamienione - mówił dwa dni temu szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg.

Prokuratura przypuszcza, że ciała zamieniono także w przypadku kolejnych czterech osób. Dlatego zapowiedziała następne ekshumacje.

- Mamy do czynienia z wątpliwościami, które dopiero rozwikłają bądź rozwieją jednoznacznie badania genetyczne przeprowadzone w Polsce - zaznaczył prokurator. Jak w ogóle mogło dojść do takich pomyłek? Szeląg wskazuje na błędy przy identyfikacji i pomyłki służb rosyjskich.

- Z dokumentów rosyjskich wynika, że jeśli doszło do zamiany ciał, to mogło to nastąpić na skutek błędnego rozpoznania przez rodzinę, w jednym przypadku - przez przedstawiciela polskiej instytucji, w dwóch przypadkach - strona rosyjska uznaje, że jeżeli pomylono ciała, to błąd leży po stronie rosyjskiej. Polegał on na tym, że wpisano do dokumentacji nieodpowiednie numery zwłok - poinformował prokurator. Za wcześnie jest mówić o odpowiedzialności za ewentualne pomyłki, ale prokuratura jest gotowa gromadzić nowe dowody i występować z odpowiednimi wnioskami do Rosjan.

- Widać, że państwo polskie w tych trudnych dniach w ogóle nie funkcjonowało - uważa mec. Bartosz Kownacki, jeden z pełnomocników rodzin smoleńskich. - To nie jest tak, że coś omyłkowo się stało, to jest przejaw wielkiego bałaganu i braku kompetencji - ocenia.

W śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej wojskowa prokuratura dokonała wcześniej ekshumacji trzech ofiar - Zbigniewa Wassermanna, Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki.

Zenon Baranowski